// czytasz...

Felieton

Opowieści o starym Raszynie: Szkoła

To były trudne czasy: pięć lat temu skończyła się wojna światowa, kraj w ruinie i szalejąca komuna. Przyszła moja kolej aby rozpocząć naukę w szkole podstawowej – budynku szkoły jednak nie było. Były za to pomieszczenia zastępcze i Pan Woźny z dzwonkiem.

To były trudne czasy dla wszystkich. Pięć lat temu skończyła się wojna światowa, kraj w ruinie i szalejąca komuna. W tych ciężkich latach trzeba było jednak uczyć dzieci nowego pokolenia Polaków. W 1950 roku przyszła moja kolej aby rozpocząć naukę w szkole podstawowej. Budynku szkoły jednak nie było i nauka odbywała się w adaptowanych na ten cel pomieszczeniach zastępczych.

Liliowy dzwonek szkolny, grafika Chrisa Robinsona

Liliowy dzwonek szkolny, grafika Chrisa Robinsona

Moja pierwsza klasa mieściła się w budynku obecnego przedszkola, na wprost wejścia do kościoła, a wychowawczynią była Pani Żbikowska. W sali stały ciasno trzy rzędy starych podwójnych ławek różnych wzorów i fasonów, każda z kałamarzem na atrament. Była nas spora gromadka malców i wyrośniętych starszych dzieci przybyłych z wojennej tułaczki, które latem przychodziły do szkoły boso w przypadkowo dobranych ubraniach wieszanych na wieszakach w korytarzu.

Pomieszczenie klasy było ciemne i trzeba było cały czas palić jedyną wiszącą u sufitu żarówkę. W rogu stał piec kaflowy, dający przyjemne ciepło w chłodniejsze dni. Palenisko pieca obsługiwał wyłącznie Pan Woźny, który był w owych czasach postacią bardzo znaczącą i do niego należało odmierzanie czasu nauki. Dobre serce pozwalało mu niejednokrotnie ulegać sugestiom uczniów i czynić niewielkie korekty tych wartości. Uśmiechał się szelmowsko pod siwym wąsem, brał w jedną rękę duży mosiężny dzwonek na drewnianej rączce, w drugą nieodłączną rózgę i dzwoniąc donośnie szedł w obchód wszystkich pomieszczeń szkolnych. Poszczególne klasy mieściły się w różnych budynkach na obrzeżach raszyńskiego rynku. W budynku mojej klasy były jeszcze trzy sale nauki. W budynku dzisiejszej kancelarii parafialnej – zwanej organistówką, z racji mieszkania tam organisty z rodziną – była klasa czwarta, a najwięcej sal lekcyjnych mieścił budynek Austerii. Zakamarki tej budowli i wewnętrzny dziedziniec były doskonałym terenem zabaw.

Dźwięk dzwonka słychać było wszędzie, a wspomniana rózga w ręku Pana Woźnego pełniła wiele poważnych funkcji. Była łagodną nagrodą za dobre zachowanie, rozjemcą uczniowskich waśni, lub zdecydowaną ręką sprawiedliwości społecznej. Ślady tej ręki niesforni uczniowie nosili przez kilka dni, skrzętnie je ukrywając przed wzrokiem rodziców. Taki ślad, będący sygnałem, że dziecko źle się zachowuje, był najczęściej powodem dodatkowego lania w domu. Rodzice nie chodzili do szkoły z pretensjami, słowo nauczyciela było święte. Za dobre zachowanie, lub przyniesienie opału do pieca, Pan Woźny pozwalał wziąć do ręki i obejrzeć piękny mosiężny dzwonek, a wybranym pozwalał nawet zadzwonić na lekcje.

W 1952 roku szkołę przeniesiono do obecnego budynku. Piękne, jasne i przestronne sale lekcyjne, szerokie korytarze i schody z doskonałymi poręczami do zjeżdżania budziły nasz szczery zachwyt. Wydzielono sale do nauki geografii, fizyki i chemii. W piwnicach rozmieszczono szatnie, osobne dla każdej klasy. Plac w obrębie szkoły był rozkopany i nie nadawał się do gry w piłkę, ale za płotem – w obrębie dzisiejszych ulic Szkolnej, Poniatowskiego, Sportowej i Unii Europejskiej – mieściło się boisko klubu sportowego RKS Raszyn i tam odbywały się wszelkie zawody. Wszystko w nowej szkole było dla nas ciekawe i urzekające. Ciepłe i przytulne piece kaflowe zastąpiło centralne ogrzewanie. Do nowego budynku przyszedł oczywiście znajomy dźwięk dzwonka i ustalał jeszcze przez jakiś czas rytm zajęć, ale przegrał z dzwonkami elektrycznymi. Leciwy Pan Woźny siadywał niekiedy na krzesełku obok drzwi, a na stoliku obok cicho stał mosiężny dzwonek. Pewnego dnia dzwonek zniknął, a krzesełko pozostało puste…
– Tadeusz Strzelczyk

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Opowieści o starym Raszynie: Szkoła”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • karol: czy ktos jeszcze redaguje ten kicz?
  • Mariusz: To dziwne myślałem, że jako wice-wójt obecnej kanencji Pan Chmielewski winien...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Stefan: Nie jestem mieszkańcem Gminy Raszyn. Chetnie bym tu jednak zamieszkał. W...
  • Mariusz: W Lesznowoli podstawowy problem to komunikacja i ostatnio niestety zalania....