Budynek przy al. Krakowskiej jest politycznym samograjem. Dom zwany bywa różnie: budynkiem cechu, GOKiem lub zwyczajnie ruderą. Od lat stoi niewykończony, mimo tego wciąż raz na kilka miesięcy wzbudza żywe emocje. Tym razem wydaje się, że klamka zapadła: budynek idzie na sprzedaż.
Wywoławcza czy zaporowa?
Gminne władze już w grudniu 2006 roku zapowiadały, że sprzedaż niedoszłej siedziby Gminnego Ośrodka Kultury jest jedną z opcji. Tuż po wyborach gotowy był nawet przetarg na wykończenie budynku za 5,5 mln zł, jednak w budżecie odziedziczonym po ekipie Piotra Iwickiego zabrakło takiej kwoty. Argumenty za sprzedażą były znane już wtedy. – Nie ma po co pakować się w złe miejsce i za kilka milionów złotych fundować sobie salę kinową, skoro w Jankach jest ich 11, a utrzymanie dodatkowej w Raszynie pochłaniałoby ok. miliona złotych rocznie – tłumaczył wójt Janusz Rajkowski. Dziś dodaje, że budowla nie spełnia współczesnych norm, brakuje w niej choćby windy.
Oba przetargi zostaną rozstrzygnięte we środę 10 grudnia w sali konferencyjnej urzędu gminy. Licytacja ofert dotyczących dwóch niezabudowanych działek nastąpi o godz. 10, a dotyczących budynku – o godz. 14. Udział należy zgłosić najpóźniej na tydzień przed tym terminem.
Ceglane straszydło zna każdy, kto kiedykolwiek jechał al. Krakowską. Stoi przy rogu z ul. Krótką. Budynek, w którym miała się mieścić siedziba Gminnego Ośrodka Kultury miał mieć 868 metrów kwadratowych powierzchni, a jego największą atrakcją miała być sala kinowo-widowiskowa. Jednak od lat brakowało pieniędzy na jego wykończenie.
Inni podnoszą argument, że lekcje muzyki prowadzone w sąsiedztwie głośnej al. Krakowskiej nie miałyby sensu, a dzieci wychodzące z zajęć musiałyby przejść przez niebezpieczne skrzyżowanie. Stąd postanowiono, że niewykończona siedziba GOK pójdzie pod młotek. – Budynek sprzeda się za 4, może 5 milionów, z gminnej kasy dołożymy drugie tyle, a nowoczesną siedzibę dla GOK postawimy w innym miejscu – obiecywał wójt Rajkowski przed ponad rokiem. Pieniądze ze sprzedaży budynku mają zostać przeznaczone na ośrodek zdrowia. – Budynek domu kultury musi stać bliżej rynku. Obok urzędu gminy jest uzbrojona działka, można na niej dobudować nowe skrzydło. O wiele mniejszym kosztem zyskamy wtedy 2 tysiące metrów powierzchni na przykład dla kultury lub ośrodka pomocy społecznej, który dziś musi wynajmować pomieszczenia – tłumaczy Rajkowski. Zapowiada, że już na początku przyszłego roku można się spodziewać konkursu na projekt architektoniczny rozbudowy ratusza o nowe skrzydła i dodatkową kondygnację pod dachem.
Póki co w dwóch równoległych przetargach władze planują sprzedać trzy sąsiadujące działki. Cenę wywoławczą na budynek w stanie surowym i zajmowaną przez niego posesję o powierzchni ok. 1500 metrów ustalono na 2,818 tys. złotych. Sąsiednie dwie działki o łącznej powierzchni ok. 1600 metrów można będzie kupić za minimum 992 tys. zł. Do tych cen należy też doliczyć podatek VAT w wysokości 22 proc.
Dużo to czy mało, jak za taką budowlę w takim miejscu? Wójt Rajkowski przyznaje, że liczy na minimum 4 miliony.
Pośrednicy w handlu nieruchomościami są jednak bardzo ostrożni w tej kwestii. – Jednostki samorządu terytorialnego przy ustalaniu ceny wywoławczej mają obowiązek posiłkować się wycenami sporządzonymi przez biegłego rzeczoznawcę. Skoro taka wycena została przygotowana, a nie spodziewam się by mogło być inaczej, to zapewne cena jest rozsądna – wyjaśnia szefowa jednego z biur handlu nieruchomościami z warszawskiej Ochoty. – Dodatkowym zabezpieczeniem jest fakt, że gmina musi stosować się do przepisów, które określają zasady prowadzenia przetargu i wyznaczania ceny mienia gminnego – dodaje Dariusz Słodkowski, mieszkający w Raszynie rzeczoznawca majątkowy i pośrednik w handlu nieruchomościami.
Dobry czas na sprzedawanie
Dziś wykończenie budynku pochłonęłoby zapewne o kilka milionów złotych więcej, niż planowano jeszcze dwa lata temu. Jednak budynek, choć w stanie surowym, ma wiele zalet natury komercyjnej. Jak tłumaczy Dariusz Słodkowski na jego kupno na pewno nie zabraknie chętnych. – Budynek jest świetnie zlokalizowany, skomunikowany i doskonale wyeksponowany. Do tego budownictwo komercyjne w ogóle jest niezłą lokatą kapitału, bowiem poza zyskami z ewentualnej sprzedaży przynosi też stały dochód – tłumaczy. W dodatku nieruchomość jest już objęta planem zagospodarowania przestrzennego, w którym przeznaczono ją pod usługi.
Zdaniem Dariusza Słodkowskiego nie należy się obawiać, że nie znajdzie się inwestor skłonny przebić cenę wywoławczą. – Każdy typ nieruchomości można traktować jako łatwo zbywalny, to zależy od okoliczności. Mówi się, że najłatwiej jest dziś sprzedać mieszkanie lub dom, ale to nieprawda. W tej chwili w Warszawie zaledwie 2,3 procent powierzchni użytkowych jest nieobjętych umowami – wyjaśnia. Oznacza to, że pustostanów jest mniej, niżby na to wskazywały zwykłe przypadki losowe – rozwiązywanie umów, okres między rozwiązaniem jednej a podpisaniem drugiej itd. To złoty okres dla obrotu budynkami, które można wykorzystać do działalności gospodarczej.
Co ciekawe, Słodkowski uważa, że obecny czas jest doskonały na rozpoczęcie przetargu. – Wprawdzie od dwóch tygodni można zaobserwować lekkie ochłodzenie, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Po pierwsze w ciągu miesiąca sytuacja gospodarki się wyklaruje. Po drugie może przy rozstrzygnięciu przetargu zabraknąć wielkich funduszy inwestycyjnych, ale na pewno nie krajowych przedsiębiorców – zapowiada.
– Krzysztof Machocki
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Trzy miliony za budynek GOK?”
Skomentuj