// czytasz...

Felieton

Jerzy Besala: Korki, czyli bełkot komunikacyjny

Materialne dzieje ludzkości to w dużej mierze dzieje komunikacji. Bez niej prawie nic się nie rozwija, a jej zupełny brak powoduje, że narody zamierają. Starożytni Grecy nie odnieśliby takich sukcesów w dziedzinie kultury i wojen, gdyby nie statki helleńskie wpływające w niemal każdą zatokę Morza Sródziemnego. Ciekawość świata zaprowadziła ich w końcu także do zainteresowania prawami egzystencji ludzi, czyli filozofii.

Tę cechę przejęli Europejczycy, choć w rozmaitych paradygmatach. Wielu Polaków np. traktuje filozofowanie jako wyrażanie narzekań, okraszonych uczuciem niemożności albo zwaleniem wszystkiego na „złą władzę”. Tak jakby od nich nic nie zależało, a sam marszałek Piłsudski w roli Pana Boga miał tu robić porządek, a nie zwykli ludzie.

Rzymianie z kolei wymyślili niezmordowany marsz żelaznych legionów jako wyższą formę komunikowania się w drodze szerzenia jedynie słusznej kultury latyńskiej. Tam gdzie się zatrzymywali, stawiali obozy i przyjmowali hołdy od podbitych i stowarzyszonych; tak narodziło się wiele późniejszych miast. Azjatyccy Hunowie czy też Mongołowie odnosili swe wielkie sukcesy w niszczeniu Europy dzięki błyskawicznej komunikacji na koniach; podczas gdy Słowianie nadal walczyli pieszo, półnadzy.

I to Słowianom pozostało; jak było przed tysiącleciem tak i teraz stan dróg w Polsce, Rosji, czy Ukrainie bywa katastrofalny. Rosjanie z tego uczynili przemyślny oręż obronny, gdyż zagony pancerne Hitlera jesienią 1941 r. utknęły właśnie w mazi błotnistych dróg, jeśli owe pułapki drogowe tak można nazwać. A potem dopiero poraził ich niespodziewany mróz. Gdyby Hitler w 1939 r. zaatakował Polskę później, też mogłoby to niemieckie armie spotkać.

Więc może tutaj, na polskim Wschodzie, włączonym litościwie do Unii Europejskiej, wzorem wziętym z bogatych historycznych doświadczeń, Słowianie polscy nadal szykują się do wojny, skoro nie dbają o stan komunikacji. Bo stan dróg przypomina raczej rejony zapór i przeszkód terenowych, mających zatrzymywać na dziurach, wybojach i wyrwach wrogie armie.

Ta przykra konstatacja dotyczy także Raszyna. Zasadzono nam kwiatki do kożucha w postaci pustego parku, niezrealizowanego nadal rynku miejskiego i osiedla kilkupiętrowych domów w otoczeniu niskiej zabudowy, tak jakby to miało polepszyć samopoczucie obywateli wsi Raszyn. A ich samopoczucie raczej poprawiłyby proste drogi, mniejsze korki i dobra woda w każdym kranie.

Zamiast zacząć od rzeczy podstawowych, na których wyrastała siła miast i wsi – drogi, komunikacji, infrastruktury – nad Raszynianką zdaje się królować mit potiomkinowszyzczny, czy jak ktoś nieświadom, kim był faworyt carycy Katarzyny II, fasadowej gierkowszczyzny. Na pokaz, bo tym władza poprzednia mogła się wykazać. Tylko z owym pudrowaniem rzeczywistości jest jak z wymalowanymi kobietami: czar znika wraz ze zmyciem makijażu w porannym świetle…

Zawsze mnie też dziwiło neurotyczne komplikowanie rzeczy prostych: sabotowanie dobrych pomysłów w imię sztucznych, wymyślonych podziałów i procedur, w ramach walki podjazdowej ludzi władzy między sobą, paranoicznych uroszczeń i wizji „władców” itd. A mnie się w zamian marzy uczciwe, obywatelskie podejście, które dostrzegam np. w pobliskiej gminie Lesznowola, czy też w gminie Izabelin. Marzą mi się drogi, a nie dziury dojazdowe, rodem z głębokiego PRL i budowy Nowej Huty. My się z tym dramatem drogowym oswoiliśmy, klnąc jedynie pod nosem, gdy urywa się amortyzator, ale wyobraźcie sobie, co mówią turyści z tzw. dawnego Zachodu, czy nawet z Czech, Słowacji, Litwy na widok jezdni i poboczy Alei Krakowskiej w jej części raszyńskiej…

Jakże dobrze ma mieszkaniec Podkowy Leśnej – Miasta-Ogrodu – Brwinowa, Milanówka, Komorowa, gdzie pomyślano o kolejce miejskiej. Jak łatwo dostać się do stamtąd Warszawy bez samochodu, korków i dziur w jezdniach! A u nas, pomimo newralgicznego zbiegu szos z całego południa Polski i Europy, nadal trzeba przesiadać się na pętli na Okęciu, aby dostać się do Raszyna czy Falent, płacić dużo większe ceny za bilety i żyć w poczuciu, że tutaj metro nie dotrze, pomimo, że w gminie Raszyn żyje ponad 20 tys. ludzi w zwartej zabudowie.

„Wyścig szczurów” zawsze wygrywali ci, co myśleli nieschematycznie, odważnie, pragmatycznie. Nadal ten styl myślenia jest najbardziej premiowany w Ameryce: stąd potęga USA. Natomiast u nas zaraz „pomysłowych” szczują „wieczni krytykanci” z patentami na niezłomne racje – i będą zwalczać wszystko, co nowe, w ramach jedynie słusznych idei. Np. zadławią pomysły zabudowy centrum Warszawy albo podważą sens wprowadzenia kolei napowietrznych, twierdząc, że można z nich spaść na głowę. Nie zauważają, że niektórym może by to pomogło.

Także wielu Polakom strach pomyśleć o kolejce napowietrznej, która ma przewozić kibiców z Okęcia na Stadion Narodowy (dawniej X-lecia PRL). Więc dopóki nie wyzbędziemy się lęku przed Nowym, warto zawalczyć choć o kolejkę ziemską – biegnącą przez Raszyn i docierającą do centrum Warszawy.

I niech Władze nie zwodzi myśl, że to nieważne, skoro książę Józef Poniatowski jeździł na koniu, bitwy wygrywał i też jakoś było. Więc zamiast budować drogi i walczyć o kolejkę można go uczcić np. kolejnymi pokazami z armatami na pastwiskach raszyńskich, za nasze pieniądze. Tyle tylko, że Poniatowski w końcu utonął pijany w Elsterze razem z tym koniem, podczas odwrotu z przegranej bitwy.

I marna to pociecha, że ginął jako marszałek Francji.

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Jerzy Besala: Korki, czyli bełkot komunikacyjny”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....