W piątek i sobotę 9 i 10 maja 2008 mają odbyć się w Raszynie Dni Książki. Będą to spotkania w nowej Bibliotece przy ul. Poniatowskiego, która aż się prosi, by poszerzyć ją o salę widowiskową albo nadbudować, co byłoby bardziej ekonomiczne. Mielibyśmy centrum kulturalne Raszyna i to świetnie zlokalizowane: przy „ulicy paradnej”, koło urzędu gminy i szkół. Zyskalibyśmy też wdzięczność pokoleń obecnych i przyszłych.
Chociaż z tą wdzięcznością różnie bywa. Im dłużej żyję, tym mocniej widzę zawiść, urazy, pogubienie. Niby tak było zawsze: ludzie walczą nie tylko o pieniądze, ale i o wywyższenie się. Na przykład „kto pierwszy ma zamerdać ogonkiem na dzień dobry”. Do innych powszechnych neurotycznych uczuć z gatunku pychy, należy postawa roszczeniowa wobec innych: „mnie się należy i już”. Jest to postawa zakompleksionego bachora. Iluż takich wokół. A przecież już Ewangelia głosi: „kto się wywyższa, będzie poniżony”.
Zasłużony po śmierci
Już antyczni Rzymianie zauważyli, że „zasłużonym” dla kultury czy kraju zostaje się jedynie po śmierci. Bowiem każdy, głupek czy mądry, wplątuje się w gierki na poziomie piaskownicy dla dzieci. Wtedy nie chodzi o wartości i sztukę, ale „kto komu zabrał zabawkę” i kto jest ważniejszy. Jak w znanej, jakże gorzkiej anegdocie, o fryzjerze z Pcimia, który upił się ze złości, że porucznik, którego strzygł, został kapitanem.
Skąd to wiem? Ano m.in. z mądrych książek i od mądrych ludzi. Polsce potrzebny jest Wielki Terapeuta. Amerykanie już dawno to pojęli i chodzą masowo do psychologów. Inaczej zwariowaliby w wyścigu szczurów, jaki sobie zafundowali, w nienawiści do bliźniego i z ręką na spluwie. Takim terapeutą, pozwalającym zrozumieć świat i siebie, bywa też książka. Oczywiście nie jest ona lekarstwem na wszystko. Znamy oczytanych durniów i prawych ludzi nieoczytanych. Ale nic tak nie kształci wyobraźni, rozwija głodu wiedzy i nie uczy wartości, jak właśnie książka. „Ludzie przestają myśleć, gdy przestają czytać” twierdził XVIII-wieczny encyklopedysta z czasów Oświecenia, Denis Diderot – i chyba miał rację.
Połowa nie czyta
Jak to się ma u nas? Badania wskazują, że około połowa Polaków w ogóle nie czyta, i że w wolnym czasie nie zamierza czytać. Książka nigdy nie cieszyła się estymą ludu, gdyż wymaga wysiłku, w jego mniemaniu niepotrzebnego. Dlatego nie dziwi mnie dystans do książki. Gapienie się na migocące obrazki w telewizorze nie wymaga najmniejszego wysiłku, poza ruchem wskazującego palca spoczywającego czujnie na pilocie. Nuda, bo krew się nie leje, nikogo nie gwałcą, więc myk – i następny kanał. Natomiast przeraża mnie, że coraz mniej młodych Polaków sięga po książkę, że media wieszczą jej kres, gdyż przegrywa z telewizją, filmem, a nade wszystko z Internetem i jego wytworami, jak audiobooki i podcasty. Patrzenie i słuchanie ma zastąpić czytanie.
To oczywiście nic nowego. Już w średniowieczu dominowała kultura obrazków i słowa mówionego, gdyż na ogół tylko mnisi umieli sylabizować. Zdaje się, że do tego zmierzamy po okresie XIX i XX-wiecznych sukcesów książki. Internet wypiera i zabiera wszystko, tak jak film niegdyś wyparł np. operę. Słowo pisane stało się teraz głównie komunikatem, a natłok słów bez wiedzy, umiejętności i wyobraźni, które daje książka, produkuje masowo „nowego człowieka”: płytkiego, powierzchownego i hedonistycznego, czyli takiego, który sens życia widzi jedynie w przyjemnościach, a nie w odpowiedzialności. To dlatego mamy 5-6 mln singli w Polsce: młodych ludzi, którzy nie potrafią żyć we dwoje.
Co to przynosi? Ano, ogromne zubożenie intelektualne i duchowe. Dziecko chowane bez książki na ogół cierpi na swoistą chorobę braku wyobraźni. Postrzegany świat staje się płytki, płaski, pozbawiony znaczeń, tajemnic i duszy: jest nudny. Słowo staje się jedynie prostym komunikatem, płynącym bez końca z telewizorów, „Faktów”, czy od lalkowatej Dody-Elektrody, jak bezsensowna papka. Wyrastają kolejni frustraci i single, bo pieniądze nie są w stanie przynieść bogactwa wrażeń i zachwytu wynikłych z obcowania z wyobraźnią, wiedzą, przyrodą. I tak wyrastają nam analfabeci kulturalni i duchowi.
Jednak czytają!
Dobry nastrój odzyskuję jednak na majowych Targach Książki w warszawskim „Patyku”. Tłok ogromny, podobnie w Krakowie w październiku. Więc jednak czytają, interesują się, rozwijają, rozmawiają, kupują. Czyli kochają – bo jak pisał za Erichem Frommem Valerio Albisetti w książeczce „O miłości. Jak przeżyć razem całe życie” (polecam – przystępnie napisane), miłość to rozwój duchowy i intelektualny. Bez tego rozwoju nawet w najlepszym małżeństwie pojawia się rak nudy. Uroda przemija, ciało więdnie, fascynacje żółkną, ale gdy przybywa ciekawości świata, także z książek – to jest się wiecznie młodym.
Zadzwoniłem do biblioteki raszyńskiej, nieco strwożony, jak wygląda czytelnictwo u nas. Miłe zaskoczenie: pani Ewa Tkaczyk oznajmiła, że ma zarejestrowanych 1200 miłośników książek i czytelnictwo wzrosło o 100%. Panie z biblioteki bardzo się starają, sprowadzając nowości książkowe, a poza tym nie jest to „martwy punkt” tylko miejsce kulturotwórcze, gdzie odbywają się z inicjatywy wójta Rajkowskiego i pani dyrektor Żabczak. Wernisaże, spotkania autorskie, a czasem koncerty. Miło mi usłyszeć, że także książki mego autorstwa są często wypożyczane.
Czytają głównie emeryci i młodzież, gdyż reszta populacji jest wiecznie zagoniona między pracą a domem. Ale doskonale to rozumiem – proza życia wymaga daniny czasu. Rozwijać się można jednak w każdym wieku. Lepsze to niż napędzanie własnych neurotycznych lęków i roszczeń. Zapraszam zatem do Biblioteki nie tylko świątecznie na Dni Książki, ale i na co dzień.
– Jerzy Besala
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Jerzy Besala: Walka książki z Internetem, czyli kultury z neurozą”
Skomentuj