// czytasz...

Felieton

Krzysztof J. Wojtas: Szlachecka dola

Coraz bardziej wiarygodne staja się informacje o referendum w Raszynie. Dotarł do mnie ostatni numer WPR z sążnistym artykułem o tym traktującym. Tymczasem sprawowanie władzy (jeśli czynione z myślą o dobru wspólnym) jest trudne i stresujące. Oto jak się to odbywało w dawnej dobie, kiedy elitą była szlachta, a Rzeczpospolita odziana była w majestat i potęgę.

Dzień jak co dzień. We wsi znowu Kargul z Pawlakiem pobili się o miedzę. Do krwie. W dyby obu zakułem i w d… dałem. Do południa tak stali.Teraz obaj w karczmie piją na stojąco (bo usiąść nijak nie mogą), krzywdy jakich ode mnie doznali rozpamiętują. Namawiają się, co by kosy na sztorc, powstanie urządzić i krzywd swoich od dworu dochodzić. Pewnie jak ich d… przestaną boleć, a otrzeźwieją, to im przejdzie.

Jechałem do miasta. A tu przy młynie Kaśka z Jadźką o Jaśka za kudły się złapały. Rozdzielić nie było można. Kazałem obie do stawu wrzucić, aby otrzeźwiały. Jeszcze dziewki nie obciekły, a już dobrodziej nadjechał, że to niby czarownice pławię. Że to Kościół, a i to za wskazaniem Świętej Inkwizycyji, jedynie czynić może. Mało godzinę musiałem dobrodziejowi tłumaczyć w czym rzecz. A i to straszył, że się rozniesie o praktykach niegodnie czynionych. Ledwiem jegomościa udobruchał słusznym datkiem.

A w mieście tumult: Żyd – przechera należności za zboże wzięte jeszcze łońskiego roku zapłacić tylko połowę chce. Po rozpatrzeniu kazałem go dla porządku oćwiczyć. Ten na boku, aby kary ujść, córkę swą mi stręczył. Niedoczekanie jego. A za nieprzystojną namowę (jako, że dziewka szpetną mi się zdała), dziesięć razów dodatkowo naliczyć kazałem. Pewnie po całej Europie się rozniesie, że antysemityzm ci u nas, że strach.

Wreszcie na odwieczerz do domu wróciwszy, pod lipą zasiadłem, miodu kazałem przynieść, co by skołataną głowę trochę ustatkować. A tu sąsiad przychodzi, Szwanz jeden, i mówi, że na ugodę w sprawie gruszy, co na naszej miedzy rośnie, to on się nie godzi. Chciałem, co by gruszki brał i ze swego pola, i z miedzy. Że to moje pole od wschodniej strony, a wiatry głównie zachodnie, to i więcej gruszek na moje pole spada. Krzywda dla niego wielka. Sam już nie wiem, co z takim robić. Rów wykopać, czy co?

Siedziałem i dumałem nad swym ciężkim losem. Powiadają, że za siedmioma górami, w Tybecie jakimś królestwo jest, gdzie ludzie zgodnie żyją, jeden drugiemu do gardła nie sięga. Może by tak pojechać, spokoju od utrapień poszukać. Albo też do jakiej Irlandyji pojechać, a na zmywaku stanąć i chleba w spokoju pożywać? Czy jednak u siebie zostać, ojcowizny pilnować, co by jej na kawałki nie rozszarpali? Rady u dobrych ludzi szukam i znaleźć nie mogę. Może ma kto jaką?

A tu po nocy wichura była, linie pozrywała i prąd mi wyłączyli. Tłumaczą , że naprawić nie mogli od razu, bo to takie teraz commendatio dostali od nowego właściciela. Trzeba chyba jechać, po majdanie powłóczyć, co by obywatelskich powinności pamiętali. Oj doloż ty moja szlachecka, dolo.
– Opracował, na podstawie nieodnalezionych jeszcze zapisków, Krzysztof J. Wojtas

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Krzysztof J. Wojtas: Szlachecka dola”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....