// czytasz...

Felieton

Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego

W felietonie „Korki, czyli bełkot komunikacyjny” opublikowanym na naszych łamach (PR 4/40) Jerzy Besala upominał raszyńskie władze, by nie dały się zwieść „że to nieważne, skoro książę Józef Poniatowski jeździł na koniu, bitwy wygrywał i też jakoś było. Więc zamiast budować drogi i walczyć o kolejkę można go uczcić np. kolejnymi pokazami z armatami na pastwiskach raszyńskich, za nasze pieniądze. Tyle tylko, że Poniatowski w końcu utonął pijany w Elsterze razem z tym koniem, podczas odwrotu z przegranej bitwy”. Poniżej przytaczamy list naszej czytelniczki, pani Teresy Szostak, w którym przypomina ona ostatnie dni Księcia Józefa, bohatera bitwy pod Raszynem.

W Bitwie Narodów na przedpolach Lipska, która rozpoczęła się 16 października 1813, książę Józef dowodził VIII korpusem francusko-polskim. Wieczorem 18 października Napoleon zarządził odwrót wojsk, które zostały otoczone przez armie koalicji antynapoleońskiej. Jedyna droga z lipskiego kotła prowadziła przez wąską, czterokilometrową groblę na mokradłach, po ośmiu mostach rzuconych przez rzeki Pleissy i Elsterę. VIII Korpus był od kilku dni w nieustannych walkach, którymi dowodził Poniatowski.

14 października Poniatowski osobiście prowadził 3 pułk ułanów do szarży i w starciu został ranny piką w dłoń. Dwa dni później odniósł drugą ranę – kulą karabinową w rękę poniżej łokcia. 18 października z wieczora, nocą i rankiem następnego dnia był przez cały czas ze swym toczącym ciężkie walki korpusem. Trzecią ranę (kulą w pierś, między żebra) otrzymał w chwili, gdy po wysadzeniu mostu przez francuskiego sapera, pieszo prowadził do kontrataku polski batalion. Upadł, lecz – aby zapobiec przygnębieniu w szeregach – wsiadł jeszcze na konia i z osobistą eskortą zaszarżował, chcąc umożliwić odwrót związanym walką resztkom piechoty.

Otaczający go generałowie Małachowski i Grabowski wobec odciętego odwrotu i niemożliwości dłuższej obrony błagali go, by się poddał, osobę swoją dla kraju zachowując. Jednak on nie słuchał, wyczerpany śmiertelnie i osłabiony od ran, odpowiadał, że trzeba umrzeć mężnie. Rzucił się do Pleissy, ale już koniem kierować niezdolny, porwany został siłą prądu. Wpadł za nim do rzeki młody kapitan francuski Blechamp, w chwili, gdy uwalniał się od tonącego konia i wydostał na brzeg. Ruszył dalej książę pieszo do Elstery, przez błotniste ogrody już wszędzie zapełnione tyralierą nieprzyjacielską. Tam po raz czwarty odebrał kulę w bok i, słaniając się, padł w objęcia kilku dotrzymujących mu kroku oficerów. Po chwili odzyskał przytomność, dosiadł z trudnością podanego mu konia, ale chwiał się w siodle, był już zapewne śmiertelnie ranny.

Naraz o kilka kroków dostrzegł nieprzyjacielskie bagnety. Porwał się raptem sił ostatkiem i skoczył z koniem do Elstery. Tu ostatnią kulę odbiera w lewą pierś. Przeszyty na wylot osuwa się z konia i po krótkim pasowaniu się – znika pod wodą. Tak umarł książę Józef Poniatowski.

Zbigniew Załuski napisał ponadto o księciu Józefie Poniatowskim: „Nie było teatralnego gestu, kabotyńskiego samobójstwa, patetycznych słów. Była zwykła, ciężka i trudna żołnierska rzecz – śmierć. Był żołnierzem, który do końca wypełniał, jak mógł, swój dobrowolnie przyjęty żołnierski obowiązek, który teraz, w biedzie i klęsce, w śmiertelnym ostatnim zmaganiu nie chciał zostawić swoich żołnierzy. Pozostał z nimi, więcej – bił się w straży tylnej, osłaniając ich odwrót.”
– Teresa Szostak

Źródła: Szymon Askenazy „Książę Józef Poniatowski”, Zbigniew Załuski „Siedem polskich grzechów głównych i inne polemiki”.

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....