// czytasz...

Felieton

Nigdy nie bądź jedenasty

No i mnie zmogło! Gorączka ponad 39 stopni, suchy kaszel i ból w plecach. Myślę sobie – jeszczem młody (63 lata to przecie podobno druga młodość), przetrzymam stosując stare metody leczenia takich banalnych przypadłości. Wytrzymałem trzy dni pocąc się pod kołdrą, jednak czuję, że to nie przelewki, trzeba iść ratunku szukać. Jakem myślał, tak i zrobiłem, wszak chodzić jeszcze mogę i do domu lekarza nie wypada fatygować, zwłaszcza że przychodnia dwieście metrów od domu. Idę więc, podpierając się o płot, wspinam po schodach i wchodzę. Ludzi nie ma, w rejestracji pulchna pani pilnie sortuje karty chorobowe. Myślę so-bie: dobra nasza! Zbadają, dostanę receptę, apteka obok i do domu, do ciepełka. Stoję grzecznie przy okienku (podpierając się co nieco), pani chodzi, karty wkłada i wyjmuje, wreszcie mnie zauważyła i z oddali pyta:
– O co chodzi?
– Chciałbym kartę do lekarza.
Cała w pędzie rzuca słowem:
– Przyjść jutro, dziś nie ma numerków!
Ja nieco zdziwiony, wszak nie przyszedłem po numerek, opowiadam o gorączce, bólach ple-ców, rwaniu w kościach…
Pani, nadal grzebiąc w kartach, od niechcenia przypomina:
- Nie ma numerków!
Blednę nieco, myśli plączę, ale ciągnę własny wątek.
– Mam chorobę, składki płacę, nawet zasłużony jestem (oddałem siedem litrów krwi!).
Pani dalej karty składa, gada z kimś tam, wreszcie rzuca od niechcenia:
- Już mówiłam: brak numerków, wydajemy tylko dziesięć!
Zimno mi po plecach chodzi, nogi bolą, pot się leje, myślę sobie: przyjdzie zemdleć. Jednak nie odpuszczam!
- Proszę pani, wobec tego proszę dać mi oświadczenie: nie przyjęliśmy do lekarza z braku numerków, ja się udam prywatnie i zwrócę do funduszu o refundację, bo jest taka możliwość.
Pani mocno zaskoczona postawiła oczy:
– Ja tego nie wydam, niech pan pójdzie do kierownika przychodni.
Tu już pękłem! Świat wiruje przed oczami, plecy bolą, kaszel ciśnie, lecz nachylam się do lady aby być lepiej słyszalnym i zaczynam znowu,
– Proszę pani…
- Ja mówiłam panu przecież, że numerków nie ma, wydajemy tylko dziesięć i nic nie poradzę.
Odwróciła się na pięcie pokazując zgrabne plecy. Com miał zrobić, biedny, chory? Schowałem medale, o krwiodawstwie zapomniałem, pot otarłem mokrą chustką, zakaszlałem i… po schodach. W mej udręce… pozostałem… jedenasty!
Więc poszedłem do przychodni gdzie nas leczą za gotówkę. Miła pani popatrzyła:
– Niech pan siada, proszę. Jak pan przyszedł? Wszak po panu widać, że pan dzisiaj bardzo niezdrów. Może herbatki?
Zaskoczony siadam grzecznie, pot z czoła ocieram, a ta pani mówi do mnie:
- Po tej pani, do tych drzwi pan wejdzie. Sama siadła obok i prosi o dane. Kartę w mig mi założyła i nim się obejrzałem, już mnie proszą do lekarza.
Czasu zeszło tam niewiele – może pół godzinki – a wyszedłem obadany, wypytany i z receptą w ręce. Człapię nazad, apteka po drodze. Antybiotyk, witaminy, ciepła kołdra i sen błogi.
Trochę mnie to kosztowało kasy i mitręgi, ale tam się czułem pierwszy. Pytam zatem wszyst-kich państwa co ma zrobić chory, kiedy miał trochę mniej szczęścia… i nie był dziesiąty?

- Tadeusz Strzelczyk

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Nigdy nie bądź jedenasty”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....