<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: DDD, czyli dysfunkcyjne dzieci i dorośli</title>
	<atom:link href="http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/</link>
	<description>dwutygodnik niezależny</description>
	<lastBuildDate>Fri,  7 Jan 2011 16:43:55 +0100</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>Autor: Del</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/comment-page-1/#comment-2287</link>
		<dc:creator>Del</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 03 May 2010 22:17:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=979#comment-2287</guid>
		<description>Swietny artykul. Dziekuje autorowi i prosze o wiecej, gdzie mozna znalezc? Witajcie w klubie DDD. Moja historia? Nieobecny,utalentowany,wymagajacy ojciec i agresywna matka do spolki ze starszym bratem, zaniedbanie. Do tego dwie choroby. Odrzucenie przez matke chorej corki chyba jeszcze bardziej boli, gdy obok w tym samym domu rzadzi, bije i wysmiewa przez 10 lat zdrowy, wysportowany o 6 lat starszy brat, kochany i dopieszczany przez matke. Krzyki matki beda mnie przesladowac w mojej glowie do smierci, epitety takie, ze wstyd powtorzyc, nikt mi nawet nie wierzyl, przeciez tacy wyksztalceni ludzie? To niemozliwe, klamiesz. Jakim cudem otoczenie tyle lat nie pomoglo, znacie to - nikt nie chce widziec. Nawet dalsza rodzina. Jedynym dla mnie ratunkiem bylby dom dziecka, co nawet w pewnej chwili chcialam zrobic sama. Za bardzo sie jednak balam, co ze mna zrobia, gdyby mi sie nie udalo. Zaluje, powinnam. Starzeje sie juz, a wciaz dzien po dniu ucze sie, jak zyc normalnie. Codziennie powtarzam sobie, ze mam prawo jesc, kupic sobie ubranie, zasluguje na milosc i szacunek, itp, i wciaz co rano pokonuje strach przed wyjsciem z domu. Nerwica blokuje mi normalne funkcjonowanie, np czesto sie spozniam, dostajac ataku paniki przed wyjsciem - trace pamiec, trzese sie. Wszystkie porazki obsesyjnie tluka mi sie po glowie przez dlugi czas. Gdy zdarzy sie drobne niepowodzenie, mam ochote od razu ze soba skonczyc, przeciez jestem do niczego, takie kaleki jak ja powinno sie zabijac po urodzeniu, szkoda czasu i pieniedzy. To smieszne, ale wciaz tak reaguje. Braku milosci, troski i akceptacji matki nie da sie niczym zrekompensowac. Pogodzilam sie z tym i radze sobie coraz lepiej. Przerobilam terapie, leki, przyjaciol, ale oczywiscie zwiazek mi sie nie udal, bo nie mogl udac, wychowuje wiec moje dzieci sama. Jak? dobre pytanie - czy nie przekazuje im zlych wzorcow, pewnie tak. Kocham je bardzo, przytulam, rozmawiam, nigdy nie uzylam epitetu, chwale, pewnie przeginam w druga strone, bo przyjaciele mowia, ze powinnam wiecej wymagac, nad czym tez pracuje. Nie utrudniam im spotkan z ojcem, maja dobry kontakt. Nie mam z dziecmi wlasciwie zadnych problemow - to moje najwieksze szczescie i sukces. Zobaczymy pozniej, wciaz czeka mnie wiele pracy. Teraz nie jestem pewna, czy jako DDD powinnam miec dzieci, stalo sie to wtedy, gdy do konca nie zdawalam sobie sprawy, jak bardzo jestem pokaleczona. Odpowiedzialnosc za nie utrzymala mnie przy zyciu, ale czy beda szczesliwe po wychowaniu przez taka matke jak ja? Dopiero kika lat temu ucieklam od toksycznej rodziny, gdy dotknelam cienkiej czerwonej linii. Balam sie, ze osieroce dzieci. Mam przeciw sobie cala rodzine, ktora dotad sciga mnie poczuciem winy. Na mysl, ze musialabym zajac sie matka, boli mnie zoladek. Powiedzialam wiec - NIE. To bylo najodwazniejsze posuniecie w moim zyciu - ucieczka i odmowa, bo mam prawo wreszcie zaznac spokoju i cieszyc sie zyciem, jestem NORMALNYM CZLOWIEKIEM,a moje choroby to drobiazg w porownaniu z odrzuceniem i przemoca. Jestem sama z dziecmi i czuje sie dobrze. Realizuje marzenia. Przytulam wszystkich spragnionych akceptacji DDD. Wszyscy jestesmy super - mielismy po prostu pecha. Zaslugujemy na wszystko, co najlepsze. D.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Swietny artykul. Dziekuje autorowi i prosze o wiecej, gdzie mozna znalezc? Witajcie w klubie DDD. Moja historia? Nieobecny,utalentowany,wymagajacy ojciec i agresywna matka do spolki ze starszym bratem, zaniedbanie. Do tego dwie choroby. Odrzucenie przez matke chorej corki chyba jeszcze bardziej boli, gdy obok w tym samym domu rzadzi, bije i wysmiewa przez 10 lat zdrowy, wysportowany o 6 lat starszy brat, kochany i dopieszczany przez matke. Krzyki matki beda mnie przesladowac w mojej glowie do smierci, epitety takie, ze wstyd powtorzyc, nikt mi nawet nie wierzyl, przeciez tacy wyksztalceni ludzie? To niemozliwe, klamiesz. Jakim cudem otoczenie tyle lat nie pomoglo, znacie to &#8211; nikt nie chce widziec. Nawet dalsza rodzina. Jedynym dla mnie ratunkiem bylby dom dziecka, co nawet w pewnej chwili chcialam zrobic sama. Za bardzo sie jednak balam, co ze mna zrobia, gdyby mi sie nie udalo. Zaluje, powinnam. Starzeje sie juz, a wciaz dzien po dniu ucze sie, jak zyc normalnie. Codziennie powtarzam sobie, ze mam prawo jesc, kupic sobie ubranie, zasluguje na milosc i szacunek, itp, i wciaz co rano pokonuje strach przed wyjsciem z domu. Nerwica blokuje mi normalne funkcjonowanie, np czesto sie spozniam, dostajac ataku paniki przed wyjsciem &#8211; trace pamiec, trzese sie. Wszystkie porazki obsesyjnie tluka mi sie po glowie przez dlugi czas. Gdy zdarzy sie drobne niepowodzenie, mam ochote od razu ze soba skonczyc, przeciez jestem do niczego, takie kaleki jak ja powinno sie zabijac po urodzeniu, szkoda czasu i pieniedzy. To smieszne, ale wciaz tak reaguje. Braku milosci, troski i akceptacji matki nie da sie niczym zrekompensowac. Pogodzilam sie z tym i radze sobie coraz lepiej. Przerobilam terapie, leki, przyjaciol, ale oczywiscie zwiazek mi sie nie udal, bo nie mogl udac, wychowuje wiec moje dzieci sama. Jak? dobre pytanie &#8211; czy nie przekazuje im zlych wzorcow, pewnie tak. Kocham je bardzo, przytulam, rozmawiam, nigdy nie uzylam epitetu, chwale, pewnie przeginam w druga strone, bo przyjaciele mowia, ze powinnam wiecej wymagac, nad czym tez pracuje. Nie utrudniam im spotkan z ojcem, maja dobry kontakt. Nie mam z dziecmi wlasciwie zadnych problemow &#8211; to moje najwieksze szczescie i sukces. Zobaczymy pozniej, wciaz czeka mnie wiele pracy. Teraz nie jestem pewna, czy jako DDD powinnam miec dzieci, stalo sie to wtedy, gdy do konca nie zdawalam sobie sprawy, jak bardzo jestem pokaleczona. Odpowiedzialnosc za nie utrzymala mnie przy zyciu, ale czy beda szczesliwe po wychowaniu przez taka matke jak ja? Dopiero kika lat temu ucieklam od toksycznej rodziny, gdy dotknelam cienkiej czerwonej linii. Balam sie, ze osieroce dzieci. Mam przeciw sobie cala rodzine, ktora dotad sciga mnie poczuciem winy. Na mysl, ze musialabym zajac sie matka, boli mnie zoladek. Powiedzialam wiec &#8211; NIE. To bylo najodwazniejsze posuniecie w moim zyciu &#8211; ucieczka i odmowa, bo mam prawo wreszcie zaznac spokoju i cieszyc sie zyciem, jestem NORMALNYM CZLOWIEKIEM,a moje choroby to drobiazg w porownaniu z odrzuceniem i przemoca. Jestem sama z dziecmi i czuje sie dobrze. Realizuje marzenia. Przytulam wszystkich spragnionych akceptacji DDD. Wszyscy jestesmy super &#8211; mielismy po prostu pecha. Zaslugujemy na wszystko, co najlepsze. D.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: kinga</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/comment-page-1/#comment-1870</link>
		<dc:creator>kinga</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 19:01:25 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=979#comment-1870</guid>
		<description>Rany, nareszcie ktoś konkretny w tak zwięzły i inteligentny sposób ujął istotę problemu DDD. Mój biedny brat poświęcił się, &quot;wyrównał rachunek&quot;, waląc do żyły co tylko wlezie,ja mimo,że zrobiłam studia i jakoś finansowo sobie radzę, codziennie rano myślę o samobójstwie, wiążę się z facetami, których, po jakimś czasie zaczynam sie bać, z wiadomych powodów. Szefowie(ludzie którzy maja nade mna władze)wywołują we mnie nienawiść,tak jak nienawidziłam swojego ojca-szefa. Mam 34, pałętam się po świecie,bez przerwy od kogoś, czegoś uciekając. wszędzie generuję strach, do którego 20  lat byłam przyzwyczajona. O innych emocjach nie juz nie wspomnę. Miałam do wyboru, albo stać się ofiarą, jak Mama, albo być wiecznie o coś wściekłą, jak ojciec. Nienawidzę ludzi, a głównie ostatnio dalszej rodziny, która w okresie niepoczytalnosci starego, okradła ojca na ciężkie pieniądze,(był potwornie skąpy, sporo trzymał na akcjach w domu, czy jak to się tam nazywa nie znam się ?) już nie mówię o innych reakcjach niezrozumnienia naszej tragedii rodzinnej,(kpiny, złośliwości). Na pogrzebie mam nadzieję wyrównać rachunki odrobinę.Mogłabym mieć maleńką kawalerką, jakieś biedne dziecko przygarnąć,ojca genów nie ma co rozmnażać. a tak szoruj kible,ściel łóżka w Irlandii, Norwegii.
Dziś zmarł ojciec, czas na terapię.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Rany, nareszcie ktoś konkretny w tak zwięzły i inteligentny sposób ujął istotę problemu DDD. Mój biedny brat poświęcił się, &#8220;wyrównał rachunek&#8221;, waląc do żyły co tylko wlezie,ja mimo,że zrobiłam studia i jakoś finansowo sobie radzę, codziennie rano myślę o samobójstwie, wiążę się z facetami, których, po jakimś czasie zaczynam sie bać, z wiadomych powodów. Szefowie(ludzie którzy maja nade mna władze)wywołują we mnie nienawiść,tak jak nienawidziłam swojego ojca-szefa. Mam 34, pałętam się po świecie,bez przerwy od kogoś, czegoś uciekając. wszędzie generuję strach, do którego 20  lat byłam przyzwyczajona. O innych emocjach nie juz nie wspomnę. Miałam do wyboru, albo stać się ofiarą, jak Mama, albo być wiecznie o coś wściekłą, jak ojciec. Nienawidzę ludzi, a głównie ostatnio dalszej rodziny, która w okresie niepoczytalnosci starego, okradła ojca na ciężkie pieniądze,(był potwornie skąpy, sporo trzymał na akcjach w domu, czy jak to się tam nazywa nie znam się ?) już nie mówię o innych reakcjach niezrozumnienia naszej tragedii rodzinnej,(kpiny, złośliwości). Na pogrzebie mam nadzieję wyrównać rachunki odrobinę.Mogłabym mieć maleńką kawalerką, jakieś biedne dziecko przygarnąć,ojca genów nie ma co rozmnażać. a tak szoruj kible,ściel łóżka w Irlandii, Norwegii.<br />
Dziś zmarł ojciec, czas na terapię.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Grażyna</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/comment-page-1/#comment-1527</link>
		<dc:creator>Grażyna</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 02 Dec 2009 13:11:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=979#comment-1527</guid>
		<description>Bardzo ważny problem. Jestem ddd byłam krzywdzona, bita, kiedy byłam małym dzieckiem. Strach i ból zosał uśpiony we mnie przez wiele lat, ale wypłynął. Byłam nieobecnym rodzicem, nie ma więzi emocjonalnej między mną i córką, nie umiem kochać, nie wiem co to znaczy miłość. Teraz uczę się tego, jest już za późno, zdążyłam zepsuć wszystko. Dlatego uważam , że tego typu artykuły powinny znajdować się na pierwszych stronach gazet. Gdybym ja przyjrzała się sobie wcześniej, mogłabym coś z sobą zrobić. Dzisiaj uważam, ze najważniejszym celem w życiu jest wychowanie dzieci. Ale nikt nas tego nie uczy, a wzory , które widzielismy w domu były złe i &quot;koło toczy się dalej &quot;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Bardzo ważny problem. Jestem ddd byłam krzywdzona, bita, kiedy byłam małym dzieckiem. Strach i ból zosał uśpiony we mnie przez wiele lat, ale wypłynął. Byłam nieobecnym rodzicem, nie ma więzi emocjonalnej między mną i córką, nie umiem kochać, nie wiem co to znaczy miłość. Teraz uczę się tego, jest już za późno, zdążyłam zepsuć wszystko. Dlatego uważam , że tego typu artykuły powinny znajdować się na pierwszych stronach gazet. Gdybym ja przyjrzała się sobie wcześniej, mogłabym coś z sobą zrobić. Dzisiaj uważam, ze najważniejszym celem w życiu jest wychowanie dzieci. Ale nikt nas tego nie uczy, a wzory , które widzielismy w domu były złe i &#8220;koło toczy się dalej &#8220;.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: baso</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/comment-page-1/#comment-1129</link>
		<dc:creator>baso</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 27 Sep 2009 21:33:37 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=979#comment-1129</guid>
		<description>Bymoze dobrym rozwiazaniem mogly by byc polaczone domy dziecka i starcow, gdzie maluchy uczylyby sie opieki nad starszymi oraz oswajalyby sie ze staroscia i smiercia a starsze osoby nie czulyby sie tak totalnie opuszczone... Tak, personel tez musialby byc bardzo dojrzaly emocjonalnie i oczywiscie kochajacy innych ludzi. Nie zadni zwyrodniali wychowawcy...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Bymoze dobrym rozwiazaniem mogly by byc polaczone domy dziecka i starcow, gdzie maluchy uczylyby sie opieki nad starszymi oraz oswajalyby sie ze staroscia i smiercia a starsze osoby nie czulyby sie tak totalnie opuszczone&#8230; Tak, personel tez musialby byc bardzo dojrzaly emocjonalnie i oczywiscie kochajacy innych ludzi. Nie zadni zwyrodniali wychowawcy&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

