// czytasz...

Foto

Skatepark w plecaku

Rafał Sut i Krzysiek Zawadzki w październiku 2006 roku napisali pismo do ówczesnego dyrektora Gminnego Ośrodka Sportu, w którym prosili o wybudowanie w Raszynie skateparku. Od dawna jeździli na deskach po raszyńskich chodnikach. Schodki przy poczcie, boisko gimnazjum… Ich starania poparło ponad 250 młodych ludzi, którzy podpisali się pod petycją.

Efektem ich uporu było wprowadzenie do projektu budżetu na rok 2007 kwoty 230 tysięcy złotych właśnie na budowę toru do jazdy na deskach i rolkach. Wszystko wydawało się przesądzone, jednak w ostatnim Kurierze Raszyńskim opublikowano ankietę, w której władze gminy sugerowały, że zamiast skateparku może powstać boisko wielofunkcyjne. Dziś inicjatorzy budowy są zaskoczeni tym, że ich oczekiwania mogą nie zostać spełnione.

Z Rafałem, Krzyśkiem, Arturem i Mateuszem spotykamy się na boisku przy raszyńskim gimnazjum. Każdy z nich jeździ na desce tam, gdzie się da. – Doskonalimy swoje umiejętności w taki sposób, w jaki pozwalają nam warunki – opowiada Krzysiek. Czekając na profesjonalny obiekt sami budują sobie tory przeszkód z dostępnych materiałów.

Rampa, piramidka, funbox, rurka, murek, schodki – to podstawowe elementy wyposażenia. Wiele z nich można wykonać samemu z najprostszych materiałów. Puste boisko do kosza po chwili zamienia się w namiastkę skateparku. – To wszystko to nasza domowa robota – tłumaczą. To widać: kilka cegieł i kawałek pięciocalówki – i w kilka sekund gotowy plac treningowy. Do tego trochę powierzchni, żeby nabrać prędkości i już można zaczynać ewolucje.

– Przychodzimy tutaj prawie codziennie – wyjaśnia Artur. Zarówno on, jak i jego koledzy mieszkają w Raszynie. W jeździe na desce znaleźli sposób na aktywne spędzanie wolnego czasu. Wiele osób myśli o ich wyczynach jako o wyjątkowo niebezpiecznej zabawie. Upadki i inne kontuzje są na porządku dziennym, ale nie zdarzają się częściej, niż na przykład w piłce ręcznej. Sami dbają o to, by nie przekraczać pewnych granic, bo bezpieczeństwo to podstawa. Rozumieją to – i doceniają – ich rodzice. Dla nich to lepsze, niżby ich dzieci spędzały czas przed komputerem. Kiedyś moja babcia opowiadała mi o objazdowym kinie. Dziś wydaje się, że i ona popiera młodzież w ich skakaniu: każdy ma swoje hobby, choć nie każdy musi je rozumieć.

Powstanie skateparku w gminie Raszyn będzie gestem w stronę młodzieży. Ale nie chodzi tylko o wspieranie aktywności fizycznej. Nie każdemu udaje się zebrać pod ankietą 250 podpisów, a młodym miłośnikom kawałka sklejki na czterech kółkach udało się to bez trudu. Jeśli ktokolwiek narzeka na słabość społeczeństwa obywatelskiego – niech spojrzy na ich zaangażowanie. Ci młodzi ludzie wiedzą, czego potrzebują i oczekują, by dorośli byli partnerami przy realizacji wymarzonych celów. Jeśli będzie trzeba, znów zbiorą kilkaset podpisów. A co na to władze?
– pr

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Skatepark w plecaku”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....