Rozmowa z Jagną Ratyńską-Guzek, dyrektorem gimnazjum im. Prymasa Tysiąclecia w Raszynie
Mija właśnie miesiąc Pani urzędowania w gminazjum. Jak ocenia Pani jego stan?
To aż, ale zarazem tylko miesiąc. Powróciłam na stanowisko dyrektora po zakończeniu zajęć lekcyjnych, więc trudno powiedzieć cokolwiek na temat naszego gimnazjum. Wakacje to dla szkół okres intensywnych prac remontowych – tak jest i u nas. Trzeba pamiętać, że szkoła zbudowana została w dwa lata – było ryzyko pewnych niedociągnięć budowlanych i rzeczywiście, pewne rzeczy wymagają teraz remontu. Ale budynek sprawuje się i tak nieźle, a tempo jego wybudowania i funkcjonowanie do dzisiaj są dla mnie powodem do dumy.
Raszyńskie gimnazjum musi pomieścić około sześciuset uczniów. Jest to pewne wyzwanie dla szkoły. Znamy przecież typowe widoki ze szkół-tysiąclatek, gdzie pierwszym wrażeniem po wejściu do środka w czasie przerwy jest tłum uczniów. U nas jest inaczej. Projekt wykonała znana pracownia architektoniczna Stefana Kuryłowicza według pomysłu, który opracowałam sama wraz z wójtem Rajkowskim.
Szkoła to jednak nie tylko mury, ale także wyposażenie, a przede wszystkim – uczniowie i nauczyciele.
Co do wyposażenia – mamy nową pracownię internetową, która jest niewątpliwą zasługą poprzednich dyrektorek. Była tu duża konkurencja, bo wszystkie nasze podstawówki – ta w Raszynie, Sękocinie, Ładach – wykorzystały prawie w stu procentach możliwości, które stworzyła akcja Internet w naszej gminie. Ja do tego mam dobrego nauczyciela informatyki, co razem daje gwarancję sukcesu. To człowiek z pasją, dobrym podejściem i doświadczeniem. Pracowaliśmy razem od początków gimnazjum. Prowadził też doskonałe kółko fotograficzne. Jestem szczęśliwa, że zgodził się wrócić do pracy. Dobry informatyk to skarb, bo w zawodzie programisty zarabiają oni znacznie więcej, niż w szkołach.
Co zaś się tyczy uczniów – w nadchodzącym roku będzie u nas dwadzieścia jeden klas – sześć pierwszych, siedem drugich i osiem trzecich. Rzeczywiście więc wyraźnie mniej osób wybrało naszą szkołę w tym roku i nie wynika to wyłącznie z demografii. Śledziłam z zewnątrz ten odpływ w minionych latach – przez ostatnie dwa około dziewięćdziesięcioro dzieci nie zdecydowało się na raszyńskie gimnazjum. W tym roku jest to chyba ze sto dwadzieścia osób. To duże liczby, nie do końca je zresztą rozumiem. Zwłaszcza, że egzaminy końcowe wyszły dobrze. Kiedy zakładaliśmy gimnazjum, było ono pionierskie w okolicy. Nie było szkół na Malowniczej czy w Łazach. To nasza szkoła ściągała tu młodzież z okolic. Teraz jest inaczej – trudno powiedzieć, dlaczego. Czas na podsumowania będzie za rok.
Największą bolączką gimnazjum w ostatnich miesiącach były dla rodziców pustki w pokoju nauczycielskim.
Kiedy opuszczałam szkołę w 2004 roku, zostawiłam stabilną kadrę nauczycieli, co jest podstawą funkcjonowania każdej szkoły. Byli to ludzie przywiązani do tego miejsca, doświadczeni, związani wspólnym celem. W zeszłym roku rzeczywiście były problemy, ale nie miałam jeszcze czasu na pełniejsze analizy. Na pewno teraz trzeba będzie organizować zespół od nowa, brak na przykład nauczycieli języka angielskiego, z hiszpańskim zresztą też są trudności. Moim zdaniem gimnazjum to dobry czas na naukę języków i będę kładła na to nacisk. Wielu absolwentów utwierdza mnie w przekonaniu, że jeśli młody człowiek opuści gimnazjum z dobrze znanymi dwoma językami, to w liceum będzie miał lepszy start i więcej czasu na inne rzeczy. A angielski i tak w przyszłym roku będzie obowiązkowy na egzaminie gimnazjalnym. Moim marzeniem jest angielski w szkole, zakończony egzaminem first certificate. Na szczęście na moje propozycje pracy pozytywnie odpowiadają nauczyciele, którzy pracowali tutaj za moich czasów, więc mam nadzieję uzupełnić braki kadrowe. Szkoła to przede wszystkim miejsce, gdzie należy patrzeć w przyszłość, a nie grzebać się w przeszłości.
Można więc powiedzieć, że dobrze się Pani czuje w starej-nowej roli?
Chciałabym, żeby to było jasne: kiedy po uprawomocnieniu wyroku, który przywracał mnie na stanowisko dyrektora mówiłam, że nie wiem, czy chcę je objąć, naprawdę nie wiedziałam.
A jakie zadania stawia Pani sobie i placówce na najbliższe lata?
Pierwszym jest oczywiście stworzenie zgranej grupy nauczycieli, którzy mają wspólny cel w uczeniu dzieci. Na szczęście ci obdarzają mnie na nowo zaufaniem, którym cieszyłam się przed odejściem. To sygnał, że w szkole będzie tak, jak być powinno. Ta szkoła jest bowiem znakomita i musi być – i będzie – postrzegana dobrze. Nie gwarantuję poprawy wyników egzaminów. Nasze gimnazjum jest szkołą powszechną i każdy ma w niej miejsce, także ci mniej zdolni. Ale zdolni uczniowie – właśnie ci, z których część była przez rodziców wysyłana do odległych szkół, wrócą tutaj. Nie będzie potrzeby jeżdżenia do daleko położonych placówek, kiedy pod bokiem będą mieli szkołę, w której będą się dobrze czuć.
Proszę jednak pamiętać, że szkoła nie jest laboratorium – tutaj efekty swoich posunięć sprawdza się przez trzy lata, tyle, ile wynosi cały okres kształcenia jednej klasy. W pełni więc o sukcesie i porażce będzie można rozmawiać za parę lat. Tymczasem – wierzę – będzie powoli coraz lepiej.
rozmawiał Przemysław Bociąga
Jagna Ratyńska-Guzek – założycielka i pierwszy dyrektor gimnazjum nr 1 w Raszynie. W 2004 roku została odwołana ze stanowiska przez ówczesnego wójta. Wyrok z grudnia 2005 roku uprawomocnił się po apelacji w maju roku bieżącego, dając możliwość przywrócenia jej na stanowisko dyrektora. Do tego czasu od wyborów samorządowych była jedną z najbliższych współpracownic wójta Janusza Rajkowskiego jako p.o. kierownika referatu oświaty i spraw społecznych.
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Jagna Ratyńska-Guzek: Nie grzebać się w przeszłości”
Skomentuj