// czytasz...

Felieton

Jerzy Besala: Spór o księcia Poniatowskiego

Cieszy mnie, gdy Czytelnicy poważnie reagują na to, co piszę. Nadesłane do Redakcji sprostowanie mego luźnego skądinąd zdania dotyczącego śmierci księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery tym bardziej mnie ucieszyło, gdyż rzecz dotyczy sprawy znacznie poważniejszej: widzenia historii.
Otóż od XVIII-wiecznych rozbiorów do ostatnich niemal lat w historiografii polskiej przeważały tony hagiograficzne, uświęcające niemal wszystkie postaci z panteonu narodowego. Z biegiem lat zza brązu pomników i spoza nazw ulic imienia „wielkich Polaków” nie widać było ludzi, tylko postaci bez skazy i zmazy, skrojone na potrzeby ideologii, szkół i biednych dziatek karmionych tą patriotyczną mączką.
Dla historyka było to i pozostanie uproszczeniem. Nie ma ludzi bez skazy i nienagannych „złotych czasów”: nie był nim również książę Pepi. Rzeczą historyka i, jak sądzę, każdego uczciwego wobec siebie i świata człowieka, winno być przestrzeganie maksymy rzymskiej: amicus Plato sed magis amicus veritas: przyjacielem jest Platon (i jakakolwiek filozofia), lecz jeszcze większym Prawda, czy może próba docierania do niej.

W liście do redakcji, opublikowanym w poprzednim numerze „Pulsu” czytelniczka napisała: „Uprzejmie proszę pana redaktora o wydrukowanie historycznej prawdy o śmierci Księcia Józefa Poniatowskiego (…) I jeszcze jedno moje sprostowanie. Bitwę pod Raszynem odtwarzano na falenckiej łące, a nie na pastwisku. I dobrze, bo jest między łąką a pastwiskiem zasadnicza różnica”

Jako kryształowego rycerza-patriotę chcieli więc widzieć Józefa Poniatowskiego hagiografowie narodowi, poczynając od Stanisława K. Bogusławskiego. Pisał on w „Życiu księcia…” w 1834 r.: „całe pasmo życia Józefa Xięcia Poniatowskiego od kolebki aż do zgonu jaśnieje tą nieskażoną cnotą, tą niezachwianą miłością ojczyzny, tem nieporównanem męstwem, tą nieugiętością charakteru”.

Polacy w dobie Powstania Listopadowego potrzebowali bohaterów bez skazy. Poniatowski, ginąc w Elsterze, nadawał się znakomicie do tej roli. Jednakże Bogusławski dedykując napisany panegiryk na cześć „księcia Pepi” hrabinie Tyszkiewiczowej z Poniatowskich robił dokładnie to, co czynili dworscy pisarze polscy od czasów Galla Anonima, chwaląc tych, na których łaskach im zależało, od których mogli się spodziewać zapłaty. I tak wielka legenda Poniatowskiego od czasów Kostki Bogusławskiego poszła w naród udręczony rozbiorami, powstaniami, spragniony – pośród tych niewyobrażalnych dla nas rzezi – nieskazitelnych bohaterów.

Tymczasem nawet ostrożni akademiccy historycy dostrzegają wiele cieni na życiu Poniatowskiego. Po powrocie do Warszawy z kampanii wojskowych latem 1798 r. książę stał się hulaką, kosmopolitą wyruszającym ze swymi międzynarodowymi kompanami na dzikie, pijane przejażdżki po Alejach Ujazdowskich z legendarnego Pałacu pod Blachą. „Jego lekceważenie sceny narodowej i znaczenia choćby najdrobniejszych gestów patriotycznych prowadziły nawet do (…) bijatyk wszczynanych przede wszystkim przez towarzystwo spod Blachy”, pisał rzetelny biograf księcia prof. Jerzy Skowronek (nb. jeden z mych nauczycieli akademickich). Nic dziwnego, że nawet przychylny księciu współczesny mu Alojzy Osiński rymował: „Jeszcze Polak po polsku i pisze i czyta, bo nie cała Warszawa jest Blachą pokryta”. „Zabawowy styl życia kosztował krocie”, dodawał Skowronek, podając liczbę astronomicznych długów księcia.

Dopiero zbliżanie się wojsk Napoleona do ziem polskich w 1806 r. rozbudziło w Poniatowskim patriotyczne nastroje. W 1809 r. pod Raszynem, gdzie dowodził, zrodziła się jego wielka legenda wodza, który nierozegraną skądinąd bitwą wymazywał ciemne strony swego życiorysu. Ukazał się Polakom znów dawny Poniatowski: dzielny dowódca.

Nikt nie jest w stanie zaprzeczyć wielkiego wkładu Poniatowskiego w organizację i dowodzenie polską armią w służbie Napoleona. Jednakże przedmiotem sporu poważnych historyków stały się wybory i gesty księcia. Mimo że był przekonany o klęsce Napoleona po Borodino, odrzucił pokojową propozycję cara Aleksandra I, skłonnego odbudować Polskę i pozostawić wojsko polskie pod dowództwem Poniatowskiego. Mielibyśmy armię pod polskim dowódcą, a nie pod wodzą schizofrenicznego brata cara, księcia Konstantego.
Poniatowski wybrał więc wierność Napoleonowi do końca, mianowany w przeddzień śmierci marszałkiem Francji. Potwierdził to sam cesarz przyznając wysoką rentę Teresie Tyszkiewiewiczowej: książę „zginął zaszczytnie po oddaniu miwielkich zasług, dla których mianowałem go marszałkiem Francji”, powiedział. Megalomania Napoleona była jedną z jego najwyrazistszych cech.

Czy utonięcie w Elstrze w służbie Napoleona było tylko romantycznym gestem postrzelonego wielokroć, „zobojętniałego na wszystko” księcia, jak mówiły opinie jego towarzyszy? Czy może wypełnił on w ten sposób „patriotyczną powinność”? Spór nie ustanie nigdy; tak jak znana kontrowersja wokół stosunku Napoleona do niepodległości Polski. Warto jednak kontekst tego sporu urealnić: wojna to nie tyle patriotyczne wyczyny, ile brud, krew, rozrywane kulami ciała i fekalia tych, którzy muszą nacierać; nikt przy zdrowych zmysłach nie chce tak umierać i gorzałka albo narkotyki to standardowe wyposażenie wszystkich armii. Wojna to znacznie gorsze zjawisko niż pastwisko, czy nawet podniosłe sztandary, piękne mundury i patriotyczne gesty. W końcu państwowość polską, choć kulawą, odtworzyli realiści, jak Adam Czartoryski, dogadując się z carem, a nie romantyczne gesty.

I żeby było bardziej groteskowo: w 2005 r. historycy francuscy potwierdzili, iż Poniatowskiego ostrzelała francuska artyleria, sądząc, że to Rosjanie przedostali się na brzeg Elstery.
Cóż, tak bywa na wojnie.
– Jerzy Besala

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Jerzy Besala: Spór o księcia Poniatowskiego”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....