// czytasz...

Foto

Wesoły nam dzień dziś nastał

Żyjący w VI wieku papież Grzegorz Wielki nazwał kiedyś Wielkanoc uroczystością uroczystości, a więc największą uroczystością kościelną. Szczególną, bo przecież Święto Zmartwychwstania Pańskiego przypada na koniec zimy, wtedy to wiosna obejmuje panowanie nad światem, zaczyna się nowy czas w przyrodzie.

Pewien chłopski poeta napisał pod koniec XIX wieku: Dziś dzień Wielkanocy, Chrystus zmartwychwstaje,/Nam, bracia Polaki, przykład z siebie daje. (…)/ Jak Chrystus na krzyżu był żółcią pojony,/Tak i naród polski jest dziś udręczony. Święta Wielkiej Nocy były dla Polaków symbolem zwycięstwa dobra nad złem, prawdy nad kłamstwem, ducha nad materią. Te święta były obchodzone w Polsce zawsze niezwykle uroczyście i hucznie. Odbycie rekolekcji, odpuszczenie grzechów, odrodzenie duchowe związane ze Zmartwychwstaniem rozpoczynało kiedyś nowy etap życia społeczności i poszczególnych ludzi.

Aby móc sumiennie przygotować się do Wielkanocy konieczny był 40-dniowy post od Popielca, a w połowie XIII w. w Polsce rozpoczynający się nawet na 70 dni przed świętami. Kroniki niemieckiego biskupa Dietmara z sprzed tysiąca lat podają, że osobom nieprzestrzegającym postu w czasach piastowskich wybijano zęby. W późniejszych wiekach zaniechano na szczęście takich drakońskich metod. Staropolskie posty miały znaczenie nie tylko religijne, bowiem pozwalały na kilkutygodniową przerwę w jedzeniu tłustych i ciężkostrawnych potraw, w których jarzyny odgrywały raczej marginalną rolę.

Otóż Wierzbna, otóż Kwietna/ zawitała nam Niedziela (…), pisał o Niedzieli Palmowej Władysław Syrokomla. To na pamiątkę wjazdu Chrystusa do Jerozolimy na 5 dni przed ukrzyżowaniem zgromadzony lud witał Go palmowymi gałązkami. Zwyczaj przygotowywania palm zadomowił się w Polsce dawno, według pradawnych wierzeń miały one zawierać gałązkę leszczyny, wierzby, cisu, sosny lub jałowca, zaś zabronione było dodawanie gałązki topoli. Starym zwyczajem po powrocie z kościoła – dla zdrowia – chłostano się palmami, a także połykano pączki z wierzbowych gałązek. Potem na wsi zatykano je za „święty obraz”, a w mieście wieszano na ścianie lub wstawiano do wazonu i trzymano zasuszone do następnej Niedzieli Palmowej.

Już Wielki Tydzień, rzewniejsze brzmią pieśni,/ Dłuższe modlitwy, posępniejsze lica,/ Śmiech się nie ozwie, struna nie zadzwoni (…) pisał Adam Pług o tygodniu poprzedzającym Wielką Niedzielę, w którym uczestniczono w nabożeństwach upamiętniających wjazd Chrystusa do Jerozolimy, zapowiadających Jego śmierć i Zmartwychwstanie. W tym czasie odwiedzano też chorych i ubogich, udzielając im wsparcia. W Wielką Środę po odprawieniu jutrzni (porannej mszy) w kościele, podczas której śpiewając psalmy gaszono po jednej świecy, aż do rezurekcji milkły kościelne dzwony, a po wsiach chodzili chłopcy z kołatkami czy bębnami i przypominali wszystkim, że obowiązuje post.

Od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty słychać było tylko kołatki symbolizujące wypędzenie Judasza. W Wielki Czwartek, zwany też Cierniowym, na pamiątkę umycia przez Chrystusa nóg swoim uczniom w Polsce kultywowano zwyczaj, według którego biskupi i królowie polscy myli nogi starcom. Ksiądz Jędrzej Kitowicz pisze w swoim „Opisie obyczajów za panowania Augusta III, że sadzano ich potem do stołu, a król i znakomitsze osoby im usługiwały. Każdy starzec otrzymywał zupełny ubiór, łyżkę, nóż i grabki srebrne, tudzież serwetę, w której dukat był zawiązany. Wieczorem – na pamiątkę wieczerzy pańskiej – we wszystkich domach jedzono postną kolację zwaną tajnią. Według staropolskich obyczajów wielu Polaków po tajni aż do wielkanocnego śniadania nic już nie jadło.

Zwyczaj strojenia Grobów Chrystusa w Wielki Piątek przywędrował prawdopodobnie z Czech lub Niemiec, ale dopiero w Polsce naprawdę się rozwinął. Szczególnie jezuici i misjonarze zasłynęli z bardzo bogatego i pomysłowego strojenia Grobów Pańskich nawiązujących do scen z Pisma Świętego (np. prorok Daniel w jaskini lwa, Jonasz połykany przez wieloryba). Znane są nawet zapiski o ruchomych grobach, w których lwy błyskały oczami szklanymi i wachlowały jęzorami z paszczęk wywieszonymi (Kitowicz, „Opis obyczajów…”).

Polacy zaczęli wykorzystywać do ubierania Grobów Pańskich także elementy narodowe, jak szable, tarcze czy inne militaria. Starą, piękną tradycją stało się odwiedzanie Grobów strzeżonych przez specjalne warty składające się np. z żołnierzy (w miastach) czy najbardziej szanowanych gospodarzy (na wsi). Odwiedzano jak największą ilość Grobów, modlono się przy nich, a także składano datki na biednych. Ale zdarzało się, że w XVIII w. ta pobożna tradycja nabrała charakteru spotkań towarzyskich i jak pisze ówczesny pamiętnikarz Fryderyk Szulc towarzystwa umawiają się tam a tam spotkać (…), jadą powozami i konno, przy wnijściu zachowują pozory, klękają lub schylają się przed jaśniejącym grobem i zasiadają zaraz na krzesłach (…) zaczepiając znajomych, rozmawiając o wielu niepobożnych przedmiotach itp.

W ludowych obrzędach wielkopiątkowych ważne miejsce zajmują śledź i żur, czyli potrawy stanowiące podstawę codziennego postnego jadłospisu. W Wielki Piątek rozsypywano na polach popiół, a potem tłuczono garnek, w którym go przyniesiono. Następnie wynoszono z kuchni żur i śledzie i np. zakopywano je z dala od domu. Kitowicz pisze ponadto, że śledzia wieszano na długim i grubym powrozie (…) na suchej wierzbie, albo innym drzewie, karząc go niby za to, że przez sześć niedziel panował nad mięsem morząc żołądki ludzkie słabym posiłkiem swoim. W Wielki Piątek pieczono „święcone” min. chleb żytni, pszenny, placki z serem, a w wodzie pozostałej po umyciu naczyń, w których zarabiano ciasto, myto twarz i ręce, aby zapewnić sobie urodę i gładką cerę.

To także dzień, w którym przygotowywano wielkanocne jajka symbolizujące nowe rodzące się życie. Istniało wiele technik ich wykonywania: najpopularniejsze były jednobarwne kraszanki, a jeśli miały wyskrobany deseń nazywano je rysowankami lub skrobankami, zaś na pisankach malowano (pisano) pszczelim woskiem wzory, a potem jajka barwiono na różne kolory np. w łupinach cebuli (żółty, czerwony), w zbożach i liściach pokrzywy (zielony) czy w wywarze z płatków ciemnej malwy (fioletowy). Kolor jajek miał również znaczenie: fioletowe i niebieskie oznaczały koniec wielkopostnej żałoby, żółte i zielone symbolizowały radość ze zmartwychwstania Chrystusa, a czerwone Jego krew przelaną za grzechy ludzi. Zdobione jajka były ulubionym prezentem wielkanocnym, obdarowywano nimi bliskich i przyjaciół. Często chowano je np. w ogrodzie, a dzieci miały wiele zabawy w czasie ich szukania.

W Wielką Sobotę kościelne dzwony przerywały swoje milczenie, rano święcono ogień i wodę, a przez cały dzień pokarmy. Święcone to powszechny i bardzo lubiany w Polsce zwyczaj, a w koszyczku nie mogło zbraknąć chleba, wędliny, masła, chrzanu, soli, baranka i masła lub cukru. No i oczywiście jajek, którymi dzielono się podczas uroczystego śniadania w Wielką Niedzielę.

Warto dodać, że sobotni wieczór kończyła rezurekcja, pierwsza msza z okazji uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego, połączona z procesją. Mszę tę sprawowano czasem o północy, a potem przeniesiono na niedzielny świt. Rezurekcyjnym dzwonom wtórowały armaty, a także strzelby i pistolety. Wracając z porannej mszy do domów śpiewano np. Jedzie Jezus jedzie/ weźmie żur i śledzie/ Kiełbasy zostawi/ I pobłogosławi. Nawet w uboższych domach tego dnia stoły obfitowały w mięsa i ciasta. Tak po wielodniowym poście rozpoczynało się wielkie obżarstwo.

Pierwszy dzień świąt spędzano na ogół w ścisłym rodzinnym gronie, dopiero zaś w Wielkanocny Poniedziałek składano wizyty krewnym, sąsiadom czy znajomym. Ten dzień słynął w całej Polsce z oblewania się wodą i był nazywany w różnych regionach śmigusem-dyngusem, a także lejkiem. Zwyczaj ten był krytykowany przez władze kościelne. W pochodzącej z XV w. uchwale synodu diecezji poznańskiej można przeczytać: zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet, a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie nazywa się dygować, ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenie takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego. Nazwa śmigus-dyngus wzięła się z połączenia kilku wielkanocnych obrządków, chodzenia po dyngusie (zbierania podarków, podobnie jak to czynią kolędnicy w czasie świat Bożego Narodzenia) oraz śmigusa czyli uderzania brzozową rózgą po nogach, co wiązało się też z wykupem oraz oblewaniem wodą.

Niebawem nadejdzie przez wielu oczekiwana Wielkanoc. W ferworze przedświątecznych przygotowań nie zapominajmy o duchowym wymiarze tych świąt i przywołajmy słowa starej pieśni religijnej: Zwycięzca śmierci, piekła i szatana wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana, (…) ustąpcie od nas smutki i trosk fale, gdy Pan Zbawiciel triumfuje w chwale, Ojcu swojemu uczynił zadość, nam niesie radość. Alleluja! Przez Twe chwalebne, Chryste Zmartwychwstanie, Daj w łasce Twojej stateczne wytrwanie i niech tak w chwale, jakoś Ty równie my zmartwychwstaniemy. Alleluja!

- Marta Czyżewska

Drogą, którą co święto szli ludzie ze śpiewką.

Idzie sobie Pan Jezus wpółnagi i bosy

Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.

Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,

Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.

Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,

Upadła na kolana i krzyknęła: „Chryste!”

Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,

A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem

I rzeknie: „Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,

Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem.”

(Jan Lechoń)

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Wesoły nam dzień dziś nastał”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....