Do 200. rocznicy bitwy pod Raszynem zostało pięć miesięcy. Władze Raszyna niemrawo przygotowują się do organizacji obchodów. Czy starczy czasu, zapału i pieniędzy?
Kilka miesięcy temu pisaliśmy o powstaniu komitetu mającego nadzorować przygotowania do inscenizacji bitwy i organizacji wielkiej imprezy, która może rozsławić naszą gminę nie tylko w najbliższej okolicy, ale może i w całej Polsce. Tymczasem prace są ledwie w powijakach.
Bez promocji ani rusz
– Na razie grupa robocza rozmawia o sprawach podstawowych: logo, pieczątkach, patronatach. Pomysłów jest sporo, chcemy nawiązać współpracę z TVN i wojskiem, przy okazji można będzie wznowić monografię na temat historii Raszyna i Falent pióra Honoraty Kaszuby. Reprezentanci naszej społeczności już nad tym pracują, ale komitet zacznie pracę na całego dopiero za jakiś czas – przyznaje wójt Raszyna Janusz Rajkowski. Tymczasem organizacja podobnej imprezy to kwestia miesięcy, jeśli nie lat pracy.
W Raszynie mają się pojawić miłosnicy militariów odtwarzający bitwę w strojach z epoki, a to zapewne przyciągnie tysiące widzów, nie tylko z Warszawy. – Organizacja bitwy to walka z biurokracją. Ale nie tylko papierkowa robota, ważna jest też logistyka przed i w trakcie turnieju rycerskiego czy inscenizacji bitwy. To ona tworzy największe koszty: przenośne toalety, doprowadzanie wody, zapezpieczenie medyczne, ochrona, pozyskanie sponsorów, słowem sprawy, których nie widać – twierdzi Krzysztof Górecki, dyrektor pokrzyżackiego zamku w Gniewie. Jego placówka od wielu lat organizuje coroczne obchody bitwy z czasów wojen szwedzkich. Sama bitwa pod Gniewem była mało istotna, za to jej inscenizacje z udziałem setek odtwórców historycznych cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem turystów i są jedną z większych imprez tego typu w Polsce.
Od kilku lat ekipa z gniewskiego zamku organizuje też bitwę pod Grunwaldem. – To świetny przykład dla innych miejscowości chcących organizować podobną imprezę. W 1998, gdy nadzorowaliśmy pierwszy Grunwald, nie było żadnej promocji, a i tak wieść rozeszła się pocztą pantoflową i przyjechało 35 tys. turystów. Promocja stopniowo z roku na rok zwiększała zainteresowanie imprezą, aż doszło do 110 tys. gości w zeszłym roku i 100 tys. w tym – tłumaczy Krzysztof Górecki. Dodaje jednak, że inscenizacja powinna odbywać się co roku, tak, by i turyści, i grupy odtwórstwa historycznego wpisały ją sobie na stałe do kalendarzy. Tymczasem w naszej gminie huczniejsze obchody organizuje się raz na kilka lat, a poza tym – składanie wieńców i uroczysta msza, czyli ten sam zestaw, co na 11 listopada czy 3 maja.
Chcieli ukraść nam bitwę
Co wpływa na sukces lub porażkę imprezy? W przypadku Raszyna celem może być nie sama organizacja ciekawej imprezy, a rozreklamowanie naszej gminy, na przykład wśród potencjalnych inwestorów, którzy na codzień Raszyn widzą tylko z okien samochodów. Do tego konieczne jest jednak kompleksowe przygotowanie całej kampanii promocyjnej. Osobne stoisko z informacją o atrakcyjnych działkach, zaproszenia dla przedstawicieli branży deweloperskiej, poinformowanie wielkonakładowej prasy z odpowiednim wyprzedzeniem, i tak dalej. – To, czy cele uda się osiągnąć, zależy od bardzo wielu czynników. Ludzie, miejsce, ranga wydarzenia, które się odtwarza, no i przede wszystkim pomysł. Bo na przykład imprezy związane ze średniowieczem organizuje chyba każda miejscowość z zamkiem lub choć skrawkiem murów obronnych w Polsce. Żeby się wybić, trzeba mieć pomysł. My na przykład od trzech lat organizujemy turnieje rycerskie na serio, traktowane sportowo. Rycerze naprawdę trafiają się kopiami i naprawdę starają się wysadzić przeciwnika z siodła, a to przyciąga turystów – opowiada dyrektor gniewskiego zamku.
Skoro mowa o wysadzaniu z siodła, przez pewien czas istniało niebezpieczeństwo, że na raszyńską imprezę mało kto przyjedzie. W Warszawie powstał pomysł, by konkurencyjne obchody rocznicy zorganizować na Polach Mokotowskich. Argumentowano, że tam zmieściłoby się kilkadziesiąt tysięcy ludzi i dojazd byłby łatwiejszy, niż na groblę w Falentach. – To tak jak z Grunwaldem, kilka lat temu Kraków też chciał organizować oficjalne obchody 600. Rocznicy. Wtedy argumentowano, że 500-lecie też odbyło się w Krakowie, choć to dziwny argument, bo w 1910 trwały zabory i na właściwym polu bitwy obchodów nie dało się zrealizować – opowiada Krzysztof Górecki z gniewskiego zamku. – Mimo wszystko udało mi się przekonać do idei odtwarzania bitwy u nas, na miejscu, zarówno posła Arkadiusza Czartoryskiego, szefa fundacji 4. pułku piechoty legionów, jak i panią prezydent Warszawy – informuje wójt Rajkowski.
Osobną kwestią jest termin imprezy, który takze nie jest jeszcze ustalony. Bitwa rozegrała się 19 kwietna, a jej dwusetna rocznica przypada na niedzielę. To dość fortunny zbieg okoliczności, jednak pogody w kwietniu przewidzieć się nie da. A od niej może zależeć powodzenie imprezy. – Koszty będą ogromne. Jeśli będzie padał śnieg z deszczem, to te pieniądze będą jak najdosłowniej wyrzucone w błoto. Dlatego zastanawiamy się nad przełożeniem bitwy na później, na maj lub czerwiec. Rozmawialiśmy z prezydent Warszawy i mamy od niej zapewnienie współpracy – mówi Rajkowski.
– Krzysztof Machocki
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Bitwa po raszyńsku”
Skomentuj