Coraz więcej Polaków trzyma w domu rozmaite zwierzaki. Na dobre i na złe, psy czy koty stają się nam bliskie niemal jak członkowie rodziny. Czasem jednak umierają, a to oznacza dla właścicieli kłopoty nie tylko emocjonalne.
Każdy chciałby, by ci, których kocha, żyli jak najdłużej. – Mój pies umarł, a ja nie wiedziałam co zrobić z ciałem. Policja nie wiedziała, urzędnicy też nie pomogli – pisze w liście do nas czytelniczka z Rybia. Jak poradzić sobie w podobnej sytuacji?
Puste paragrafy
Szacuje się, że w Polsce żyje ok. 9 mln psów. W niemal co drugim polskim domu mieszka jakiś zwierzak. Tymczasem średnia długość życia psów to zaledwie 15 lat. Choć brzmi to brutalnie, powszechna praktyka zakopywania psich zwłok w ogródkach, na polach czy w lasach powoduje zanieczyszczenie wód podskórnych. Dlatego zwierzęta można grzebać jedynie w miejscu specjalnie do tego celu wyznaczonym. Wyrzucić więc do śmietnika? To też nie wchodzi w grę dla nikogo, komu pies czy kot był przyjacielem (lub kto szanuje prawo).
Zgodnie z artykułem 3. ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, zapewnienie „instalacji i urządzeń do zbierania, transportu i unieszkodliwiania zwłok zwierzęcych lub ich części” należy do zadań własnych gminy. Jak tłumaczy Tomasz Szwed, przewodniczący rady gminy, a jednocześnie praktykujący weterynarz, właściciele, których zwierzak umrze, mogą mieć problem. – Gmina ma podpisaną umowę z firmą Hetman na wywożenie na przykład psów, które zginą w wypadku drogowym, ale chodzi o zwierzęta bez określonego właściciela. Umowa nie obejmuje jednak zwierząt należących do mieszkańców – tłumaczy.
Sprawy nie ułatwia nasze lokalne, raszyńskie prawo. Zgodnie z paragrafem 5. uchwały rady gminy z 20 września 2007 o regulaminie utrzymania czystości i porządku w gminie Raszyn, martwego psa nie można zakopać w lesie czy we własnym ogródku. Potrzebne jest na to zezwolenie powiatowego lekarza weterynarii. Z kolei paragraf 20. głosi, że „właściciele zwierząt domowych ponoszą odpowiedzialność za usuwanie zwłok zwierząt zgodnie z przepisami sanitarnymi”. Nie precyzuje jednak o jakie przepisy sanitarne chodzi, ani w jaki sposób należy ten problem rozwiązać.
Cmentarz dla zwierzaków
Z pomocą przychodzą weterynarze. – Teoretycznie każda lecznica ma podpisaną umowę ze specjalistyczną firmą zajmującą się padłymi zwierzętami. Tyle że lecznica musi być odpowiednio duża i wyposażona w lodówkę, bo firma nie przyjedzie przecież od razu. Do tego dochodzi problem finansowy, bo – brutalnie mówiąc – firma liczy od kilograma zwierzaka. Czterdziestokilowy wyżeł to najmarniej 200 złotych – tłumaczy Tomasz Szwed. Godny pochówek zwierzaka łatwiej jest zaplanować z wyprzedzeniem gdy chodzi o jego uśpienie.
Alternatywą mogą być tzw. cmentarze dla zwierząt domowych. Według przepisów sanitarno-weterynaryjnych i rozporządzeń ministra rolnictwa takie cmentarze, zwane w urzędniczym żargonie grzebowiskami, są specyficznymi składowiskami odpadów. Wyglądem nie odbiegają jednak od cmentarzy dla ludzi. W kraju jest ich już kilkanaście, w naszej okolicy kilka. Najstarszy jest „Psi los” w Koniku Nowym koło Halinowa, gdzie koszt pochówku zwierzęcia dużego (powyżej 20 kg) to 350 zł. Taniej jest w innych częściach Polski, na przykład w podbiałostockich Rzędzianach.
– Igor Mlądzki
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Gdy umrze pies”
Skomentuj