// czytasz...

Sport

Tomasz Sokołowski: Trzeba się nabiegać

W zeszłym miesiącu skład zespołu UKS Łady zasilił długoletni zawodnik podstawowego składu Legii Warszawa i jeden z najlepiej wyszkolonych pomocników w polskiej piłce. O futbolu, życiowych planach i ambicjach drużyny z Ład opowiada Tomasz Sokołowski.

Skąd pomysł, by grać właśnie dla UKS Łady?
Jakieś osiem miesięcy temu wziąłem rozbrat z piłką wyczynową, ale staram się być cały czas w ruchu. Oczywiście już nie zawodowo, ale gram na przykład w lidze oldboyów. Z trenerem UKS znam się już parę lat pomysł na współpracę wyniknął jakoś tak naturalnie, od słowa do słowa. No i zobaczymy, może będę mógł jakoś chłopakom pomóc.

To ze strachu przed bezczynnością na emeryturze?
Na pewno ciągnie mnie do piłki, od niej nie da się tak łatwo uciec. Na co dzień pracuję na Legii z młodzieżą z rocznika ’93, więc bezczynność mi nie grozi. A co do UKS – nie mówię, że to będzie współpraca na dłużej. Najpierw muszę sprawdzić, czy mi to nadal sprawia przyjemność, czy dobrze się czuję na takich treningach, czy podołam fizycznie.
Od przeciętnego zawodnika UKS jest pan starszy o ponad dekadę, czy to nie jest problem?
To nie tak. Z punktu widzenia trenera oni są już ukształtowani, dorośli. Więc praca trenerska z nimi nie odbiega od tego, jak pracuje się z seniorami w innych drużynach. Co innego chłopcy, którymi zajmuję się w Legii: oni mają po 15 czy 16 lat, dopiero dojrzewają i cały czas jeszcze rosną, ale to zupełnie inna praca.

Tak czy inaczej mam nadzieję, że będę w stanie pomóc drużynie w najbliższym czasie, bo cel trenera jest jasny: awansować. Zobaczymy jak to się rozwinie, mamy kilka punktów straty, inne drużyny też o tym myślą. Przez moją pracę raczej nie będę mógł uczestniczyć we wszystkich treningach, ale moje doświadczenie i umiejętności mogą się przydać na boisku. Ale też trzeba pamiętać, że jedna osoba może pomóc, ale w pojedynkę na pewno sama nie wygra meczu. Jest zbyt wiele czynników.

Czy da się zgrać z nową drużyną bez uczestnictwa we wszystkich treningach?
To kwestia przede wszystkim profesjonalizmu i własnych umiejętności. Przez te wszystkie lata trochę doświadczenia zdobyłem, i na tym bazuję. Wydaje mi się, że sobie poradzę. Przechodząc do Legii też z początku na tym się opierałem. Wiadomo, nie w każdej drużynie człowiek może się odnaleźć, nie z każdą się zgrać. Czasem wychodzi na to, że do jednych drużyn zawodnik pasuje, a do innych nie. To wychodzi z czasem.
Mnie jest trochę łatwiej, bo UKS gra w niższej lidze niż moje dotychczasowe drużyny, a umiejętności mi nie brakuje. Tyle że samym staniem nikt jeszcze meczu nie wygrał, trzeba się nabiegać. A w tym doświadczenie i umiejętność ustawienia się na pewno pomogą.

Grał pan już w kilku meczach UKS. Jak pan ocenia szanse drużyny na awans?
Brałem udział w dwóch sparringach i grało się świetnie, wynik też był dobry. Ale to za mało, by oceniać, liga to wszystko zweryfikuje. W meczach sparringowych można przećwiczyć pewne schematy, zagrania, ale to gra na sucho. Nie ma w niej tych emocji, bo i nie walczy się o punkty. Inne jest więc podłoże tych spotkań.

Po dwóch meczach widzę wyraźnie, że chłopaki mają potencjał, ale nie znam jeszcze przeciwników, z jakimi będą grali w tym sezonie. A od ich gry też przecież bardzo wiele zależy. Może się przecież okazać, że choć UKS jest doskonałą drużyną, w lidze zderzy się z jeszcze lepszymi.

Czy zostanie pan w UKS jeśli uda się awansować do wyższej ligi?
Póki co większość czasu poświęcam na pracę z chłopakami tu, na Legii. Treningi cztery razy w tygodniu, do tego mecze, sparringi, część chłopców zakwaterowana jest w bursie, więc dochodzą do tego ich kłopoty w szkole, kilku mieszka kilkaset kilometrów od Warszawy… To jak każda praca z 15-latkami, tylko na pełen etat. W sumie z trenerem asystentem Kubą Sowińskim mamy co robić. Natomiast co do UKS Łady – nie wybiegam w aż tak odległą przyszłość. Na razie związałem się z klubem na rundę wiosenną, zobaczymy jak się ułożą nasze relacje, na czym skończymy sezon.
– rozmawiał Krzysztof Machocki

Tomasz Sokołowski (ur. 1970 w Gdyni) karierę rozpoczynał w Pruszczu Gdańskim, gdzie grywał jeszcze jako młodzik. W 1992 został zawodnikiem Stomilu Olsztyn, z którym wywalczył awans do Ekstraklasy. W 1996 został zawodnikiem Legii, z którą odniósł swoje największe zwycięstwa: mistrzostwo Polski (2002), Puchar Polski (1997) i Superpuchar (1997). Po 2005 roku grał jeszcze dla Górnika Łęczna, Ruchu Chorzów i Jagiellonii Białystok. Mieszka w Warszawie z żoną i dwójką dzieci, jak sam przyznaje jeszcze za młodych na treningi piłkarskie.

Dyskusja

Brak komentarzy do notki „Tomasz Sokołowski: Trzeba się nabiegać”

Skomentuj

Ostatnie komentarze

  • Del: Swietny artykul. Dziekuje autorowi i prosze o wiecej, gdzie mozna znalezc?...
  • Paweł: Walczą z muzułmanami ,już ich mocno polubiłem ,zresztą karzda religia z...
  • hal: Wszystko zależy od osobnika. Doczytaj!
  • Ja: “Kłopoty zaczynają się zazwyczaj dopiero wtedy, gdy człowieka zaatakuje ich...
  • kinga: Rany, nareszcie ktoś konkretny w tak zwięzły i inteligentny sposób ujął istotę...