Porwania dla okupu to w Polsce rzadkość, a policjanci bardzo starają się utrzymać ten stan rzeczy. Gdy dostają takie zgłoszenie, stawiają na nogi komendy w całym kraju. Czasem jednak okazuje się, że porwany jest ofiarą… wyłącznie własnej głupoty.
Gdy w piątek 18. maja na policję zgłosiła się rodzina Piotra W., od razu do akcji ruszył stołeczny wydział do walki z terrorem kryminalnym, a w ślad za nim kilkuset policjantów z całej Polski. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez krewnych, trzydziestolatek został uprowadzony w drodze do pracy. Za jego uwolnienie nieznani porywacze zażądali 170 tys. złotych. Machina ruszyła i przez trzy dni trwało intensywne śledztwo – bezskuteczne.
Nagle tuż przed północą 20 maja porwany sam zgłosił się na policję i z detalami opowiedział o swoim zniknięciu. Jednak właśnie w szczegółach tkwi diabeł: policjantom za nic nie chciały się złożyć w logiczną całość. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, już następnego dnia po swoim cudownym ocaleniu Piotr W. przyznał się, że tak naprawdę porwał się sam. Chciał wyłudzić w ten sposób pieniądze od krewnych, a w tym czasie jeździł pociągami po całym kraju. Za próbę wymuszenia okupu za samego siebie i składanie fałszywych zeznań może teraz zniknąć za kratkami nawet na ponad dekadę. Tym razem naprawdę.
– twr
Dyskusja
Brak komentarzy do notki „Sam się porwał”
Skomentuj