W owych czasach rynek obok kościoła był najważniejszą częścią Raszyna. Tu mieściły się gmina, biblioteka publiczna, remiza Straży Pożarnej, poczta i pomieszczenia klubu sportowego RKS Raszyn. Plac był utwardzony solidnym brukiem. Była również stara, nieczynna studnia pamiętająca czasy świetności tego miejsca. W miejscu gdzie budynki niebezpiecznie zbliżają się do jezdni mieścił się lokal „Poniatówki” – restauracji osławionej daleko poza Raszynem.
Był jeden dzień w roku, kiedy stary rynek – senny na co dzień – gościł wielką ilość ludzi. Tym dniem był odpust na św. Walentego. W przeddzień gromadzili się ludzie ze straganami i rozstawiali je w upatrzonych miejscach. Zwyczajowo stragany z pamiątkami i zabawkami stawiano wzdłuż kościelnego ogrodzenia. Obok największego budynku miejsce zajmowali sprzedawcy artykułów technicznych. Pozostałą część placu zajmowały stoiska do wygrywania pieniędzy. Ustawiano tam również małe i wielkie karuzele, huśtawkę z łódkami w których dwie osoby mogły wirować dookoła poziomej osi, specjalne stoiska do sprawdzania tężyzny fizycznej i celności rzutu szmacianą piłką, oraz strzelnicę.
W dzień odpustu gromadnie ściągali goście. Zajeżdżali pięknie przystrojonymi furmankami, ciągnionymi przez dorodne konie ubrane w odświętne kolorowe zaprzęgi. Najbardziej majętni pysznili się dużymi, szerokimi wozami na gumowych pompowanych kołach i miękkich resorach, ciągnionymi przez dwa lub cztery konie. O godzinie jedenastej w kościele odprawiano sumę. Na ten czas ruch na rynku prawie zamierał, a handel czy granie na pieniądze w tym czasie było dowodem braku wychowania i piętnowane natychmiast. Właściciele tych uciech szli do kościoła lub do Poniatówki. W dzień odpustu datki na tacę były zawsze bardziej szczodre.
Pewnego roku – z uwagi na remont kościoła – ks. proboszcz o nazwisku, nomen omen, Pieniążek, wybrał się z tacą na rynek i po drodze wstąpił z kwestą do Poniatówki. Zaskoczenie było całkowite. Ksiądz zbierający na tacę poza terenem kościoła i to w knajpie?! W tamtych czasach mogło to zostać potraktowane jako prowokacja polityczna, a to już nie były żarty. Został jednak dobrze przyjęty i pożegnany brawami. Wszystko skończyło się szczęśliwie: pełną sakiewką.
Po sumie rozpoczynały się najbardziej ciekawe rozrywki. Dzieciarnia z rodzicami oblegała stragany pyszniące się zabawkami, obwarzankami na sznurkach, pańską skórką, suchymi lodami, kolorowymi piłeczkami na gumce, strzelającymi korkowcami, pistoletami na wodę, koralami, kolczykami i „prawie złotymi” pierścionkami. Męska część starszej młodzieży i młodszych starszych notabli preferowała poważniejsze rozrywki. Pchając pod górę ciężką makietę czołgu najsilniejszy zdobywał butelkę wina. Za celne rzuty piłkami do celu była nagroda. Buteleczkę czegoś mocniejszego wygrywało się trafiając metalowym kółkiem na szyjkę butelki. Stragan z loterią zapraszał do pociągnięcia kolorowej wstążeczki, na której końcu była nagroda. Strzelnica była oblegana przez kawalerów strzelających do pierścionków i kwiatków dla swoich wybranek.
Jednak miejscem, przy którym był największy tłok, były stoliki do wygrywania pieniędzy. Okrągłe, ze szpilkami na obrzeżu, podzielone na kolorowe pola, z wirującym ramieniem i kogutkiem na jego końcu. Była to odpustowa ruletka. Gracze stawiali dowolne sumy na wybranym kolorze a krupier zachęcał: – Śmielej proszę, śmielej, a będzie weselej. Albo: – Nie ma pustych ani przegranych, każden kolor jest wygrany. Albo też: – Każden kolor płaci trzykrotnie, biały pięciokrotnie. Następnie padała komenda: – Trąć pan kogutka w ogonek, to wygrasz dla lubej na złoty pierścionek. Kogutek wirował, a grający z zapartym oddechem śledzili gdzie się zatrzyma. Krupier sprawnie wypłacał wygrane, a resztę chował do kieszeni i rozpoczynał następną rundę. Niezadowolonych uspokajał: – Kochani, to tylko gra, jednemu weźmie a drugiemu da…
W lutym mrok zapada wcześnie. Ludzi na rynku ubywało, cicho zwijano stragany, a furmanki i resorówki na gumowych kołach odjeżdżały do domów. Długo w noc gwarno było tylko w Poniatówce, gdzie uczestnicy odpustu snuli swoje wspomnienia, a restauracja pozostawała chyba największym wygranym tego odpustu.
– Tadeusz Strzelczyk
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Opowieści o starym Raszynie: Rynek”
Skomentuj