// czytasz...

Felieton

Jerzy Besala: Czy zwierzęta śmieją się i płaczą?

Jestem zwolennikiem tezy, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. Poprzez cierpienie Siła Najwyższa (dla mnie Bóg) zsyła ogromne szanse osobistego rozwoju.

Zrozumiałem, po co była katastrofa w mym życiu, przemiany osobowości, pogłębiająca się znajomość psychologii, porzucanie linearnego widzenia historii i współczesności; porzuciłem też przeżywanie życia byle jak, alkoholowo, zabawowo. Od kilku lat pracuję nad pięcioma tomami dzieła „Miłość i strach. Dzieje uczuć kobiet i mężczyzn”. Praca jest prekursorska i nowatorska, gdyż nikt z historyków się dziejami uczuć nie zajmował.

Potrafię już pisać głęboko, ze znajomością tematu, o dziejach uczuć. Czuję tu swoją siłę i możliwości; czuję się w tym obszarze szczęśliwy, bo mogę realizować siebie: dojrzalszego i silniejszego. Kiedy jednak przystępowałem do pisania o dziejach uczuć, byłem przekonany, że początkiem uczłowieczenia zarośniętych stworów z maczugami (albo i bez) było pojawienie się uczuć. Tymczasem okazało się, że sąd mój był zbyt pochopny i, jak na przedstawiciela gatunku homo sapiens sapiens, zbyt pyszny i egocentryczny.

Badania Charlesa Darwina już w XIX w. zaczęły dowodzić, że także zwierzęta czują i przeżywają. Psy się śmieją, krowy martwią, a wielkie słonie płaczą po swojemu. Potwierdził to Jeffrey Moussaieff Masson w książce „Kiedy słonie płaczą”, czy też Mary Douglas w „Wybranych szkicach antropologicznych”. Co więc wyróżnia nas od zwierząt, skoro one czują i przeżywają to samo, co ludzie? Erich Fromm sądził, że „ich przywiązanie jest w głównej mierze wynikiem zespołu instynktów”, a człowiek „wynurzył się z królestwa zwierząt, ze sfery instynktownego przystosowania, ma transcendentną naturę i może posuwać się naprzód jedynie rozwijając swój rozum, znajdując nową harmonię”.

Idąc tropem Fromma, to rozum odróżnia nas od zwierząt. Ale i to jest obecnie kwestionowane, gdyż badania coraz częściej wykazują, że zwierzęta też mają „swój rozum” i posługują się własnymi językami, czy raczej kodami informacyjnymi. Na liście wyróżników zostaje więc „transcendentna natura”, czyli po prostu wiara w Siłę Najwyższą. Zwierzęta chyba nic o niej nie wiedzą. Za to nie ma pośród nich wyrachowanego okrucieństwa, jak pomiędzy ludźmi. Owszem, polują one i zabijają, ale tylko po to, by przeżyć. A nie po to, aby zyskać majątki, kraść, wykiwać frajera, prostytuować się dla szmalu, pławić się w luksusach, pysznić trawertynami w domach, pić wyszukane drinki i udawać prawdziwe życie, które tak naprawdę jest jego żałosną namiastką. Znacie to?

Bo życie prawdziwe dla mnie to zapewnienie sobie nie tylko materialnej osłony, ale nade wszystko duchowy rozwój. Temu też może służyć rozum. I miłość do zwierząt. Spotkałem się niedawno z jednym z inteligentnych, utytułowanych i wysmakowanych wydawców (to nie takie znów częste zestawienie). Rozmawialiśmy o mej książce o uczuciach. Powiedział mi wtedy, że on rozumie, że można kochać dzieci, psa, kota itd. Ale kobietę? Tu się wzdrygnął potężnie. Rozumiem, że ma on urazy na punkcie żony, z którą toczy wieczny bój spotkaniowy. Dlaczego jednak tak się dzieje? Otóż zwierzęta udomowione umieją intensywnie wyrażać uczucie radości. Mistrzem jest pies, który potrafi nie tylko śmiać się, ale i zsikać ze szczęścia na widok właściciela. A ludzie z różnych przyczyn na ogół nie chcą wyrażać szczęścia bycia z innym człowiekiem. Bo to zbyt niebezpieczne. Więc zamieniają to na idiotyczne walki. Miłość zamieniają na nienawiść, bo to równie intensywne uczucie i daje dużo „haju”.

Nasz piesek Figo nie sika szczęśliwe na nasz widok, tylko cały aż się skręca ze szczęścia. Radości równej jego nie widziałem nigdy i nigdzie. Z jednym wyjątkiem: dostrzegałem to wiele lat w oczach mojej żony, która nosiła w sobie blask miłości, z jaką nie spotkałem się dotąd u żadnego człowieka. I może już nie spotkam. Trzeba być zupełnie wypranym z ludzkich uczuć, by nie dostrzegać, że pieski potrafią wyrażać uczucia tak intensywnie, jak żaden z homo sapiens – i nie zachwycić się tym. Trzeba być pozbawionym uczuć wyższych, które ponoć odróżniają hominidów od świata zwierząt, by porzucać psa na niepewny los w jakimś lesie. Najczęściej „ludzie”, którzy porzucają swe udomowione zwierzaki, potem narzekają, że świat jest pełen paskudnych ludzi. To typowa projekcja. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? (Łk 6,41), chciałoby się powiedzieć.

Ale przecież ci rzekomo uczłowieczeni nie czytają ani Ewangelii ani nawet felietonów, a jeśli nawet czytają coś, to czynią tak, by narzekać. Po czym usiłują znów, poprzez nieludzkie czyny, „uczłowieczać” świat, który wpędzają w krąg debilizmu uczuciowego. Kundelka Figo wzięliśmy od pewnej pani jako szczeniaczka. Wniósł w nasze życie tyle radości, że równoważy ona małe kłopoty. Wystarczy, że pomacha ogonem i porozmawia ze mną w swoim „szoszońskim” języku. Chyba jest radosny i nie płacze, jak te biedne pieski na Paluchu, spragnione, jak my wszyscy największego daru – Miłości. Bo zwierzęta kochają. Zrewanżujmy im się tym samym, a nie tylko michą i nakazem – „pilnuj, pilnuj” albo łaskawym pogłaskaniem od czasu do czasu, „jak zasłużył”. Może uda się to bezinteresowne pogłaskanie także wobec innego człowieka.
- Jerzy Besala

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Jerzy Besala: Czy zwierzęta śmieją się i płaczą?”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....