W poprzednim numerze „Pulsu Raszyna” opublikowaliśmy list zastępcy wójta Mirosława Chmielewskiego w sprawie remontu instalacji gazowej w rejonie ulic Sokolnickiego i Młynarskiej. Z jego tezami polemizuje Jacek Wiśniewski, sołtys Raszyna II.
Zająłem się tą sprawą jako przewodniczący zarządu osiedla Raszyn II po interwencji mieszkańców. Muszę te słowa publicznie ogłosić, gdyż miałem już wątpliwą przyjemność wysłuchać od autora listu do Pulsu nr 12, że staram się wykorzystywać problem budowy trasy przesyłowej gazu z pobudek politycznych. Otóż sprawa gazu i jego przebudowy jest sprawą mieszkańców kilku ulic mojego osiedla, a ja jestem ich reprezentantem. Właśnie ich, a nie gazowni, czy jakiejś innej firmy.
Z tekstu Mirosława Chmielewskiego można wywnioskować, że Raszyn II zamieszkują Zulusi, którym ktoś pragnie dać odrobinę cywilizacji. Otóż sytuacja nie jest taka prosta jak przedstawia pan Chmielewski. Gaz jest potrzebny wszystkim: obecnym mieszkańcom i tym, którzy mają zamieszkiwać nowe tereny w naszej gminie. Istniejąca sieć jest stara i w większości budowana w czynie społecznym. Od lat mieszkańcy występują do gminy o koordynację jej wymiany z remontami ulic, aby nie trzeba było miesiąc po remoncie drogi i chodników wszystkiego niszczyć przy koniecznej wymianie rur stalowych na nowe. Dwa lata temu ci sami mieszkańcy wyrazili zgodę na projekt przebudowy przyłączy i usytuowanie nowych skrzynek gazowych.
Więc gdzie leży problem? A w tym, co autor tekstu opublikowanego w poprzednim numerze Pulsu przemilczał. W zmianie średnicy linii gazowej w ulicach Młynarskiej, Kościuszki, Sokolnickiego i Lotniczej. Do tej pory mieszkańców zasilała sieć o średnicy 50 mm. Dziś po tej samej drodze gazownia, za aprobatą władz gminnych, próbuje włożyć rurę o średnicy 355 mm. Gdyby gazownia wymieniała stare rury na nowe o identycznej średnicy, mieszkańcy biliby tylko brawo. W związku ze zmianą ci sami mieszkańcy zadali kilka pytań inwestorowi, wykonawcy i naszym wójtom. Dlaczego ta linia przesyłowa nie idzie po starym śladzie, tj. terenie GS-u i terenie, na którym obecnie pobudowano blok przy ul. Mickiewicza? Dlaczego tę inwestycję robi się na tzw. „zgłoszenie” a nie na „pozwolenie na budowę” przy którym inwestor powinien posiadać ekspertyzy techniczne i uznać mieszkańców za stronę postępowania? Wreszcie dlaczego, pomimo sporu, nasi samorządowcy, zamiast reprezentować swoich mieszkańców, starają się reprezentować gazownię? Sądzę, że mieszkańcy mieli do tych pytań prawo. Jak i do wyrażenia swojej obawy co do bezpieczeństwa domów.
Argumenty gazowni i wójtów nie są prawdziwe. Jeżeli w terenie prywatnym istnieje linia gazowa, to inwestor ma prawo do jej remontów i modernizacji. Oczywiście czasy się zmieniły i powinien za to płacić jak za dzierżawę terenu. Dlatego nie ma żadnej prawnej przeszkody do tego, aby można było przejść trasą przesyłową gazu po starym śladzie wzdłuż al. Krakowskiej. Również to, że można realizowaną inwestycję robić na podstawie „zgłoszenia” okazało się w świetle wykładni Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego fikcją. GUNB uznał, że zmiana średnicy rury wymaga pozwolenia na budowę, gdyż średnica jest „parametrem charakterystycznym”. Straszenie brakiem budowy ulic z przyczyny blokowania rozbudowy sieci gazowej tylko kompromituje naszych wójtów. Projekt modernizacji ul. Sokolnickiego leży w gminie od lat. Wójtowie mieli 18 miesięcy na to, aby uzgodnić z gazownią wymianę rur zgodnie z prawem. Więc?
Mam jeszcze dwa pytania, na które chciałbym w tej sprawie uzyskać odpowiedź. Pierwsze to czy w Rzeczypospolitej Polskiej prawo obowiązuje wszystkich, zarówno nas, gdy budujemy ganek przy domu, jak i tak dużą firmę jak gazownia? Drugie to czy władza samorządowa mogłaby w sposób rzetelny traktować swoich wyborców? W mojej ocenie można było wcześniej zrobić spotkanie z mieszkańcami i przedstawić plany gazowni, jeszcze przed cała tą awanturą. Nie straszyć po fakcie i nie „żonglować” wykładnią przepisów. Po prostu rozmawiać.
Reasumując. Panie wójcie, nie czuję się w żadnej mierze sołtysem Zulusów, czy zabitej dechami wsi broniącej się przed elektryfikacją. Jestem sołtysem mieszkańców, którzy 90 proc. dróg, sieci gazowych, wodociągowych i kanalizacji deszczowej wykonali własnoręcznie. Sami zlecali wykonywanie projektów, kopali rowy i układali płytki chodnikowe. Mieszkańców odpowiedzialnych za swoje domy, ulice i osiedle. I nie chciałbym, aby ktokolwiek, nawet zastępca wójta gminy Raszyn, wykonując swoje obowiązki o tym zapominał.
– Jacek Wiśniewski
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Gazu nikt się nie boi”
Skomentuj