Ludzie zawsze lubili granice, cezury, przecinki, kropki, zaczynanie od nowa, „godziny Zero” i życzenia, by odtąd było dobrze. Nowy Rok jest właśnie takim czasem, kiedy coś się kończy, a nowe zaczyna. Wszyscy wtedy życzą sobie pomyślności, zdrówka, szczęścia i wierzą w te życzenia, gdyż kochani ludzie to istoty przesądne i chcą wierzyć w magiczne słowa o spełnieniu „najskrytszych marzeń”.
Tak było od historycznych początków ludzkości: w antycznej Babilonii, Egipcie, Grecji. Rzymianie byli tak przesądni, że nawet na ucztach, pijani, śledzili „znaki” złowróżbne i dobre, co kto wymiotował, zdefekował czy wypuścił. Ukazywały się nawet dekrety cesarza Klaudiusza (tego z serialu Ja, Klaudiusz) regulujące „prawa ludzkie” podczas biesiad pałacowych.
Polacy też sobie życzyli wszystkiego dobrego w Nowy Rok, wierząc, że życzenia się spełnią. Głównie oczywiście dotyczące zdrowia, i aby wszyscy byli bogaci i szczęśliwi. Tu i ówdzie słyszało się głosy pesymistów, że nie będzie dobrze, bo minęła „7” w roku 2007, a od czasów babilońskich, Pitagorasa i Talmudu wiadomo, że siódemka ma magiczne znaczenie i wszystko co najlepsze powinno się w roku tym spełnić. A przecież spełniło się dla niektórych – odeszło kilku nawiedzonych z polskiej sceny politycznej, dźwigając brzemię procesów sądowych i śmieszność pokrętnych działań, z którymi staną przed sądem Historii. I nie będzie to zapewne sąd łaskawy.
Nie jestem przesądny, więc moje życzenia wobec miejsca na Ziemi, w którym przyszło mi żyć, jako przesiedleńcowi z Warszawy, są niemagiczne. Raszyn to specyficzna wieś, której korzenie sięgają nie tylko feudalnej historii, ale związane są z migracją wewnętrzną chłopów z biedniejszych regionów Polski w okresie powojennym. Przed II wojną było tu kilka domów, a sieroty szyły mundury dla wojska w zachowanych do dzisiaj kilku budynkach. Teraz Raszyn stał się największą wsią w Polsce, mającą wiele do odrobienia w dziedzinie nie tyle ekonomicznej, ile właśnie kultury, infrastruktury, komunikacji międzyludzkiej, systemu wartości. Nie bez przyczyny młodych wywiewa z Raszyna do Warszawy: nie znajdują tu dla siebie nic ciekawego. A sposób porozumiewania się starszych i reprezentowane przez nich wartości, dla wielu młodych to właśnie „wieśniactwo”.
Życzę zatem, aby władze za wszelką cenę nie usiłowały zmieniać tej wsi w miasto budując kosztem innych potrzeb społecznych dekoracje w postaci rynku itp. przedsięwzięć. Być może Raszyn mentalnie do tego nie dorósł, jak i do wydumanego herbu. I aby władze unikały gestów Georgija Potiomkina, który budował dekoracyjne „wsie potiomkinowskie” na trasie przejazdu carycy Katarzyny II, przypominające „dekoracje” w postaci ul. Poniatowskiego czy na ogół pusty park raszyński.
Żeby nie wygrywali niemoralni cwaniacy na obrzeżach naszej wielkiej wsi, którzy mają chodniki i wybrukowane zaułki z naszych pieniędzy, podczas gdy większość mieszkańców Raszyna brodzi w kałużach i bajorach, na krzywych chodnikach pseudoulic, niegodnych tego miana w XXI wieku. Na dodatek młodzi, podobnie jak ich dziadkowie, chodzą po tych krzywych, połatanych jezdniach, przeznaczonych podobno dla samochodów. W tym możemy się jedynie równać z Portugalią, gdzie ulubioną zabawą wiejską było (jest?) wyskakiwanie na jezdnię przed auta, tak jak do niedawna na wsiach polskich było kładzenie się na szosie po pijaku. A nuż auto przejedzie i kłopot z życiem z głowy. Kto ma pouczyć tych wędrowców, szczególnie matki z wózkami wędrujące po raszyńskich jezdniach, do czego ona służy? O nieszczęście łatwo.
Życzę też władzy, aby zauważyła, że przyjazne środowisko, to inwestowanie w infrastrukturę, a nie w „fasadowość” rodem z Gierka, czyli pudrowanie dziurawej rzeczywistości. Raszyn woła o normalne ulice, a nie łatanie dziur! Życzę też władzom mądrego inwestowania w służbę zdrowia, mieszkania dla lekarzy, których w końcu zbraknie, jak wyjadą np. do Norwegii, Szwecji czy Anglii. Życzę też inwestowania w relacje międzyludzkie, czyli w kulturę. Jak tak dalej pójdzie, biedna Austeria pewnie rozpadnie się i będzie XVIII-wieczny kłopot z głowy. Podobnie jak dom kultury, sterczący jako niemy świadek od bodaj 20 lat przy al. Krakowskiej. Zapraszam przy okazji do Izabelina, by władze zobaczyły, jaką perełkę koncertową ma ta gmina i jakich artystów zaprasza. Z unijnych pieniędzy; oni wiedzieli jak je wykorzystać.
I wreszcie – by demon kłótni trapiący szczególnie gminę Raszyn za poprzedniej władzy, nie wrócił. By o trudne decyzje na radach gminy i za biurkami spierano się con amore, z miłością dla bliźniego, a nie z paranoicznym „kto kogo”. By o wszystkim nie decydowała tylko „moneta w oczach” i urazy, ale i wartości chrześcijańskie. Czy to jest możliwe? Rozumni wiedzą, że nie takie rzeczy zdarzały się w historii, choć to droga przez mękę. A magiczni i tak wierzą, że ich życzenia się spełnią. Wierzmy zatem w lepsze czasy dla Raszyna i życzmy sobie myślenia na TAK i spełnienia wszystkich pragnień, czego Państwu i Władzom serdecznie życzę w 2008 Roku.
– Jerzy Besala
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Jerzy Besala: Życzenia noworoczne dla gminy Raszyn”
Skomentuj