// czytasz...

Felieton

Jerzy Besala: O tolerancji polsko-raszyńskiej

Rzeczpospolita Polska słynęła niegdyś z religijnej tolerancji, czyli szacunku do innych wiar i postaw. Wydawała się oazą pokoju religijnego na tle wojen wyznaniowych w Europie.

Od XV-wiecznych walk z czeskimi husytami, spalenia Miguela Serveta w 1553 r. przez kalwinistów, nocy św. Bartłomieja w 1572 r., kiedy to z kolei katolicy wyrżnęli hugenotów. Owszem w Rzeczypospolitej dochodziło czasem do tumultów religijnych, wszczynanych najczęściej przez żaków (taka to natura zbuntowanej młodości), ale nie przyjęło to kształtu walk religijnych.Tyndale-martyrdom

Obraz Polaka-katolika narodził się dopiero po potopie szwedzkich luteranów w 1655 r., wojen z prawosławnymi Kozakami i z islamską Turcją. Nastąpiło charakterystyczne zwarcie szeregów wokół kultu Matki Boskiej Częstochowskiej, która miała ocalić Jasną Górę przed heretykami. Odtąd polskość coraz bardziej zaczęła kojarzyć się z katolicyzmem. Żaden król polski nie ruszał na wyprawę wojenną bez ołtarza z obrazem Matki Bożej.

Czy przetrwała nam w genach dawna tolerancja? W II Rzeczypospolitej ok. 35% stanowiły mniejszości narodowe różnych wyznań – od ponad 3 milionów Żydów przez prawosławnych Ukraińców i Białorusinów po protestanckich Niemców i ok. 5,5 tys. muzułmanów. Jednakże polska tolerancja szybko poszła w kąt, gdyż nacjonalistyczne dążenia mniejszości tworzyły poważne konflikty. Do szczególnie ostrych starć doszło z Ukraińcami i ich zbrojnym OUN-em, podejmującym akty terrorystyczne wobec władz polskich w dążeniu do własnego państwa. Z rąk OUN-u w latach 30-tych XX w. padali ministrowie polscy, co wywoływało akcje polonizacyjne na Kresach z użyciem siły.

Eksplodowało to potwornymi rzeziami Polaków na Wołyniu w 1943 r. Rzecz w tym, że Ukraińcy walcząc terrorem o własne państwo, nie mieli prawie żadnych tradycji państwowych, co dotąd wpływa na niemal bezustanny kryzys ledwie dyszącej Ukrainy. Polacy winni dziękować Pani Historii, że mamy wielkie tradycje demokratyczne i państwowe To dzięki nim możemy wzrastać, a nie gubić się w chaosie i anarchii, jak nasz chwiejny sąsiad za Bieszczadami. I że umiemy być tolerancyjni.

Czeka nas jednak, jak sądzę, wielkie wyzwanie: napływ już nie tylko Ukraińców czy Białorusinów zmierzających do Polski za chlebem. Jeśli Rzeczpospolita będzie się rozwijać, czeka nas wielki napływ ludzi innych kultur, cywilizacji i religii. Już teraz są oni widoczni w naszej okolicy.

Powstają całe wioski wietnamskie i ośrodki handlu, jak w Wólce Kosowskiej. Kebaby sprzedają Turcy albo Arabowie wyznania islamskiego. Tkaninami handlują Hindusi wyznający hinduizm. Są widoczni, bo mają inny kolor skóry i czasem inne stroje, zachowania i obrzędy. Rażą czasem ich nietypowe zachowania.

Niektórzy „prawdziwi Polacyh obawiają się tej „inwazjih. Marzą o tym, by zamknąć granice, aby zostać jednorodnym narodowo krajem, gdzie katolicyzm deklaruje ponad 90% obywateli polskich. Byle z dala od obcych, byle się nic nie zmieniało i było jak dawniej.

Otóż tak się nie da. Życie to bezustanny ruch. Jeśli ludzi o innym odcieniu skóry i innej wierze przestaniemy wpuszczać do Europy, to przyjdą sami. Tym razem agresywni, źli, głodni. Zresztą, kiedy Polacy cierpieli w opresji komunizmu, wielu ratowało się wyjazdami do Niemiec „na saksyh, do Stanów Zjednoczonych, a teraz – na wyspy brytyjskie. Chodzi więc raczej o to, jak nauczyć się tolerancji wobec innych wiar i kultur.

Potęga cywilizacyjna Stanów Zjednoczonych wyrosła na różnorodności kultur. Nie byłoby muzyki jazzowej ani rocka, gdyby nie wpływ murzyńskich rytmów tam-tamów i perkusji na muzykę świata. Nie byłoby Michaela Jacksona ani Milesa Daviesa, wielu tańców, stylów życia, nie byłoby nauki tolerancji wobec innych zwyczajów, gdyby nie napływ obcych kultur. Choć oczywiście niósł on negatywne zjawiska w postaci dzielnic biedy, gangów, przestępczości.

Ale to też nie jest cecha „kolorowychh. Pokażcie mi kolorowego gangstera w dziejach USA. Większość to biali katolicy albo WASP-owie, czyli anglosascy protestanci!

Jedyne, co nam pozostaje wobec „obcychh to tolerancja. Nie można jednak mylić jej z uległością, a jedynie z szacunkiem wobec inności. Nie zwalnia ona nikogo od ostrożności wobec postaw, które zagrażają innym.

„Obcy” mają wiele do zaoferowania, wystarczy tylko chcieć ich poznać. Poznanie wszak nie oznacza ulegania innym poglądom i religiom, ale wychodzenie im naprzeciw. Wprawdzie do głośnych durniów zamkniętych w czterech ścianach swych lęków i ta „oczywista oczywistość” nie dotrze, ale do tych, którzy potrafią docenić różnorodność – tak.

Spróbujmy więc zaprosić ludzi o innym kolorze skóry i wierzeniach: może by zechcieli coś zaśpiewać, zagrać, pokazać, ugotować np. w raszyńskim domu kultury. Ręczę, że zaraz staną się mniej obcy.

Dyskusja

Jeden komentarz do notki „Jerzy Besala: O tolerancji polsko-raszyńskiej”

  1. Zamość lokowany był jako miasto dla katolików. Już po kilku latach Kanclerz Zamoyski musiał zgodzić się na osiedlanie się ludzi innych wyznań, by miasto mogło się rozwijać.
    Z każdego Nowego, które do nas przychodzi, trzeba umieć przyjąć to co dobre.

    Autor:Konrad Zubko | 27.2.2009, 21:02

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....