// czytasz...

Foto

Ukradł własny rower

On ukradł, jemu ukradli – nieważne, jest zamieszany w kradzież. Ten stary żart z cyklu dowcipów o radiu Erewań nabrał ostatnio nowego znaczenia za sprawą pana Wacława, emeryta z Podolszyna Nowego, który od wielu lat codziennie jeździł do pracy na swoim wysłużonym rowerze.

Tego dnia codzienny rytuał powrotu do domu przerwała niemiła niespodzianka. – Kiedy wyszedłem, roweru nie było, jakby pod ziemię się zapadł – opowiada energiczny staruszek. – Zostawiłem go przed budynkiem, jak zawsze. Kto mógł się na niego połasić? – myślał pan Wacław. Uznał, że rower na pewno sprzedano na złom, jednak poszukiwania we wszystkich okolicznych skupach surowców wtórnych nie dały żadnych rezultatów. – Wtedy zadzwoniła do mnie sąsiadka, pani Julita. Mieszka na rogu i ma dobry widok na ulicę, wie o wszystkim, co dzieje się dookoła. Mówiła, że widziała coś dziwnego. Zobaczyła mężczyznę jadącego na moim rowerze i nawet chciała mnie pozdrowić, ale zorientowała się, że to nie byłem ja – ciągnie dalej emeryt.

To był trop. Pan Wacław upewniony, że roweru należy szukać w środowisku kolarzy, a nie złomiarzy, rozpoczął energiczne śledztwo. Już wkrótce miało ono przynieść rezultaty. Ktoś inny widział składak oparty o ścianę domu przy Kazimierza Wielkiego. Pan Wacław postanowił pojechać tam razem z policją. – Najpierw okazało się, że na komisariacie nie mają w tej chwili wolnego radiowozu, ale ponieważ prócz jednośladu miałem także cztery kółka, zabrałem funkcjonariusza ze sobą autem – snuje opowieść starszy pan. Na pytanie policjanta, ile wart jest skradziony środek komunikacji, odparł bez wahania: dla emeryta to rzecz bezcenna.

Rower rzeczywiście znajdował się tam, gdzie wskazał informator, jednak policjant odmówił odebrania pojazdu. Wymagało to wejścia na posesję. Obaj panowie czekali na sprawcę kilka godzin. Funkcjonariusz w tym czasie próbował ustalić wartość kilkunastoletniego roweru przy użyciu radiostacji, ale z każdą próbą okazywało się, że przywiązanie pana Wacława jest największą wartością, jaka wchodzi tu w rachubę. Policjantowi ta sytuacja nie odpowiadała: nie bardzo umiał bez tego dokończyć typowe zdanie zeznania: „skradziono na szkodę Wacława S. rower marki Wigry-3 o wartości…”.

Po kilku godzinach mundurowy zaproponował, by wrócić na komisariat i spisać protokół. – Nie mogłem się na to zgodzić – opowiada poszkodowany. – Zajęlibyśmy się formalnościami, a tymczasem jedyny namacalny dowód przestępstwa – mój rower – zniknąłby nam z oczu. Jak w tej sytuacji mielibyśmy odzyskać zgubę? – pyta.

Policjant odjechał więc radiowozem razem z kolegami, którzy właśnie przejeżdżali, tymczasem emeryt… wziął swój rower i pojechał na policję poinformować o odnalezieniu jednośladu. – Nie miałem innego wyjścia – tłumaczy. – Jeszcze chwila i mój rower zniknąłby mi sprzed oczu nieodwołalnie. Czy jestem złodziejem na równi z tym, który ukradł mi moją własność? – zastanawia się emeryt.
– fb
imiona bohaterów i nazwy miejscowe zostały zmienione

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Ukradł własny rower”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....