Na łąkach w Dawidach Bankowych miał powstać park. Na razie nie powstanie, ale przynajmniej nikt nie zabuduje go domami.
W sierpniu zeszłego roku pisaliśmy o planach, by na podmokłych łąkach w Dawidach Bankowych, pomiędzy ulicami Starzyńskiego i Długą, stworzyć zalążek parku. Mowa o ponad 4 tysiącach metrów kwadratowych przeciętych strumieniem i kilkoma rowami melioracyjnymi. Co się w tej sprawie zmieniło przez ostatni rok? – Ano nic, właściciele części działek zajmujących ten teren nadal starają się od ich odrolnienie – tłumaczy Jarosław Aranowski z Dawid Bankowych.
Odrolnienia nie będzie…
Jeszcze w latach 90. ówczesny właściciel gruntu nawiózł tam ziemię, by działki nie wyglądały na zalewowe – i sprzedał je nowym właścicielom. Dziś chcą oni odrolnienia działek, by mogli je sprzedać lub zabudować. Jednocześnie okoliczni mieszkańcy nie tracą nadziei, że uda się ten kawałek dziewiczej przyrody zachować dla wszystkich. W ostatnich dniach sprawa ożyła po informacji, że ma się nią zająć jedna z komisji rady gminy podczas sesji wyjazdowej. – O sprawie dowiedziałem się na pół godziny przed rozpoczęciem posiedzenia, jakby komuś zależało, by nikt z mieszkańców się nie pojawił – mówi Jarosław Aranowski. Dodaje, że istnieje obawa, że rada gminy nad głowami mieszkańców zdecyduje o zmianie przeznaczenia łąk.
Gdzie w tym wszystkim miejsce na park? Już kilka lat temu powstał pomysł, by gmina wykupiła sporny teren i przeznaczyła go pod rodzaj parku krajobrazowego. Może w tym pomóc powiatowy „Program Utrata”, czyli projekt rozwoju podobnych miejsc w dorzeczu rzeki Utraty. – Na podstawie programu możemy występować o środki unijne po to, by chronić miejsca cenne przyrodniczo – wyjaśnia nadzorująca program Teresa Bzinkowska, naczelnik wydziału ochrony środowiska ze starostwa powiatowego.
Co oczywiste, że sprawa wzbudza emocje wprost proporcjonalne do spodziewanych zysków. Nic dziwnego, odrolnienie działki w okolicach Warszawy wielokrotnie zwiększa wartość gruntów. – Padały nawet groźby pod adresem naszych urzędników, ale akt notarialny jest jasny. Nabywcy kupili te działki w dobrej wierze. Trwa wyjaśnianie czy można przywrócić teren do stanu sprzed nawiezienia ziemi i na czyj koszt. Jest to trudne po tylu latach, ale z punktu widzenia planistycznego decyzje należą do gminy – zapewnia zastępca wójta Mirosław Chmielewski. Dodaje jednak, że stan prawny tych gruntów się nie zmienił. – Nadal w wyrysie i akcie notarialnym jest wpisane, że mowa o podmokłych gruntach rolnych. Dlatego o odrolnieniu nie może być mowy – przekonuje Mirosław Chmielewski.
…ale funduszy też nie
Powiat może pomóc gminie w organizacji parku, ale nie może jej wyręczyć. – Starostwo może załatwić dofinansowanie, ale kwestie własności gruntu Raszyn musi rozwiązać sam, bez tego nic się nie zmieni. A sprawa jest w tym samym miejscu, w którym była rok temu – mówi Jarosław Aranowski. Dodaje, że część właścicieli działek chętnie odda grunt za przysłowiową złotówkę czy cenę ustaloną przez rzeczoznawcę majątkowego, choć są i tacy, co wierzą, że gmina zapłaci im i 500 złotych za metr. Jedyna nadzieja w tym, że w powstającym właśnie budżecie znajdą się odpowiednie środki. Zastępca wójta Mirosław Chmielewski studzi jednak nadzieje. – Nie liczyłbym na to, że w przyszłorocznym budżecie znajdą się na to fundusze. Mówiąc krótko, są ważniejsze sprawy – mówi.
Dodaje, że nawet jeśli znalazłyby się fundusze na zagospodarowanie tego terenu, nie będzie to park w stylu wielkomiejskim. – Większość tego terenu to naturalne rozlewiska, które trzeba chronić. Co najwyżej na obrzeżach, w 20-metrowym pasie granicznym można pomyśleć o utwardzeniu gruntu i budowie jakiejś infrastruktury – tłumaczy. Oznacza to, że status quo zostanie utrzymane jeszcze przez kilka lat: gmina obiecuje, że nie odrolni tych terenów, ale i nie będzie miała środków na ich zagospodarowanie tak, by służyły wszystkim mieszkańcom. Cóż, dobre i to.
– Krzysztof Machocki
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Parku w Dawidach nie będzie”
Skomentuj