Jak wiadomo, sport ma dwa oblicza. Inaczej uprawia się go na boisku, inaczej praktykuje przed telewizorem. Ostatnie dni przyniosły niesłychane emocje, związane z mistrzostwami Europy w piłce nożnej. Już wiadomo, że udział naszej reprezentacji w turnieju dobiegł końca, łamy gazet i ekrany telewizorów wypełniają analizy przyczyn tego gwałtownego – choć w gruncie rzeczy spodziewanego – obrotu spraw. Mówi się więc, że piłkarze nie byli w formie, że zawiodła motywacja, że stronniczy sędzia źle oceniał sytuację. A może przyczyny poszukać w naszej codziennej, sportowej rzeczywistości?
Pierwszy w historii awans polskiej reprezentacji do finałów mistrzostw Europy w piłce nożnej był świętem, które z wielu obojętnych na sport Polaków uczyniło fanów futbolu. Emocje piłkarskie przekładały się na animozje narodowe, polityczne, honorowe. Kiedy oddawaliśmy do druku ten numer Pulsu Raszyna, nasza reprezentacja narodowa właśnie utraciła szanse na wyjście z grupy. Jednak wszyscy chyba zgodzimy się, że najważniejszy był sam awans do finałów.
Ironicznie mawia się czasem, że w Polsce żyje niemal 40 milionów sędziów piłkarskich. A że sędziowanie, jak każda umiejętność, wymaga treningu, może trzeba częściej ją ćwiczyć na gminnych boiskach w czasie meczów lig okręgowych?
Stan polskiego futbolu to jeden z częściej podnoszonych przez media tematów, zwłaszcza, że co dwa lata jest kolejna okazja, by przetoczył się on przez łamy gazet i zamigał na ekranach telewizorów. Dziennikarze mają nawet specjalne gagi na ironiczne podsumowanie kolejnych naszych porażek: „o awans, o wszystko, o honor” – te określenia pasować mają na przykład do trzech kolejnych meczów w fazie grupowej mistrzostw, w których startuje polska drużyna narodowa. Z podobną ironią mówi się o transferach zagranicznych piłkarzy, którym trzeba nadać polskie obywatelstwo, by mogli podnosić poziom naszej drużyny.
Jednak zupełnie przypadkiem podobnie rzecz ma się z kulturą: polskie występy na festiwalu Eurowizja komentowane są w zbliżony sposób, jak, co nasz udział w dużych imprezach sportowych – i często podobnie się kończą: spektakularną klapą, po której marzyć można tylko, by nikt naszego występu nie zauważył. A raczej nie o to chodzi.
Gdzie szukać wspólnego mianownika problemów reprezentacji naszych piłkarzy? A może odpowiedź jest gdzie indziej, dookoła nas? Nasza reprezentacja narodowa w sporcie czy też artystyczna, jak sama nazwa wskazuje, reprezentuje to, co dzieje się w Polsce w tych dziedzinach życia. Wystarczy więc popatrzeć na liczbę kibiców podczas meczów futbolowych ligi okręgowej, wystarczy odwiedzić wystawę w gminnej bibliotece by dojść do wniosku, że sedno sprawy tkwi tutaj. Królowie strzelców i mistrzowie piosenki rosną na naszych oczach, wśród nas. Zaczynają, jak nasze dzieci – na szkolnych czy gminnych boiskach, w małych salkach koncertowych czy ogródkach jordanowskich.
Dlatego, prócz wielkiego wysiłku budowy stadionów narodowych, potrzebujemy jeszcze tysiąca mniejszych wysiłków: zapełniania gminnych boisk, zarówno pól dla sportowców, jak i ławek dla kibiców. W końcu, parafrazując afrykańskie porzekadło, „potrzeba całej wioski aby wychować mistrza”.
– Przemysław Bociąga, fot. Radosław Pasterski
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „O awans, o wszystko, o honor”
Skomentuj