Mieszkańcy warszawskich Kabat mieli dość opieszałości urzędników i własnym sumptem wybudowali park.
Na początku było pole, a w zasadzie niezagospodarowany kawałek terenu tuż obok stacji metra Kabaty. Poletko. Codziennie przemierzały je setki osób w drodze do i z pracy. W lecie największą niedogodnością były zakurzone buty. Na jesieni zaczynały się jednak problemy. Ugór zamieniał się bowiem w bagno. Mieszkańcy słali pisma do urzędu gminy, ale w odpowiedzi dowiadywali się, że z kawałkiem ziemi nic się nie da zrobić, ponieważ pod nim znajdują się instalacje techniczne należące do metra, a poza tym nieuregulowana jest kwestia własności. Ugór pozostawał ugorem.
Na poletko spoglądał też codziennie ze swojego okna Jacek Powałka, z wykształcenia marketingowiec. Zdecydował się na działanie i postanowił oswoić teren. – W Dzień Matki zamiast kwiatka, zasadziłem dla mamy czerwony buk – opowiada. I tak się zaczęło. W sprawę postanowił zaangażować okolicznych mieszkańców. Wokół przyszłego parku zawisły plakaty, w których zachęcał ludzi do sadzenia drzew. Tak rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja budowy „Naszego Parku”. Okoliczni mieszkańcy wpłacali pieniądze, a w zamian otrzymywali możliwość nazwania drzewa i dedykowania go komuś.
Urząd gminy Ursynów, na terenie której leżą Kabaty, nie był (i nadal nie jest) zadowolony z samowolki mieszkańców lub, jak wolą to nazywać oni sami, z ich „rozkosznie nielegalnej” inicjatywy. Drzewa sadzone są jednak odpowiedzialnie, z wzięciem pod uwagę planu znajdujących się pod ziemią instalacji technicznych. Dzięki interwencjom prasy urzędnicy wycofali się z nakazu zniszczenia już zasadzonych drzew, a z czasem organizatorom udało się porozumieć z Zarządem Oczyszczania Miasta.
Ale jak to się stało, że mieszkańcy zrobili coś sami z siebie? Potrzeba im było tylko impulsu, którym okazał się Jacek Powałka. Mieszkańcy okolicznych domów, którzy często mieszkając na Kabatach przez lata nawet się nie poznali, zaczęli działać razem. Małe poletko przy stacji metra stało się czymś, o co można wspólnie dbać. W lecie, kiedy roślinom groziło uschnięcie, ludzie chodzili je podlewać butelkami po wodzie mineralnej. Wielu właścicieli psów starało i nadal stara się omijać nowo zasadzone drzewka. Inni, kiedy widzieli, że ziemia pod rośliną się osunęła, sami ją przydeptywali. Jeden z mieszkańców postawił na balkonie nadajnik, dzięki któremu w całym parku jest już darmowy dostęp do Internetu.
Jacek Powałka w pierwszym roku działania parku zorganizował również piknik, którego ukoronowaniem była projekcja koncertu Luciano Pavarottiego. Na koncert tłumnie przybyli okoliczni mieszkańcy i ich psy, które poczuły, że również mają talent i wtórowały tenorowi. W tym roku, mimo złej pogody, piknik sąsiedzki odbył się po raz drugi. Mieszkańców częstowano ciastami z sąsiadującej z parkiem cukierni Bliklego i herbatą. Zorganizowano konkurs na najbardziej pomysłowy latawiec. Wszędzie stały pudełka na „datki” na park. Można też było kupić rośliny np. taką, która, jak tłumaczył pan Jacek, latem wabi motyle.
Podczas imprezy jej inicjator ogłosił, że jest skłonny zwrócić pieniądze tym, którzy bardzo chcieliby posadzić własne drzewo, a nie mają na to środków. A wieczorem w okolicy rozbrzmiały dźwięki musicalu „Moulin Rouge”, który otuleni w koce mieszkańcy oglądali na ekranie rozwieszonym na czerpni powietrza metra.
Czym dla mieszkańców Kabat jest ich park? Na pewno powodem do dumy, bo to, co jeszcze dwa lata temu było zaniedbanym klepiskiem, dzisiaj wygląda znacznie lepiej. Rośnie w nim kilkaset roślin, w tym kilkumetrowe drzewa. Wprawdzie chodników nadal brak (musi je sfinansować gmina), ale mieszkańcy już wybrali wzór, który najbardziej im się podoba. W parku ma też powstać strumyk.
Park i organizowane w nim pikniki wydają się być elementem, którego brakuje na nowoczesnych osiedlach, na których wszyscy mieszkają otoczeni płotami i ochroniarzami. Na wsi pracowało się wspólnie na polu, pomagało sąsiadom. Również w blokach z czasów PRL wszyscy wszystkich znali. Pożyczało się mąkę czy jajka, podrzucało dzieci do opieki sąsiadom. Teraz budynki oddzielają mieszkańców od siebie nawzajem i od świata zewnętrznego. „Nasz Park” stał się czymś, co pozwoliło im o tym na chwilę zapomnieć.
– Julia Szyndzielorz
Więcej o inicjatywie mieszkańców Kabat na stronie www.naszpark.pl; w tekście wykorzystano wypowiedź dla Gazety Wyborczej
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Park uroczo nielegalny”
Skomentuj