Trasa szybkiego ruchu między Jankami a Grójcem została wzięta do niewoli przez grupę mieszkańców Magdalenki. Obiecują wypuścić ją na wolność jedynie wtedy, gdy cały ruch z obwodnicy Lesznowoli przerzuci się do Sękocina Nowego w gminie Raszyn. Negocjacje trwają, ale szanse na przeżycie biedaczki są nikłe.
Wiele wskazuje na to, że nowoczesna droga wyprowadzająca ruch z tzw. obwodnicy Raszyna w kierunku Grójca nieprędko powstanie. Stowarzyszenia protestujące przeciwko lokalizacji tzw. węzła Magdalenka Węzeł miał powstać w lesie, mniej więcej w miejscu, gdzie obecnie krzyżuje się droga 721 przez Magdalenkę z drogą krajową nr 7 do Kielc i Krakowa.
Miał zbierać ruch lokalny z Lesznowoli, Piaseczna i Nadarzyna (droga 721), i wyprowadzać go trasami szybkiego ruchu w Polskę. Tymczasem mieszkańcy Magdalenki już od kilku lat domagają się, by biegnącą skrajem ich miejscowości drogę wyprowadzić poza jej obręb, tworząc tym samym obwodnicę. W ich planach miałaby ona biec południowym skrajem naszej gminy i łączyć się z planowaną trasą szybkiego ruchu w samym środku Sękocina Nowego, mniej więcej u zbiegu Krakowskiej i 6 sierpnia.
Dzięki pomyślnemu dla nich rozstrzygnięciu Naczelnego Sądu Administracyjnego, sądy niższej instancji muszą ponownie rozpatrzyć ich skargi na decyzje GDDKiA i wojewody mazowieckiego. Faktycznie, dotychczas przy planowaniu trasy szybkiego ruchu popełniono wiele błędów proceduralnych. Jednak jeśli dotychczas podjęte decyzje zostaną uchylone, sprawę budowy spornego odcinka Dyrekcja odłoży ad acta.
Klincz, szantaż czy porozumienie?
Protestujący przeciwko lokalizacji węzła Magdalenka zyskali tym samym silny oręż. Teraz chcą porozumieć się z wojewodą, by ten zgodził się na wpuszczenie nowej 721 do Sękocina i tam zlokalizował węzeł. W zamian obiecują wycofać protesty. Stawka jest wysoka, bowiem jeśli do porozumienia nie dojdzie, najprawdopodobniej Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wybuduje drogę tam, gdzie nie ma protestów. Obwodnica Raszyna skończy się więc na węźle w Jankach. Stamtąd poprowadzi dalej w kierunku Łodzi i Wrocławia jako droga ekspresowa. Jej odnoga na Kraków tymczasem stanie się kilkunastokilometrowym wąskim gardłem aż do Grójca, skąd dalej pobiegnie jako nowoczesna dwupasmówka. Wąskie gardło przypadnie w udziale akurat naszej gminie, ze wszystkimi tego następstwami.
Reprezentujący interesy protestujących sołtys Raszyna II Jacek Wiśniewski uważa, że w tej chwili porozumienie to jedyna szansa na wybudowanie drogi w dającej się przewidzieć przyszłości. – Jeśli decyzje zostaną uchylone z jakichkolwiek powodów, to GDDKiA będzie musiała zaczynać całą procedurę od początku, nawet projekt. To daje 4 do 6 lat zwłoki. Tymczasem wystarczy, by zgodzono się na proponowany przez nas przebieg drogi 721 do węzła w Sękocinie, a mieszkańcy wycofają swoje protesty choćby jutro. W tej chwili droga jest zablokowana. A ja ją chcę odblokować. – twierdzi.
W niedawnym liście otwartym do władz Raszyna apelował, by te wsparły starania o takie właśnie rozwiązanie. – Nic dziwnego, widać komuś bardzo zależy na zrzuceniu odpowiedzialności za ewentualny brak obwodnicy Raszyna na władze gminy. „To nie ja, to inni nie pomogli w potrzebie, to inni blokowali”. Tymczasem gmina nie ma w tym interesu prawnego, może co najwyżej złożyć niewiążącą dla GDDKiA opinię. Tym bardziej, że sprawa budowania ewentualnej nowej drogi 721 nie ma żadnego związku z budową S8 – twierdzi zastępca wójta Raszyna Mirosław Chmielewski. Jego zdaniem najgorsza sytuacja drogowa nastanie gry na teren gminy wjedzie „nowa” 721, a S8 ostatecznie nie zostanie wybudowana.
Jeśli zaś porozumienie uda się podpisać, zyska Magdalenka, a stracą mieszkańcy Sękocina. – Jak ktoś się budował w Magdalence, to miał świadomość, że idzie tamtędy duża droga wojewódzka. Tymczasem ja swój dom stawiałem dwa lata temu i o żadnej drodze pod oknami nie było mowy. A sprawdziłem dobrze, jestem budowlańcem. I teraz nagle ktoś mi chce sprezentować dwa pasy ruchu w odległości 50 metrów od mojego domu – żali się nasz czytelnik, mieszkaniec ulicy Sadowej (nazwisko znane redakcji).
Nikt nic nie wie
Póki co sprawa spornego węzła trwa w zawieszeniu. – Protestujący starają się opóźnić prace nad S8 dopóki nie będzie konkretnych decyzji dotyczących projektu nowej 721 – twierdzi Chmielewski. Marszałek podpisał porozumienie w sprawie nowej drogi z wójt Lesznowoli Marią Jolantą Batycką-Wąsik, która dokłada do finansowania 721 ok. dwóch mln zł. Tyle że pani wójt wpisała w porozumienie, że droga połączy się z S8 w Sękocinie Nowym, na terenie gminy Raszyn, jakby jej władza sięgała i tutaj – mówi mieszkaniec ulicy Sadowej. Jacek Wiśniewski uważa, że do koncepcji węzła w Magdalence nie ma już powrotu, bowiem od czasów jego planowania zmieniły się przepisy.
Jednak wielu wątpi, by przesunięcie węzła z Magdalenki do Sękocina w ogóle było możliwe. – Realność budowy obwodnicy drogi z Piaseczna do Sękocina Lasu w perspektywie najbliższych 10 lat jest bliska zeru. Mamy wybór: albo umrzemy w komunikacyjnym korku, opowiadając cały czas o nowych wariantach wariantów dróg, albo wreszcie na coś się zdecydujemy – stwierdził w jednym z wywiadów poseł Janusz Piechociński, wiceszef sejmowej Komisji Infrastruktury i orędownik budowy trasy S8.
Wątpliwości ma też potencjalny właściciel drogi, czyli Mazowiecki Zarząd Dróg Wojewódzkich. – W planach na ten rok mamy m.in. przygotowania do przebudowy drogi 721 na odcinku między Nadarzynem a Dubnowem, w granicach Piaseczna nawet do drogi dwujezdniowej. Natomiast na temat protestów czy tzw. 721bis nic nam nie wiadomo, ani nikt z mieszkańców się z nami w tej sprawie nie kontaktował – twierdzi rzeczniczka Zarządu Monika Burdon.
Przyznaje, że z perspektywy jej urzędu lokalizacja poszczególnych elementów przyszłej obwodnicy Lesznowoli to na razie wielka niewiadoma. – Do 24 sierpnia czekamy na oferty w przetargu na opracowanie dokumentacji projektowej tej drogi. Tyle że do etapu projektowania jeszcze daleko, dopiero wtedy nadejdzie czas na konsultacje i ustalenie którędy ta trasa będzie dokładnie prowadzić. Toczymy też rozmowy z GDDKiA w sprawie wspólnej budowy węzła na przecięciu z planowaną trasą szybkiego ruchu S7. Tyle że w chwili obecnej nie ma mowy o żadnej wariantowości. Kilka lat temu mówiło się o węźle w Sękocinie Nowym, ale raczej nie ma szans, by powstał on właśnie tam – twierdzi.
Kolejne lata w korku
Zwolennicy podrzucenia węzła Magdalenka sąsiadom chwytają się wszelkich możliwych argumentów, od społecznych po ekologiczne. Niektóre z nich trudno zrozumieć. Budowa skrzyżowania właśnie tam wiązałaby się z wycinką ok. dwóch hektarów lasu, ich zdaniem bezcennego. Kłopot w tym, że ów bezcenny drzewostan stanowi głównie… sosna zwyczajna, jedno z najpowszechniej występujących drzew między Alpami a Morzem Ochockim. Jednak wiele ich argumentów, jak ten o konieczności wyburzenia kilkunastu domostw, trafiają do przekonania. – Każdy argument jest dobry, byle tylko kukułcze jajo podrzucić sąsiadom – twierdzi nasz czytelnik z ulicy Sadowej w Sękocinie. Dodaje, że sprawa ma kolejne ukryte dno: ceny gruntów. – Jeśli węzeł zmieni miejsce, u nas ceny poszybują w dół, za to Magdalenka zyska mnóstwo nowych terenów na sprzedaż pod zabudowę – tłumaczy.
Dodaje, że on i jego sąsiedzi też mogą zastosować tę samą metodę, którą wcześniej stosowali protestujący z Magdalenki reprezentowani przez Jacka Wiśniewskiego. – Tam mieszkają ludzie bogatsi, wpływowi, z koneksjami, ale i my możemy ich pomysły zablokować. I wtedy wszyscy nadal będziemy stali w tych korkach – mówi z goryczą.
Kłopot w tym, że w tym sporze każdy ma trochę racji: i mieszkańcy Magdalenki, którzy chcą podrzucić drogę sąsiadom, i mieszkańcy Sękocina, którzy nie chcą na to pozwolić. I Generalna Dyrekcja, i obrońcy przyrody, i władze Raszyna. Każdy ma mnóstwo sensownych argumentów. Tylko co mają powiedzieć mieszkańcy naszej gminy – i kierowcy ze sporej części Polski, którzy o kilka lat dłużej będą stali w makabrycznych korkach? Nie, te słowa nie nadają się do druku.
– Krzysztof Machocki
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Droga w niewoli”
Skomentuj