<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Puls Raszyna &#187; Jerzy Besala</title>
	<atom:link href="http://www.pulsraszyna.waw.pl/author/jerzy-besala/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl</link>
	<description>dwutygodnik niezależny</description>
	<lastBuildDate>Mon, 09 May 2011 10:25:22 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>DDD, czyli dysfunkcyjne dzieci i dorośli</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Nov 2008 13:18:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=979</guid>
		<description><![CDATA[Byłem kilkakrotnie w tzw. domach małych dzieci. To dramatyczne przeżycie. Dzieciaki czepiające się ubrania, szukające zauważenia, aprobaty, choćby promyczka miłości u nieznajomego wzburzają pokłady wielkiego współczucia i cierpienia.
Los wobec niektórych dzieciaków bywa okrutny. Te małe istotki często uwikłane są w tragedie nieudanych związków ich rodziców &#8211; czyli dwojga innych dzieci, udających dorosłych, którym zachciało się [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Byłem kilkakrotnie w tzw. domach małych dzieci. To dramatyczne przeżycie. Dzieciaki czepiające się ubrania, szukające zauważenia, aprobaty, choćby promyczka miłości u nieznajomego wzburzają pokłady wielkiego współczucia i cierpienia.<span id="more-979"></span></p>
<p>Los wobec niektórych dzieciaków bywa okrutny. Te małe istotki często uwikłane są w tragedie nieudanych związków ich rodziców &#8211; czyli dwojga innych dzieci, udających dorosłych, którym zachciało się miłości, kojarzonej głównie z seksem. No i zdarzyło się, hi-hi-hi… Infantylizm i brak odpowiedzialności był i jest plagą tego świata. Tymczasem wiadomo, że dzieciństwo jest kluczem do udanego życia &#8211; bądź też nieszczęśliwego. W dzieciństwie dostaje się wyposażenie niezbędne w dalszym życiu. W miłość i życzliwość dla świata albo w nienawiść do niego, skłonności do depresji, manii albo do dwóch w jednym. Gdy zabraknie miłości dla małego człowieka, robi się z nim, mówiąc językiem młodzieżowym, „masakra” i „kaszana”.</p>
<p>Potwierdzają to długoletnie badania grupy osieroconych dzieci, które nie zaznały miłości i troskliwości. Ze wstrząsających danych wynika, że po 20 latach wiele z nich trafiło do szpitali psychiatrycznych, albo też zatrzymało się w rozwoju psychicznym, pomimo starań o wyposażenie ich w umiejętności, mieszkanie, pracę itd. Natomiast sieroty z drugiej grupy, zajmujące się codziennie niepełnosprawną dziewczynką, mogące wyrażać swoje uczucia i dostające miłość i troskę, otoczone uwagą i szacunkiem – stały się samodzielne i stworzyły udane związki małżeńskie. Wszyscy bowiem potrzebujemy miłości! Choćbyśmy nie wiem jak śmiali się z tego uczucia, to jest ono podstawą udanego życia. Nie miłości rozumianej jako namiętność seksualna, ale życzliwości dla innego człowieka: miłości do bliźniego. Wszyscy potrzebujemy miłości do siebie samych, by móc ją przekazać innym. Tylko proszę nie mylić tego stanu z narcyzmem czy egocentryzmem.</p>
<p>Niedawno w niedzielę, w drodze do kościoła na Rybiu, mijałem pewnego ojca. Chyba powinno się jednak słowo ojciec wziąć w cudzysłów. Pan o czerwonawej twarzy ochrzaniał mniej więcej czteroletniego synka podniesionym, agresywnym tonem: – Dlaczego taki głupi jesteś!? – powtarzał. – Kto tu jest głupi? – zastanowiłem się. Dziecko milczało coraz bardziej przerażone, więc ojciec nakręcał się dalej w swej wściekłej „władzy absolutnej”: – No powiedz wreszcie coś! Czy ty w ogóle umiesz mówić!? – krzyczał. Dziecko kurczyło się coraz bardziej, porażone lękiem przed ojcem, potworem strasznym i niebezpiecznym. Mały człowiek odczytuje mowę ciała tak samo, a może i dokładniej niż dorośli. Czuje agresję i potwornie się jej lęka. Zaczyna się wtedy fatalny proces: wszystko co robi, wydaje mu się złe, bo jest ochrzaniany, zadeptywany, a nie nagradzany.</p>
<p>Niby mamy XXI wiek i podobno poziom świadomości wzrasta. Pewnie wzrasta, ale to tu, to tam, a nie wszędzie. Sceny jak ta bardzo mnie poruszają. Nigdy nie wiem, co mam w takich sytuacjach robić. Kiedyś zwracałem uwagę agresorom, nim nauczyłem się, że najczęściej kończy się to jeszcze większą awanturą – a w końcu znów obrywa dziecko. Psychola nie sposób zmienić bez terapii: on i tak będzie uważał dziecko za swą własność, a nie za małego człowieka, któremu należy się szacunek, pomoc i życzliwa uwaga. Policja nie przyjedzie, bo co to za afera, jakaś tam przemoc psychiczna: przecież nikt nikogo nie bije. A „Niebieska linia” nie pomaga na odległość.</p>
<p>Czy ludzie zdają sobie sprawę, że postępowanie takich ojców wobec zastraszanych dzieci to hodowla potencjalnych psychopatów? Ten mały chłopczyk na progu życia ma już tylko dwie drogi przed sobą: albo będzie niedorajdą, zastraszonym życiowym popychadłem, co przypłaci depresją. Albo też zostanie nieczułym przestępcą, którego skacowany tatuś nauczył niczego nie czuć, bo to zbytnio boli. Nie czując siebie, nie czujemy innych. Dlatego Stalin i Hitler skazywali na śmierć miliony bez mrugnięcia okiem. Oni po prostu nic nie czuli, byli pozbawieni empatii; no, może poza własnymi urojeniami i paranoją. Obydwaj byli niemiłosiernie bici w dzieciństwie. Ich przestraszone, skarlałe ego odtąd ciągle potrzebowało żeru z innych ludzi.</p>
<p>Biedne są niektóre dzieci: porzucane, karcone, łajane, upokarzane, bite, odsyłane do domów dziecka. Cierpiące za nie swoje winy. Wprawdzie nie wyrzuca się ich na śmietnik, jak w antycznym Rzymie, albo nie oddaje do klasztoru, gdy było ich za dużo, jak w średniowieczu Hildegardę z Binden, która w końcu została świętą. Ale przemoc psychiczna jest równie katastrofalna, jak fizyczna, a może i gorsza. Nie można też dziecku uczynić większej szkody, niż łajać je, porzucić, pozbawić rodzicielskiej miłości czy oddać.</p>
<p>Zaczepił mnie niedawno były pensjonariusz domu dziecka koło marketu „Real” w Jankach z prośbą o datek. Mówił, że już wszystko w porządku, aż w końcu przyznał, że nie za bardzo: cierpi na chorobę dwuafektywną. Nie patrzy w oczy, boi się świata i ludzi. Buja się pomiędzy depresją a manią. To horror, a nie życie. Jest jednak w tych zdarzeniach pewien morał. Gdy dziecko chowane w atmosferze przemocy zacznie dorastać, pierwsze „bęcki obskoczy” właśnie kochany tatuś albo mamuśka. Rachunek krzywd zacznie się wyrównywać. I wtedy owi „rodzice” zaczną narzekać, jaki to potwór wyrósł, co to kradnie, pije albo i jeszcze gorzej. A tymczasem dawne pomiatane dziecko w ten dysfunkcyjny sposób zacznie wyrównać braki aprobaty i miłości. Do tych rodziców nie dotrze nigdy prawda, że sami zapracowali przez wiele lat na pojawienie się „potwora”.</p>
<p>Koło będzie się toczyć dalej: nie znając innych wzorców, pogubione Dorosłe Dziecko Dysfunkcyjne (DDD) będzie wychowywać swego następcę &#8211; kolejnego DDD. Wściekłego na wszystko i wszystkich frustrata. Fatalne koło przekazywania dysfunkcji przerywa się wtedy, gdy DDD w którymś pokoleniu jakimś cudem trafi na terapię. Ale po co, przecież żal pieniędzy czy czasu na takie głupoty, jak rozmowy z psychologiem, czy choćby przytomnym człowiekiem.</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/ddd-czyli-dysfunkcyjne-dzieci-i-dorosli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Czy zwierzęta śmieją się i płaczą?</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-czy-zwierzeta-smieja-sie-i-placza/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-czy-zwierzeta-smieja-sie-i-placza/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Nov 2008 07:21:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Darwin]]></category>
		<category><![CDATA[Erich Fromm]]></category>
		<category><![CDATA[Jeffrey Moussaieff Masson]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Besala]]></category>
		<category><![CDATA[śmiech]]></category>
		<category><![CDATA[zwierzęta]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=956</guid>
		<description><![CDATA[Jestem zwolennikiem tezy, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. Poprzez cierpienie Siła Najwyższa (dla mnie Bóg) zsyła ogromne szanse osobistego rozwoju. 
Zrozumiałem, po co była katastrofa w mym życiu, przemiany osobowości, pogłębiająca się znajomość psychologii, porzucanie linearnego widzenia historii i współczesności; porzuciłem też przeżywanie życia byle jak, alkoholowo, zabawowo. Od kilku lat pracuję [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem zwolennikiem tezy, że nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. Poprzez cierpienie Siła Najwyższa (dla mnie Bóg) zsyła ogromne szanse osobistego rozwoju. </p>
<p>Zrozumiałem, po co była katastrofa w mym życiu, przemiany osobowości, pogłębiająca się znajomość psychologii, porzucanie linearnego widzenia historii i współczesności; porzuciłem też przeżywanie życia byle jak, alkoholowo, zabawowo. Od kilku lat pracuję nad pięcioma tomami dzieła „Miłość i strach. Dzieje uczuć kobiet i mężczyzn”. Praca jest prekursorska i nowatorska, gdyż nikt z historyków się dziejami uczuć nie zajmował. </p>
<p>Potrafię już pisać głęboko, ze znajomością tematu, o dziejach uczuć. Czuję tu swoją siłę i możliwości; czuję się w tym obszarze szczęśliwy, bo mogę realizować siebie: dojrzalszego i silniejszego. Kiedy jednak przystępowałem do pisania o dziejach uczuć, byłem przekonany, że początkiem uczłowieczenia zarośniętych stworów z maczugami (albo i bez) było pojawienie się uczuć. Tymczasem okazało się, że sąd mój był zbyt pochopny i, jak na przedstawiciela gatunku homo sapiens sapiens, zbyt pyszny i egocentryczny. </p>
<p>Badania Charlesa Darwina już w XIX w. zaczęły dowodzić, że także zwierzęta czują i przeżywają. Psy się śmieją, krowy martwią, a wielkie słonie płaczą po swojemu. Potwierdził to Jeffrey Moussaieff Masson w książce „Kiedy słonie płaczą”, czy też Mary Douglas w „Wybranych szkicach antropologicznych”. Co więc wyróżnia nas od zwierząt, skoro one czują i przeżywają to samo, co ludzie? Erich Fromm sądził, że „ich przywiązanie jest w głównej mierze wynikiem zespołu instynktów”, a człowiek „wynurzył się z królestwa zwierząt, ze sfery instynktownego przystosowania, ma transcendentną naturę i może posuwać się naprzód jedynie rozwijając swój rozum, znajdując nową harmonię”. </p>
<p>Idąc tropem Fromma, to rozum odróżnia nas od zwierząt. Ale i to jest obecnie kwestionowane, gdyż badania coraz częściej wykazują, że zwierzęta też mają „swój rozum” i posługują się własnymi językami, czy raczej kodami informacyjnymi. Na liście wyróżników zostaje więc „transcendentna natura”, czyli po prostu wiara w Siłę Najwyższą. Zwierzęta chyba nic o niej nie wiedzą. Za to nie ma pośród nich wyrachowanego okrucieństwa, jak pomiędzy ludźmi. Owszem, polują one i zabijają, ale tylko po to, by przeżyć. A nie po to, aby zyskać majątki, kraść, wykiwać frajera, prostytuować się dla szmalu, pławić się w luksusach, pysznić trawertynami w domach, pić wyszukane drinki i udawać prawdziwe życie, które tak naprawdę jest jego żałosną namiastką. Znacie to? </p>
<p>Bo życie prawdziwe dla mnie to zapewnienie sobie nie tylko materialnej osłony, ale nade wszystko duchowy rozwój. Temu też może służyć rozum. I miłość do zwierząt. Spotkałem się niedawno z jednym z inteligentnych, utytułowanych i wysmakowanych wydawców (to nie takie znów częste zestawienie). Rozmawialiśmy o mej książce o uczuciach. Powiedział mi wtedy, że on rozumie, że można kochać dzieci, psa, kota itd. Ale kobietę? Tu się wzdrygnął potężnie. Rozumiem, że ma on urazy na punkcie żony, z którą toczy wieczny bój spotkaniowy. Dlaczego jednak tak się dzieje? Otóż zwierzęta udomowione umieją intensywnie wyrażać uczucie radości. Mistrzem jest pies, który potrafi nie tylko śmiać się, ale i zsikać ze szczęścia na widok właściciela. A ludzie z różnych przyczyn na ogół nie chcą wyrażać szczęścia bycia z innym człowiekiem. Bo to zbyt niebezpieczne. Więc zamieniają to na idiotyczne walki. Miłość zamieniają na nienawiść, bo to równie intensywne uczucie i daje dużo „haju”. </p>
<p>Nasz piesek Figo nie sika szczęśliwe na nasz widok, tylko cały aż się skręca ze szczęścia. Radości równej jego nie widziałem nigdy i nigdzie. Z jednym wyjątkiem: dostrzegałem to wiele lat w oczach mojej żony, która nosiła w sobie blask miłości, z jaką nie spotkałem się dotąd u żadnego człowieka. I może już nie spotkam. Trzeba być zupełnie wypranym z ludzkich uczuć, by nie dostrzegać, że pieski potrafią wyrażać uczucia tak intensywnie, jak żaden z homo sapiens &#8211; i nie zachwycić się tym. Trzeba być pozbawionym uczuć wyższych, które ponoć odróżniają hominidów od świata zwierząt, by porzucać psa na niepewny los w jakimś lesie. Najczęściej „ludzie”, którzy porzucają swe udomowione zwierzaki, potem narzekają, że świat jest pełen paskudnych ludzi. To typowa projekcja. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? (Łk 6,41), chciałoby się powiedzieć. </p>
<p>Ale przecież ci rzekomo uczłowieczeni nie czytają ani Ewangelii ani nawet felietonów, a jeśli nawet czytają coś, to czynią tak, by narzekać. Po czym usiłują znów, poprzez nieludzkie czyny, „uczłowieczać” świat, który wpędzają w krąg debilizmu uczuciowego. Kundelka Figo wzięliśmy od pewnej pani jako szczeniaczka. Wniósł w nasze życie tyle radości, że równoważy ona małe kłopoty. Wystarczy, że pomacha ogonem i porozmawia ze mną w swoim „szoszońskim” języku. Chyba jest radosny i nie płacze, jak te biedne pieski na Paluchu, spragnione, jak my wszyscy największego daru – Miłości. Bo zwierzęta kochają. Zrewanżujmy im się tym samym, a nie tylko michą i nakazem – „pilnuj, pilnuj” albo łaskawym pogłaskaniem od czasu do czasu, „jak zasłużył”. Może uda się to bezinteresowne pogłaskanie także wobec innego człowieka.<br />
- Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-czy-zwierzeta-smieja-sie-i-placza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Powszechna historia pychy</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-powszechna-historia-pychy/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-powszechna-historia-pychy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Oct 2008 07:04:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[bona sforza]]></category>
		<category><![CDATA[cyprian kamil norwid]]></category>
		<category><![CDATA[fiodor dostojewski]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Besala]]></category>
		<category><![CDATA[pycha]]></category>
		<category><![CDATA[referendum]]></category>
		<category><![CDATA[tomasz hobbes]]></category>
		<category><![CDATA[zygmunt stary]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=890</guid>
		<description><![CDATA[Siedzę nad biografią małżeństwa Zygmunta Starego i Bony Sforzy – połączenia spokojnego Jagiellona z zaborczą jędzą na tronie, a do moich uszu coraz natarczywiej docierają odgłosy waśni.
Są to nie tyle kłótnie historyczne, którymi się zajmuję z racji zawodu, ile całkiem współczesne. Np. postulowane jest referendum nad służbą zdrowia – ciekawe jednak, czy starsi chorzy to [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Siedzę nad biografią małżeństwa Zygmunta Starego i Bony Sforzy – połączenia spokojnego Jagiellona z zaborczą jędzą na tronie, a do moich uszu coraz natarczywiej docierają odgłosy waśni.<span id="more-890"></span></p>
<p>Są to nie tyle kłótnie historyczne, którymi się zajmuję z racji zawodu, ile całkiem współczesne. Np. postulowane jest referendum nad służbą zdrowia – ciekawe jednak, czy starsi chorzy to przeżyją. A w Raszynie podobne referendum usiłują przeprowadzić niektórzy mieszkańcy, sfrustrowani poczynaniami wójta, który rzekomo nie realizuje obietnic wyborczych.</p>
<p>Jako historyk nie znam kraju, w którym ludzie i stronnictwa by się nie kłóciły. Paradoksalnie, konflikt był i jest motorem postępu. Tylko naiwni sądzą, że uda im się przejść przez życie i czasy bez sporów. Bajka słodkiej miłości i bezustannej wymiany komplementów jako sposobu na życie może jest dobra na imprezie poetek w gminnym domu kultury, czy u cioci na imieninach, ale w życiu nie chce się spełnić. Konflikt i cierpienie zewsząd wyłazi, pokazuje swą brutalną twarz. Jak sobie z tym poradzić? Wielu mędrców nie miało złudzeń co do podłych cech ludzi: rzymskie przysłowie mówiło „Człowiek człowiekowi wilkiem”. XVII-wieczny filozof Tomasz Hobbes był przekonany, że świat to walka wszystkich ze wszystkimi, XX-wieczny Carl Schmitt uznał, że naturalnym stanem jest wrogość między ludźmi. Czarny świat podłości odmalowywał Dostojewski, a egzystencjalista Sartre był przekonany, że „piekło to inni”.</p>
<p>Działo się tak mimo że większość ludzi wierzy w naukę Jezusa, który wniósł do skarbnicy ludzkości pojęcia powszechnego miłosierdzia i miłości do bliźniego jako wyrazu najwyższego człowieczeństwa. Niewierzący, którzy czytają i myślą &#8211; sięgają czasem po Ericha Fromma, który pisał, że jedynie miłość do ludzi jest środkiem na dobre istnienie, chroni przed konfliktem i samotnictwem. Obie filozofie i wiary gorąco polecam. Kiedyś myślałem, że takie rozważania to gadanie uniwersyteckich mądrali, nijak mające się do życia. Musiałem otrzeć się o śmierć i kryzys osobowości, by dotarła do mnie mądrość i oczywistość tych nauk. I wtedy też pojąłem prawdę o źródle tej nienawiści i traktowania sporu jako wojny. Na imię ma pycha – hybris – co w grece oznacza również potworność.</p>
<p>Dopiero, gdy się z nią spotkałem, zrozumiałem też, dlaczego hybris była grzechem głównym, tak dla judeochrześcijan, jak i antycznych Greków. Z pychy, czyli żądzy panowania nad innym człowiekiem, rodzą się bowiem kłótnie. Różni je od konfliktów to, że kłótnie pysznych ludzi służą zadeptywaniu i szkalowaniu „wrogów”. Ludzie cierpiący na pychę wierzą też, że zadeptując słowem działają w słusznej sprawie, że „wiedzą lepiej”, „zrobią lepiej” i że „mają rację”. To, że w rzeczywistości najczęściej idzie im o prywatny interes, albo wyrównywanie braków emocjonalnych z dzieciństwa &#8211; usiłują zepchnąć do podświadomości. Anglicy, którzy mają długie tradycje wymiany ostrych polemik w parlamencie, dobrze znają zasadę, wedle której zaczynając konflikt trzeba znać jego zakończenie. Sztuka prowadzenia konfliktu, a nie kłótni, polega na czymś bardzo ludzkim: na stosowaniu zasady con amore. Co to oznacza? Ano to, by wykładać swe przeciwne racje zawsze z szacunkiem i miłością do bliźniego. Nie podejrzewać go o najgorsze.</p>
<p>Co zdradza pysznych ludzi? Z pewnością „język ciała”, który wedle badań przekazuje nam – uwaga! – ok. 90 proc. informacji o człowieku. Ponadto „język określa człowieka”, jak zauważył Ludwig Wittgenstein. Niezwykły XX-wieczny filozof rozdał potrzebującym fortunę po ojcu, nim doszedł do wniosków uznanych przez wielu za genialne. Wittgenstein zauważył bowiem, że nawet kilka słów i sposób mówienia pokazują prawdę o mówiącym: czy jest nadętym bufonem, przepełnionym pychą i chorą ambicją, czy też infantylnym osobnikiem, pełnym dziecięcych roszczeń („mnie się należy i już”). A może np. pracowitym technokratą albo neurotyczną entuzjastką dożynek w kulturze. Wcale nie jest trudno wyczuć innych ludzi. Jest tylko jeden szkopuł: otwarcie na innych, a nie skupienie na sobie. Ale na to trzeba rozmowy, czasu, uwagi i życzliwości. Tę przytomną empatię skierowaną na inną osobę obecnie mają już tylko terapeuci – ale czynią to za duże pieniądze. Taka to ich praca, poprawiająca skołatanym komfort życia. Sztuka zrozumienia innych okazuje się dziś jedną z najtrudniejszych.</p>
<p>Piszę to z przygnębieniem, bo rzeka pychy, kłótliwości, obryzgiwania błotem słów piętrzy się w Raszynie. W naszej zbiorowości napływowych ludzi „podwarszawy”, mających wzorce kulturowe rodem z kłótliwej kieleckiej wsi, pomieszane z warszawskim „cwaniactwem”, brakuje zwornika. Tego, którego demokracje zachodnie dorobiły się wiele lat temu: szacunku dla władzy i obywatelskiej uczciwości. Władzy rzeczywiście należy patrzeć na ręce. Ale i spokojnie z nią dyskutować. Nie można natomiast od razu posądzać jej o najgorsze, czy też wywracać do góry nogami, podkładać jej bezustannie nogi, a nuż się wywróci. Praktyka niezadowolenia z wszelkich rządów i wywracanie ich to odwzorowanie tradycji zrywanych sejmów i paraliżu władzy w XVIII-wiecznej Polsce. Towarzyszył temu powszechny jęk na wszystko i wszystkich. Jak dzisiaj.</p>
<p>Polacy, a już szczególnie raszynianie, pozostali mistrzami w narzekaniu i kwestionowaniu wszystkich dokonań, także władz, pomimo że nie ma dawno okupacji szwedzkiej, niemieckiej czy sowieckiej. –Źle, źle zawsze i wszędzie, ta nić czarna się przędzie – pisał katastrofista C. K. Norwid, wyprzedzając epokę PRL-u i III Rzeczypospolitej. Ironizując, pewnie dlatego samotnik z paryskiego Domu św. Kazimierza został uznany za wieszcza i geniusza. Idąc tym tropem, odnoszę niemiłe wrażenie, że niektórym zawsze będzie źle. Choćby władza postawiła pałac, to i tak powie, że to nie tak. Bo nie w tym kolorze, przekrój rur gazowych za duży, a poza tym sąsiad ma większy. Póki co, pociechą jest, że można się już zapisywać na wycieczki na Księżyc. To dobra wiadomość dla miejscowych (bogatych) narzekaczy. Przynajmniej można pooglądać z góry punkcik zwany Polska i Raszyn. No i poczuć się pysznie.<br />
– Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-powszechna-historia-pychy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Spór o księcia Poniatowskiego</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/besalaspor-o-ksiecia-poniatowskiego/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/besalaspor-o-ksiecia-poniatowskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Oct 2008 00:01:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Poniatowski]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Besala]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=835</guid>
		<description><![CDATA[Cieszy mnie, gdy Czytelnicy poważnie reagują na to, co piszę. Nadesłane do Redakcji sprostowanie mego luźnego skądinąd zdania dotyczącego śmierci księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery tym bardziej mnie ucieszyło, gdyż rzecz dotyczy sprawy znacznie poważniejszej: widzenia historii.
Otóż od XVIII-wiecznych rozbiorów do ostatnich niemal lat w historiografii polskiej przeważały tony hagiograficzne, uświęcające niemal wszystkie postaci [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cieszy mnie, gdy Czytelnicy poważnie reagują na to, co piszę. Nadesłane do Redakcji sprostowanie mego luźnego skądinąd zdania dotyczącego śmierci księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery tym bardziej mnie ucieszyło, gdyż rzecz dotyczy sprawy znacznie poważniejszej: widzenia historii.<span id="more-835"></span><br />
Otóż od XVIII-wiecznych rozbiorów do ostatnich niemal lat w historiografii polskiej przeważały tony hagiograficzne, uświęcające niemal wszystkie postaci z panteonu narodowego. Z biegiem lat zza brązu pomników i spoza nazw ulic imienia „wielkich Polaków” nie widać było ludzi, tylko postaci bez skazy i zmazy, skrojone na potrzeby ideologii, szkół i biednych dziatek karmionych tą patriotyczną mączką.<br />
Dla historyka było to i pozostanie uproszczeniem. Nie ma ludzi bez skazy i nienagannych „złotych czasów”: nie był nim również książę Pepi. Rzeczą historyka i, jak sądzę, każdego uczciwego wobec siebie i świata człowieka, winno być przestrzeganie maksymy rzymskiej: amicus Plato sed magis amicus veritas: przyjacielem jest Platon (i jakakolwiek filozofia), lecz jeszcze większym Prawda, czy może próba docierania do niej.</p>
<blockquote><p>W liście do redakcji, opublikowanym w poprzednim numerze „Pulsu” czytelniczka napisała: „Uprzejmie proszę pana redaktora o wydrukowanie historycznej prawdy o śmierci Księcia Józefa Poniatowskiego (&#8230;) I jeszcze jedno moje sprostowanie. Bitwę pod Raszynem odtwarzano na falenckiej łące, a nie na pastwisku. I dobrze, bo jest między łąką a pastwiskiem zasadnicza różnica”</p></blockquote>
<p>Jako kryształowego rycerza-patriotę chcieli więc widzieć Józefa Poniatowskiego hagiografowie narodowi, poczynając od Stanisława K. Bogusławskiego. Pisał on w „Życiu księcia…” w 1834 r.: „całe pasmo życia Józefa Xięcia Poniatowskiego od kolebki aż do zgonu jaśnieje tą nieskażoną cnotą, tą niezachwianą miłością ojczyzny, tem nieporównanem męstwem, tą nieugiętością charakteru”.</p>
<p>Polacy w dobie Powstania Listopadowego potrzebowali bohaterów bez skazy. Poniatowski, ginąc w Elsterze, nadawał się znakomicie do tej roli. Jednakże Bogusławski dedykując napisany panegiryk na cześć „księcia Pepi” hrabinie Tyszkiewiczowej z Poniatowskich robił dokładnie to, co czynili dworscy pisarze polscy od czasów Galla Anonima, chwaląc tych, na których łaskach im zależało, od których mogli się spodziewać zapłaty. I tak wielka legenda Poniatowskiego od czasów Kostki Bogusławskiego poszła w naród udręczony rozbiorami, powstaniami, spragniony &#8211; pośród tych niewyobrażalnych dla nas rzezi &#8211; nieskazitelnych bohaterów.</p>
<p>Tymczasem nawet ostrożni akademiccy historycy dostrzegają wiele cieni na życiu Poniatowskiego. Po powrocie do Warszawy z kampanii wojskowych latem 1798 r. książę stał się hulaką, kosmopolitą wyruszającym ze swymi międzynarodowymi kompanami na dzikie, pijane przejażdżki po Alejach Ujazdowskich z legendarnego Pałacu pod Blachą. „Jego lekceważenie sceny narodowej i znaczenia choćby najdrobniejszych gestów patriotycznych prowadziły nawet do (&#8230;) bijatyk wszczynanych przede wszystkim przez towarzystwo spod Blachy”, pisał rzetelny biograf księcia prof. Jerzy Skowronek (nb. jeden z mych nauczycieli akademickich). Nic dziwnego, że nawet przychylny księciu współczesny mu Alojzy Osiński rymował: „Jeszcze Polak po polsku i pisze i czyta, bo nie cała Warszawa jest Blachą pokryta”. „Zabawowy styl życia kosztował krocie”, dodawał Skowronek, podając liczbę astronomicznych długów księcia.</p>
<p>Dopiero zbliżanie się wojsk Napoleona do ziem polskich w 1806 r. rozbudziło w Poniatowskim patriotyczne nastroje. W 1809 r. pod Raszynem, gdzie dowodził, zrodziła się jego wielka legenda wodza, który nierozegraną skądinąd bitwą wymazywał ciemne strony swego życiorysu. Ukazał się Polakom znów dawny Poniatowski: dzielny dowódca.</p>
<p>Nikt nie jest w stanie zaprzeczyć wielkiego wkładu Poniatowskiego w organizację i dowodzenie polską armią w służbie Napoleona. Jednakże przedmiotem sporu poważnych historyków stały się wybory i gesty księcia. Mimo że był przekonany o klęsce Napoleona po Borodino, odrzucił pokojową propozycję cara Aleksandra I, skłonnego odbudować Polskę i pozostawić wojsko polskie pod dowództwem Poniatowskiego. Mielibyśmy armię pod polskim dowódcą, a nie pod wodzą schizofrenicznego brata cara, księcia Konstantego.<br />
Poniatowski wybrał więc wierność Napoleonowi do końca, mianowany w przeddzień śmierci marszałkiem Francji. Potwierdził to sam cesarz przyznając wysoką rentę Teresie Tyszkiewiewiczowej: książę „zginął zaszczytnie po oddaniu miwielkich zasług, dla których mianowałem go marszałkiem Francji”, powiedział. Megalomania Napoleona była jedną z jego najwyrazistszych cech.</p>
<p>Czy utonięcie w Elstrze w służbie Napoleona było tylko romantycznym gestem postrzelonego wielokroć, „zobojętniałego na wszystko” księcia, jak mówiły opinie jego towarzyszy? Czy może wypełnił on w ten sposób „patriotyczną powinność”? Spór nie ustanie nigdy; tak jak znana kontrowersja wokół stosunku Napoleona do niepodległości Polski. Warto jednak kontekst tego sporu urealnić: wojna to nie tyle patriotyczne wyczyny, ile brud, krew, rozrywane kulami ciała i fekalia tych, którzy muszą nacierać; nikt przy zdrowych zmysłach nie chce tak umierać i gorzałka albo narkotyki to standardowe wyposażenie wszystkich armii. Wojna to znacznie gorsze zjawisko niż pastwisko, czy nawet podniosłe sztandary, piękne mundury i patriotyczne gesty. W końcu państwowość polską, choć kulawą, odtworzyli realiści, jak Adam Czartoryski, dogadując się z carem, a nie romantyczne gesty.</p>
<p>I żeby było bardziej groteskowo: w 2005 r. historycy francuscy potwierdzili, iż Poniatowskiego ostrzelała francuska artyleria, sądząc, że to Rosjanie przedostali się na brzeg Elstery.<br />
Cóż, tak bywa na wojnie.<br />
–	Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/besalaspor-o-ksiecia-poniatowskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Jak dzieci wychowują dzieci</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-jak-dzieci-wychowuja-dzieci/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-jak-dzieci-wychowuja-dzieci/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jun 2008 09:11:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=707</guid>
		<description><![CDATA[„Takie będą rzeczypospolite, jakie ich dzieci chowanie”, głosi powiedzenie przypisywane Janowi Zamoyskiemu. W rzeczywistości przez tysiące lat najtęższe umysły nie doceniały znaczenia dzieciństwa w życiu człowieka. A tymczasem to w dzieciństwie dostajemy „sterowniki”, które decydują o naszym udanym lub nieudanym życiu. 
Z dzieciństwa myśmy wszyscy, wszystkie nasze sposoby reagowania, radości i urazy. Niekiedy „chip” wpięty [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„<em>Takie będą rzeczypospolite, jakie ich dzieci chowanie</em>”, głosi powiedzenie przypisywane Janowi Zamoyskiemu. W rzeczywistości przez tysiące lat najtęższe umysły nie doceniały znaczenia dzieciństwa w życiu człowieka. A tymczasem to w dzieciństwie dostajemy „sterowniki”, które decydują o naszym udanym lub nieudanym życiu. <span id="more-707"></span></p>
<p>Z dzieciństwa myśmy wszyscy, wszystkie nasze sposoby reagowania, radości i urazy. Niekiedy „chip” wpięty przez rodziców jest tak wysokiej jakości, że gwarantuje dziecku poczucie szczęścia. Ale równie często jest tak wadliwy, że gasi radość istnienia.</p>
<p><strong>Szkoła życia</strong><br />
Takim nie do końca uświadomionym gorzkim życiem żyją „dorosłe dzieci dysfunkcyjne”, czyli ofiary przemocy, alkoholizmu, zimnego emocjonalnie ojca albo histerycznej, kontrolującej wszystko matki. Ich reakcje, pełne egocentryzmu i niechęci są wynikiem traumatycznego dzieciństwa.</p>
<p>Ileż ja się nasłuchałem opowieści o tych dzieciństwach! Kiedyś nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi cierpi na aleksytymię, czyli nie okazuje uczuć, dlaczego są tak sztywni, zamknięci, egocentryczni, albo chorobliwie głośni, zajmujący przestrzeń innym, skupieni na sobie. A gdzie się mieli nauczyć tej emocjonalnej sztuki życia, skoro jako dzieci byli poddawani rozmaitym opresjom?</p>
<p>Znam np. nieszczęśników, którym wmawiano, że są genialnymi muzykami, więc wbrew ich chęci pogrania w piłkę z kolegami, „kochani rodzice” wciskali ich w krzesło, by pograli – nudne gamy. Poprzeczka dla tych dzieciaków została ustawiona przez rodziców zbyt wysoko. I tak wyrastają kolejni frustraci bez talentu, którzy wciąż chcą udowodnić światu, że są „genialni”, a w rzeczywistości sieją wokół walkę. Nawet nie wiedzą, że jako niedojrzałe emocjonalnie dorosłe dzieci realizują nie siebie, ale ambicje sfrustrowanych rodziców.</p>
<p><strong>Spartańskie wychowanie</strong><br />
Dzieje i teraźniejszość są bowiem także historią nieświadomości ludzkiej. Ludzie nie usiłują pojąć, jaka siła ich pcha do władzy, pieniądza czy przestępstw albo dominacji nad innymi. Czują tylko w sobie tę „siłę”, uważają ją za normalną, podczas gdy to jedynie ich „dziecko wewnętrzne” kieruje się „chipem” wszczepionym przez rodziców, szkołę itd. Spotkali się też na pewno państwo również z typem „królowej”, której się „wszystko należy”.</p>
<p>Z biegiem lat z młodej kapryśnej dzieweczki zmienia się ona w jędzę nie do zniesienia dla otoczenia, roszczeniową i obrażalską. Skąd one się biorą? Ano z dzieciństwa i rodzinnej chatki. „Królowania” i „panowania” nad światem dziecko uczy się np. od matki, skłóconej z mężem, albo od ojca rozpieszczającego nieprzytomnie córeczkę. I tak wyrasta kolejny dorosły bachor z pretensjami i urazami, daleki od zadowolenia.</p>
<p>Najgorsze jednak „życie wewnętrzne” mają małe ofiary przemocy; szczególnie, jeśli bicie przypominało wyrachowaną egzekucję. Zaroiło się w Polsce od tragicznych i śmiertelnych pobić niemowląt i małych dzieci, stąd może taki smutny ton mego felietonu. W historii, niestety, pełno było przypadków przemocy wobec dzieci, gdyż już Likurg, legendarny współtwórca potęgi Sparty, nakazywał do opieki nad chłopcami wyznaczać „dorosłych dozorców z biczami, aby wymierzali chłostę w razie potrzeby”. Nic dziwnego, że Sparta dochowała się zimnych, psychopatycznych wojowników, którym dostęp do własnych uczuć i empatii zablokował bat.</p>
<p>Ale nie tylko w Sparcie: bicie było „środkiem wychowawczym” przez tysiąclecia. „Ilekroć opuściłem się w pracy, brałem w skórę. (&#8230;) baty, jakie dostawałem, budziły śmiech dorosłych … były dla mnie prawdziwą, ciężką niedolą. (&#8230;) Głupstwa dorosłych nazywa się zajęciami. Kiedy zaś chłopcy głupstwami się zajmują, dorośli wymierzają im karę”, zżymał się św. Augustyn ok. roku 400 w Wyznaniach.</p>
<p><strong>Nauka miłości</strong><br />
Zajmując się wiele lat historią mam coraz silniejsze poczucie, że wojny prześladujące ludzkość to wynik wychowywania właśnie poprzez stosowanie przemocy (wystarczy słowna), a nie przez dobroć i stosowny przykład. Szczęśliwie świat od czasów Erazma z Rotterdamu zaczął odchodzić od powszechnego stosowania chłosty wobec dzieci. Ale w zamian pojawiło się obecnie pokolenie aspołecznych „hedonistów”, czyli miłośników przyjemności, których niewiele więcej obchodzi nad czubek własnego nosa. Pełni retoryki miłości, nie chcą wchodzić w trwałe związki miłości wymagające. Swój „pomysł na życie” wynieśli jednak nie tylko z domu; ich styl bierze się również z naśladownictwa i wzorców pokazywanych w MTV i innych „stacjach zbiorowego obłędu”.</p>
<p>Socjologowie i psycholodzy wskazują, że znaczna część zbiorowisk ludzkich pozostaje do końca życia infantylna, czyli dziecięca w życiu emocjonalnym. Nigdy nie wejdzie w dorosłość, będzie uciekać od odpowiedzialności. Często więc duże dzieci wychowują małe dzieci. Rozejrzyjcie się Państwo wokół i w domu, kto rośnie pod waszym dachem: szczęśliwa dziewczyna, roszczeniowy agresywny bachor, a może „dobrze ułożona” panienka, tłumiąca złość pod przyklejoną maską uśmiechu? Jako ojciec też mam swoje problemy…</p>
<p>Właściwe wychowanie jest bodaj najtrudniejszą rzeczą, pomimo że jest na to prosta recepta. Wystarczy wyrażać i okazywać miłość, ciekawość wobec świata dziecka, wyrozumiałość. Ale do tego, by wychowywać dziecko w duchu miłości, trzeba samego czuć ją w sercu. O tę miłość dla bliźnich w społeczeństwie zagonionym za pieniądzem jest chyba obecnie najtrudniej, choć tak naprawdę wychowanie i samoświadomość jest dużo ważniejsza niż dobrobyt. Pogodne dzieciństwo utrwala wewnętrzne poczucie radości; szczęściarzem jest zatem ten, kto ma kochających mądrze rodziców. I takich Wam, kochani milusińscy, życzę w Waszym dniu i życiu, jak i memu dorosłemu synowi.<br />
– Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-jak-dzieci-wychowuja-dzieci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Walka książki z Internetem, czyli kultury z neurozą</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-walka-ksiazki-z-internetem-czyli-kultury-z-neuroza/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-walka-ksiazki-z-internetem-czyli-kultury-z-neuroza/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 May 2008 11:32:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=658</guid>
		<description><![CDATA[W piątek i sobotę 9 i 10 maja 2008 mają odbyć się w Raszynie Dni Książki. Będą to spotkania w nowej Bibliotece przy ul. Poniatowskiego, która aż się prosi, by poszerzyć ją o salę widowiskową albo nadbudować, co byłoby bardziej ekonomiczne. Mielibyśmy centrum kulturalne Raszyna i to świetnie zlokalizowane: przy „ulicy paradnej”, koło urzędu gminy [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W piątek i sobotę 9 i 10 maja 2008 mają odbyć się w Raszynie Dni Książki. Będą to spotkania w nowej Bibliotece przy ul. Poniatowskiego, która aż się prosi, by poszerzyć ją o salę widowiskową albo nadbudować, co byłoby bardziej ekonomiczne. Mielibyśmy centrum kulturalne Raszyna i to świetnie zlokalizowane: przy „ulicy paradnej”, koło urzędu gminy i szkół. Zyskalibyśmy też wdzięczność pokoleń obecnych i przyszłych.</p>
<p><span id="more-658"></span></p>
<p>Chociaż z tą wdzięcznością różnie bywa. Im dłużej żyję, tym mocniej widzę zawiść, urazy, pogubienie. Niby tak było zawsze: ludzie walczą nie tylko o pieniądze, ale i o wywyższenie się. Na przykład „kto pierwszy ma zamerdać ogonkiem na dzień dobry”. Do innych powszechnych neurotycznych uczuć z gatunku pychy, należy postawa roszczeniowa wobec innych: „mnie się należy i już”. Jest to postawa zakompleksionego bachora. Iluż takich wokół. A przecież już Ewangelia głosi: „kto się wywyższa, będzie poniżony”.</p>
<p><strong>Zasłużony po śmierci</strong></p>
<p>Już antyczni Rzymianie zauważyli, że „zasłużonym” dla kultury czy kraju zostaje się jedynie po śmierci. Bowiem każdy, głupek czy mądry, wplątuje się w gierki na poziomie piaskownicy dla dzieci. Wtedy nie chodzi o wartości i sztukę, ale „kto komu zabrał zabawkę” i kto jest ważniejszy. Jak w znanej, jakże gorzkiej anegdocie, o fryzjerze z Pcimia, który upił się ze złości, że porucznik, którego strzygł, został kapitanem.</p>
<p>Skąd to wiem? Ano m.in. z mądrych książek i od mądrych ludzi. Polsce potrzebny jest Wielki Terapeuta. Amerykanie już dawno to pojęli i chodzą masowo do psychologów. Inaczej zwariowaliby w wyścigu szczurów, jaki sobie zafundowali, w nienawiści do bliźniego i z ręką na spluwie. Takim terapeutą, pozwalającym zrozumieć świat i siebie, bywa też książka. Oczywiście nie jest ona lekarstwem na wszystko. Znamy oczytanych durniów i prawych ludzi nieoczytanych. Ale nic tak nie kształci wyobraźni, rozwija głodu wiedzy i nie uczy wartości, jak właśnie książka. „Ludzie przestają myśleć, gdy przestają czytać” twierdził XVIII-wieczny encyklopedysta z czasów Oświecenia, Denis Diderot &#8211; i chyba miał rację.</p>
<p><strong>Połowa nie czyta</strong></p>
<p>Jak to się ma u nas? Badania wskazują, że około połowa Polaków w ogóle nie czyta, i że w wolnym czasie nie zamierza czytać. Książka nigdy nie cieszyła się estymą ludu, gdyż wymaga wysiłku, w jego mniemaniu niepotrzebnego. Dlatego nie dziwi mnie dystans do książki. Gapienie się na migocące obrazki w telewizorze nie wymaga najmniejszego wysiłku, poza ruchem wskazującego palca spoczywającego czujnie na pilocie. Nuda, bo krew się nie leje, nikogo nie gwałcą, więc myk &#8211; i następny kanał. Natomiast przeraża mnie, że coraz mniej młodych Polaków sięga po książkę, że media wieszczą jej kres, gdyż przegrywa z telewizją, filmem, a nade wszystko z Internetem i jego wytworami, jak audiobooki i podcasty. Patrzenie i słuchanie ma zastąpić czytanie.</p>
<p>To oczywiście nic nowego. Już w średniowieczu dominowała kultura obrazków i słowa mówionego, gdyż na ogół tylko mnisi umieli sylabizować. Zdaje się, że do tego zmierzamy po okresie XIX i XX-wiecznych sukcesów książki. Internet wypiera i zabiera wszystko, tak jak film niegdyś wyparł np. operę. Słowo pisane stało się teraz głównie komunikatem, a natłok słów bez wiedzy, umiejętności i wyobraźni, które daje książka, produkuje masowo „nowego człowieka”: płytkiego, powierzchownego i hedonistycznego, czyli takiego, który sens życia widzi jedynie w przyjemnościach, a nie w odpowiedzialności. To dlatego mamy 5-6 mln singli w Polsce: młodych ludzi, którzy nie potrafią żyć we dwoje.</p>
<p>Co to przynosi? Ano, ogromne zubożenie intelektualne i duchowe. Dziecko chowane bez książki na ogół cierpi na swoistą chorobę braku wyobraźni. Postrzegany świat staje się płytki, płaski, pozbawiony znaczeń, tajemnic i duszy: jest nudny. Słowo staje się jedynie prostym komunikatem, płynącym bez końca z telewizorów, „Faktów”, czy od lalkowatej Dody-Elektrody, jak bezsensowna papka. Wyrastają kolejni frustraci i single, bo pieniądze nie są w stanie przynieść bogactwa wrażeń i zachwytu wynikłych z obcowania z wyobraźnią, wiedzą, przyrodą. I tak wyrastają nam analfabeci kulturalni i duchowi.</p>
<p><strong>Jednak czytają!</strong></p>
<p>Dobry nastrój odzyskuję jednak na majowych Targach Książki w warszawskim „Patyku”. Tłok ogromny, podobnie w Krakowie w październiku. Więc jednak czytają, interesują się, rozwijają, rozmawiają, kupują. Czyli kochają – bo jak pisał za Erichem Frommem Valerio Albisetti w książeczce „<em>O miłości. Jak przeżyć razem całe życie”</em> (polecam – przystępnie napisane), miłość to rozwój duchowy i intelektualny. Bez tego rozwoju nawet w najlepszym małżeństwie pojawia się rak nudy. Uroda przemija, ciało więdnie, fascynacje żółkną, ale gdy przybywa ciekawości świata, także z książek – to jest się wiecznie młodym.</p>
<p>Zadzwoniłem do biblioteki raszyńskiej, nieco strwożony, jak wygląda czytelnictwo u nas. Miłe zaskoczenie: pani Ewa Tkaczyk oznajmiła, że ma zarejestrowanych 1200 miłośników książek i czytelnictwo wzrosło o 100%. Panie z biblioteki bardzo się starają, sprowadzając nowości książkowe, a poza tym nie jest to „martwy punkt” tylko miejsce kulturotwórcze, gdzie odbywają się z inicjatywy wójta Rajkowskiego i pani dyrektor Żabczak. Wernisaże, spotkania autorskie, a czasem koncerty. Miło mi usłyszeć, że także książki mego autorstwa są często wypożyczane.</p>
<p>Czytają głównie emeryci i młodzież, gdyż reszta populacji jest wiecznie zagoniona między pracą a domem. Ale doskonale to rozumiem – proza życia wymaga daniny czasu. Rozwijać się można jednak w każdym wieku. Lepsze to niż napędzanie własnych neurotycznych lęków i roszczeń. Zapraszam zatem do Biblioteki nie tylko świątecznie na Dni Książki, ale i na co dzień.</p>
<p>– Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-walka-ksiazki-z-internetem-czyli-kultury-z-neuroza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Korki, czyli bełkot komunikacyjny</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-korki-czyli-belkot-komunikacyjny/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-korki-czyli-belkot-komunikacyjny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Feb 2008 04:06:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=601</guid>
		<description><![CDATA[Materialne dzieje ludzkości to w dużej mierze dzieje komunikacji. Bez niej prawie nic się nie rozwija, a jej zupełny brak powoduje, że narody zamierają. Starożytni Grecy nie odnieśliby takich sukcesów w dziedzinie kultury i wojen, gdyby nie statki helleńskie wpływające w niemal każdą zatokę Morza Sródziemnego. Ciekawość świata zaprowadziła ich w końcu także do zainteresowania [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Materialne dzieje ludzkości to w dużej mierze dzieje komunikacji. Bez niej prawie nic się nie rozwija, a jej zupełny brak powoduje, że narody zamierają.<span id="more-601"></span> Starożytni Grecy nie odnieśliby takich sukcesów w dziedzinie kultury i wojen, gdyby nie statki helleńskie wpływające w niemal każdą zatokę Morza Sródziemnego. Ciekawość świata zaprowadziła ich w końcu także do zainteresowania prawami egzystencji ludzi, czyli filozofii.</p>
<p>Tę cechę przejęli Europejczycy, choć w rozmaitych paradygmatach. Wielu Polaków np. traktuje filozofowanie jako wyrażanie narzekań, okraszonych uczuciem niemożności albo zwaleniem wszystkiego na „złą władzę”. Tak jakby od nich nic nie zależało, a sam marszałek Piłsudski w roli Pana Boga miał tu robić porządek, a nie zwykli ludzie.</p>
<p>Rzymianie z kolei wymyślili niezmordowany marsz żelaznych legionów jako wyższą formę komunikowania się w drodze szerzenia jedynie słusznej kultury latyńskiej. Tam gdzie się zatrzymywali, stawiali obozy i przyjmowali hołdy od podbitych i stowarzyszonych; tak narodziło się wiele późniejszych miast. Azjatyccy Hunowie czy też Mongołowie odnosili swe wielkie sukcesy w niszczeniu Europy dzięki błyskawicznej komunikacji na koniach; podczas gdy Słowianie nadal walczyli pieszo, półnadzy.</p>
<p>I to Słowianom pozostało; jak było przed tysiącleciem tak i teraz stan dróg w Polsce, Rosji, czy Ukrainie bywa katastrofalny. Rosjanie z tego uczynili przemyślny oręż obronny, gdyż zagony pancerne Hitlera jesienią 1941 r. utknęły właśnie w mazi błotnistych dróg, jeśli owe pułapki drogowe tak można nazwać. A potem dopiero poraził ich niespodziewany mróz. Gdyby Hitler w 1939 r. zaatakował Polskę później, też mogłoby to niemieckie armie spotkać.</p>
<p>Więc może tutaj, na polskim Wschodzie, włączonym litościwie do Unii Europejskiej, wzorem wziętym z bogatych historycznych doświadczeń, Słowianie polscy nadal szykują się do wojny, skoro nie dbają o stan komunikacji. Bo stan dróg przypomina raczej rejony zapór i przeszkód terenowych, mających zatrzymywać na dziurach, wybojach i wyrwach wrogie armie.</p>
<p>Ta przykra konstatacja dotyczy także Raszyna. Zasadzono nam kwiatki do kożucha w postaci pustego parku, niezrealizowanego nadal rynku miejskiego i osiedla kilkupiętrowych domów w otoczeniu niskiej zabudowy, tak jakby to miało polepszyć samopoczucie obywateli wsi Raszyn. A ich samopoczucie raczej poprawiłyby proste drogi, mniejsze korki i dobra woda w każdym kranie.</p>
<p>Zamiast zacząć od rzeczy podstawowych, na których wyrastała siła miast i wsi &#8211; drogi, komunikacji, infrastruktury –  nad Raszynianką zdaje się królować mit potiomkinowszyzczny, czy jak ktoś nieświadom, kim był faworyt carycy Katarzyny II, fasadowej gierkowszczyzny. Na pokaz, bo tym władza poprzednia mogła się wykazać. Tylko z owym pudrowaniem rzeczywistości jest jak z wymalowanymi kobietami: czar znika wraz ze zmyciem makijażu w porannym świetle…</p>
<p>Zawsze mnie też dziwiło neurotyczne komplikowanie rzeczy prostych: sabotowanie dobrych pomysłów w imię sztucznych, wymyślonych podziałów i procedur, w ramach walki podjazdowej ludzi władzy między sobą, paranoicznych uroszczeń i wizji „władców” itd. A mnie się w zamian marzy uczciwe, obywatelskie podejście, które dostrzegam np. w pobliskiej gminie Lesznowola, czy też w gminie Izabelin. Marzą mi się drogi, a nie dziury dojazdowe, rodem z głębokiego PRL i budowy Nowej Huty. My się z tym dramatem drogowym oswoiliśmy, klnąc jedynie pod nosem, gdy urywa się amortyzator, ale wyobraźcie sobie, co mówią turyści z tzw. dawnego Zachodu, czy nawet z Czech, Słowacji, Litwy na widok jezdni i poboczy Alei Krakowskiej w jej części raszyńskiej…</p>
<p>Jakże dobrze ma mieszkaniec Podkowy Leśnej – Miasta-Ogrodu &#8211; Brwinowa, Milanówka, Komorowa, gdzie pomyślano o kolejce miejskiej. Jak łatwo dostać się do stamtąd Warszawy bez samochodu, korków i dziur w jezdniach! A u nas, pomimo newralgicznego zbiegu szos z całego południa Polski i Europy, nadal trzeba przesiadać się na pętli na Okęciu, aby dostać się do Raszyna czy Falent, płacić dużo większe ceny za bilety i żyć w poczuciu, że tutaj metro nie dotrze, pomimo, że w gminie Raszyn żyje ponad 20 tys. ludzi w zwartej zabudowie.</p>
<p>„Wyścig szczurów” zawsze wygrywali ci, co myśleli nieschematycznie, odważnie, pragmatycznie. Nadal ten styl myślenia jest najbardziej premiowany w Ameryce: stąd potęga USA. Natomiast u nas zaraz „pomysłowych” szczują „wieczni krytykanci” z patentami na niezłomne racje &#8211; i będą zwalczać wszystko, co nowe, w ramach jedynie słusznych idei. Np. zadławią pomysły zabudowy centrum Warszawy albo podważą sens wprowadzenia kolei napowietrznych, twierdząc, że można z nich spaść na głowę. Nie zauważają, że niektórym może by to pomogło.</p>
<p>Także wielu Polakom strach pomyśleć o kolejce napowietrznej, która ma przewozić kibiców z Okęcia na Stadion Narodowy (dawniej X-lecia PRL). Więc dopóki nie wyzbędziemy się lęku przed Nowym, warto zawalczyć choć o kolejkę ziemską &#8211; biegnącą przez Raszyn i docierającą do centrum Warszawy.</p>
<p>I niech Władze nie zwodzi myśl, że to nieważne, skoro książę Józef Poniatowski jeździł na koniu, bitwy wygrywał i też jakoś było. Więc zamiast budować drogi i walczyć o kolejkę można go uczcić np. kolejnymi pokazami z armatami na pastwiskach raszyńskich, za nasze pieniądze. Tyle tylko, że Poniatowski w końcu utonął pijany w Elsterze razem z tym koniem, podczas odwrotu z przegranej bitwy.</p>
<p>I marna to pociecha, że ginął jako marszałek Francji.</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-korki-czyli-belkot-komunikacyjny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Życzenia noworoczne dla gminy Raszyn</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-zyczenia-noworoczne-dla-gminy-raszyn/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-zyczenia-noworoczne-dla-gminy-raszyn/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Jan 2008 11:05:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=512</guid>
		<description><![CDATA[Ludzie zawsze lubili granice, cezury, przecinki, kropki, zaczynanie od nowa, „godziny Zero” i życzenia, by odtąd było dobrze. Nowy Rok jest właśnie takim czasem, kiedy coś się kończy, a nowe zaczyna. Wszyscy wtedy życzą sobie pomyślności, zdrówka, szczęścia i wierzą w te życzenia, gdyż kochani ludzie to istoty przesądne i chcą wierzyć w magiczne słowa [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ludzie zawsze lubili granice, cezury, przecinki, kropki, zaczynanie od nowa, „godziny Zero” i życzenia, by odtąd było dobrze. Nowy Rok jest właśnie takim czasem, kiedy coś się kończy, a nowe zaczyna. Wszyscy wtedy życzą sobie pomyślności, zdrówka, szczęścia i wierzą w te życzenia, gdyż kochani ludzie to istoty przesądne i chcą wierzyć w magiczne słowa o spełnieniu „najskrytszych marzeń”.<span id="more-512"></span></p>
<p>Tak było od historycznych początków ludzkości: w antycznej Babilonii, Egipcie, Grecji. Rzymianie byli tak przesądni, że nawet na ucztach, pijani, śledzili „znaki” złowróżbne i dobre, co kto wymiotował, zdefekował czy wypuścił. Ukazywały się nawet dekrety cesarza Klaudiusza (tego z serialu Ja, Klaudiusz) regulujące „prawa ludzkie” podczas biesiad pałacowych.</p>
<p>Polacy też sobie życzyli wszystkiego dobrego w Nowy Rok, wierząc, że życzenia się spełnią. Głównie oczywiście dotyczące zdrowia, i aby wszyscy byli bogaci i szczęśliwi. Tu i ówdzie słyszało się głosy pesymistów, że nie będzie dobrze, bo minęła „7” w roku 2007, a od czasów babilońskich, Pitagorasa i Talmudu wiadomo, że siódemka ma magiczne znaczenie i wszystko co najlepsze powinno się w roku tym spełnić. A przecież spełniło się dla niektórych – odeszło kilku nawiedzonych z polskiej sceny politycznej, dźwigając brzemię procesów sądowych i śmieszność pokrętnych działań, z którymi staną przed sądem Historii. I nie będzie to zapewne sąd łaskawy.</p>
<p>Nie jestem przesądny, więc moje życzenia wobec miejsca na Ziemi, w którym przyszło mi żyć, jako przesiedleńcowi z Warszawy, są niemagiczne. Raszyn to specyficzna wieś, której korzenie sięgają nie tylko feudalnej historii, ale związane są z migracją wewnętrzną chłopów z biedniejszych regionów Polski w okresie powojennym. Przed II wojną było tu kilka domów, a sieroty szyły mundury dla wojska w zachowanych do dzisiaj kilku budynkach. Teraz Raszyn stał się największą wsią w Polsce, mającą wiele do odrobienia w dziedzinie nie tyle ekonomicznej, ile właśnie kultury, infrastruktury, komunikacji międzyludzkiej, systemu wartości. Nie bez przyczyny młodych wywiewa z Raszyna do Warszawy: nie znajdują tu dla siebie nic ciekawego. A sposób porozumiewania się starszych i reprezentowane przez nich wartości, dla wielu młodych to właśnie „wieśniactwo”.</p>
<p>Życzę zatem, aby władze za wszelką cenę nie usiłowały zmieniać tej wsi w miasto budując kosztem innych potrzeb społecznych dekoracje w postaci rynku itp. przedsięwzięć. Być może Raszyn mentalnie do tego nie dorósł, jak i do wydumanego herbu. I aby władze unikały gestów Georgija Potiomkina, który budował dekoracyjne „wsie potiomkinowskie” na trasie przejazdu carycy Katarzyny II, przypominające „dekoracje” w postaci ul. Poniatowskiego czy na ogół pusty park raszyński.</p>
<p>Żeby nie wygrywali niemoralni cwaniacy na obrzeżach naszej wielkiej wsi, którzy mają chodniki i wybrukowane zaułki z naszych pieniędzy, podczas gdy większość mieszkańców Raszyna brodzi w kałużach i bajorach, na krzywych chodnikach pseudoulic, niegodnych tego miana w XXI wieku. Na dodatek młodzi, podobnie jak ich dziadkowie, chodzą po tych krzywych, połatanych jezdniach, przeznaczonych podobno dla samochodów. W tym możemy się jedynie równać z Portugalią, gdzie ulubioną zabawą wiejską było (jest?) wyskakiwanie na jezdnię przed auta, tak jak do niedawna na wsiach polskich było kładzenie się na szosie po pijaku. A nuż auto przejedzie i kłopot z życiem z głowy. Kto ma pouczyć tych wędrowców, szczególnie matki z wózkami wędrujące po raszyńskich jezdniach, do czego ona służy? O nieszczęście łatwo.</p>
<p>Życzę też władzy, aby zauważyła, że przyjazne środowisko, to inwestowanie w infrastrukturę, a nie w „fasadowość” rodem z Gierka, czyli pudrowanie dziurawej rzeczywistości. Raszyn woła o normalne ulice, a nie łatanie dziur! Życzę też władzom mądrego inwestowania w służbę zdrowia, mieszkania dla lekarzy, których w końcu zbraknie, jak wyjadą np. do Norwegii, Szwecji czy Anglii. Życzę też inwestowania w relacje międzyludzkie, czyli w kulturę. Jak tak dalej pójdzie, biedna Austeria pewnie rozpadnie się i będzie XVIII-wieczny kłopot z głowy. Podobnie jak dom kultury, sterczący jako niemy świadek od bodaj 20 lat przy al. Krakowskiej. Zapraszam przy okazji do Izabelina, by władze zobaczyły, jaką perełkę koncertową ma ta gmina i jakich artystów zaprasza. Z unijnych pieniędzy; oni wiedzieli jak je wykorzystać.</p>
<p>I wreszcie – by demon kłótni trapiący szczególnie gminę Raszyn za poprzedniej władzy, nie wrócił. By o trudne decyzje na radach gminy i za biurkami spierano się con amore, z miłością dla bliźniego, a nie z paranoicznym „kto kogo”. By o wszystkim nie decydowała tylko „moneta w oczach” i urazy, ale i wartości chrześcijańskie. Czy to jest możliwe? Rozumni wiedzą, że nie takie rzeczy zdarzały się w historii, choć to droga przez mękę. A magiczni i tak wierzą, że ich życzenia się spełnią. Wierzmy zatem w lepsze czasy dla Raszyna i życzmy sobie myślenia na TAK i spełnienia wszystkich pragnień, czego Państwu i Władzom serdecznie życzę w 2008 Roku.<br />
– Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/jerzy-besala-zyczenia-noworoczne-dla-gminy-raszyn/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Podwórkowe karate</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/jerzy-besala-podworkowe-karate/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/jerzy-besala-podworkowe-karate/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 06 Dec 2007 14:40:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=480</guid>
		<description><![CDATA[Redaktor naczelny poprosił, bym napisał o karate. Zdziwiłem się nieco, gdyż na ten temat mam nikłą wiedzę. Moje związki z prawdziwym karate zaczęły się bowiem od filmów z Brucem Lee i znajomości przebojów w wykonaniu niezapomnianego Franka Kimono.
„Nie rycz mała, nie rycz,
ja znam te wasze numery.
Twoje łzy płyną mi na koszulę
z napisem King Bruce Lee [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Redaktor naczelny poprosił, bym napisał o karate. Zdziwiłem się nieco, gdyż na ten temat mam nikłą wiedzę. Moje związki z prawdziwym karate zaczęły się bowiem od filmów z Brucem Lee i znajomości przebojów w wykonaniu niezapomnianego Franka Kimono.<span id="more-480"></span><br />
„Nie rycz mała, nie rycz,<br />
ja znam te wasze numery.<br />
Twoje łzy płyną mi na koszulę<br />
z napisem King Bruce Lee karate mistrz”.<br />
Po czym Frank Kimono dodawał groźnie: „karate trenowałem z bratem”, co miało odstręczać ewentualnych kolesiów i ówczesnych dresiarzy od awanturowania się przed dyskoteką. Ale też niemal każdy chłopak trenował w czasach mej młodości „karate po swojemu”, gdy przyszło mu wychowywać się na podwórku lub między blokami.</p>
<p>Ja też chowałem się podwórkowo. Ukrywałem to, ale gdy były premier ujawnił związki obecnego z podwórkiem postanowiłem też przyznać się  do podwórkowego wychowania. A nóż-widelec „niepodwórkowi” wrócą do władzy i trzeba będzie się trzeba tłumaczyć z „podwórkowej” przeszłości. Więc lepiej zawczasu: ja też chciałbym się wreszcie odważnie zidentyfikować jako były „podwórkowy”.</p>
<p>Podwórko bowiem stało się obecnie wyróżnikiem „właściwej” lub „niewłaściwej” postawy politycznej. Ośrodki badania opinii publicznej wciąż prowadzą sondaże, analizy i statystyki. Ale według mojej stratyfikacji społecznej, prowadzonej z perspektywy ulicy i raszyńskiego ośrodka zdrowia, gdzie ostatnio bawiłem, widzę, że Polska podzieliła się na nienawidzących wychowania podwórkowego i zwolenników podwórkowej edukacji.</p>
<p>„Antypodwórkowcy” najchętniej przykuliby dzieciaka do biurka, książki, mamusi, tatusia, pianina, lekcji angielskiego, tańca i różańca (kolejność dowolna). Uwaga – pośród nich mogą się rodzić żądne odwetu potwory, które sobie pozwalają na wszystko, a innym wytykają złe wychowanie. Będą walczyć z całym światem, przekonani do końca, że „mają rację”, że to co im wolno, innym nie wolno. Pojmowanie względności zjawisk tego świata mają w stanie szczątkowym albo w zupełnym zaniku.</p>
<p>„Byli podwórkowcy” to ci, co pozwalają, aby latorośl chowała się między blokami, na podwórku, albo koło placu zabaw dziecięcych w Raszynie, hartując się w „łacińskich” rozmowach do trudów życia w świecie kapitału. Uwaga – pomocne są rozmowy rodziców o tym, czego młodzian szuka w tych krzakach i dlaczego. Może czegoś nie dostaje w domu, że akceptacji szuka akurat na „podwórku”?</p>
<p>„Niepodwórkowi” i „Niepodwórkowe” (dotyczy to także płci żeńskiej w ramach poprawności politycznej), czasem trenują karate. Ale jak najbardziej prawidłowo, pod opieką trenera. Długi czas będzie ich chronić przed grozą odpowiedzialnego życia nadopiekuńcza mamusia albo tatuś-awanturnik. Na starsze lata jako zupełni frustraci będą zmierzać do wyrównania rachunku z „podwórkowymi”. Poprzez różne metody: cedzenie albo głośne wykrzykiwanie piramidalnych bzdur, powolne konfliktowanie wszystkich ze wszystkimi, gdzie się tylko zjawią, parcie do władzy, paranoiczne widzenie świata, polityki, gospodarki, ludzi itd. Niektórzy zaczną nałogowo pić nie mogąc wykorzystać w pełni wyuczonych chwytów, dźwigni i rzutów.</p>
<p>„Podwórkowi”, jak wskazuje życie i psychologia, będą bardziej otwarci, ale często nieokrzesani. Niektórzy nieodwołalnie pogubią dobre wartości i staną się kupką grzechu i użalania się nad rządem, życiem, Kościołem, partiami i zimą w Polsce (nie powinno jej być; kolejność dowolna). Ale wielu stanie się idealistami, chcąc wymazać błędy młodości. Ponieważ zaznali walki, więc po trudnych doświadczeniach często będą głosić All we need is love, wszystko czego potrzebujemy, to miłość, niczym sztandarowa postać „podwórkowa”, ex-Beatles John Lennon.</p>
<p>Do zamyślenia o tych sprawach i napisania o karate w kontekście bieżącego sporu „O rolę podwórka w życiu człowieka” (dobry temat na doktorat z socjologii), przyczyniła się najzupełniej nieświadomie była trenerka mego syna, pani Barbara Nowak. Teraz pani Basia nie uczy już młodzieży karate, a uprawia jedynie zawód fizykoterapeutki w Gminnym Ośrodku Zdrowia, gdzie poddawałem się rehabilitacji kciuka nadwerężonego kontaktami z klawiszami laptopa i z gitarowymi strunami marki „Presto”.</p>
<p>Podczas kuracji zostałem oczarowany dynamiką głosu pań obsługujących maszyny fizykoterapeutyczne rodem z głębokiego Gierka. Dynamika ta zdaje się być odwrotnie proporcjonalna do stanu owych maszyn, z których większość nadaje się na wystawę do Zambezi pt. „Dzieje techniki medycznej w kraju Bolanda”.</p>
<p>Ale pani Basia, póki co, nie protestuje przeciw warunkom pracy i sprzętu medycznego. Być może dlatego, że gdyby zaczęła protestować przeciw pracy w piwnicznych warunkach, mogłaby mimowolnie i podświadomie wykorzystać swe umiejętności karateczki wobec jakichś władz. Proszę zwrócić uwagę, że piszę „karateczki”, by zachować poprawność polityczną wobec pań zdążających do równouprawnienia, czyli do obarczenia mężczyzn poczuciem winy za całe zło tego świata.</p>
<p>I tu kończy się ma opowieść, bo więcej tekstu nie zmieści się na kolumnie. Polecam więc naczelnemu reportaż z ośrodka zdrowia. Jest o czym pisać, w trosce o warunki pracy personelu i zdrowie pacjentów. Poza tym palec nie chce wyzdrowieć od działań aparatury i przyjdzie mi może znów odwiedzić fizykoterapię i miłą panią od karate. I już się boję kontaktu z dynamiką pracy w fizykoterapeutycznym podziemiu. Ale dlaczego właściwie ja?<br />
- Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/jerzy-besala-podworkowe-karate/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jerzy Besala: Za co kocham disco polo</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/jerzy-besala-za-co-kocham-disco-polo/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/jerzy-besala-za-co-kocham-disco-polo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Oct 2007 16:53:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jerzy Besala</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=439</guid>
		<description><![CDATA[Jako muzyk jazzujący mam znacznie podwyższoną wrażliwość na dźwięki i harmonię. Jako pisarz i historyk mam też podwyższone wyczulenie na słowa. Bywa, że to co ludzie plotą i grają przyprawia mnie o mdłości. Jako młodzian trochę żałowałem, że nie zostałem muzykiem rockowym pełną gębą i zrezygnowałem z rozmaitych propozycji i zachęt, m.in. Zbigniewa Hołdysa, obecnie [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jako muzyk jazzujący mam znacznie podwyższoną wrażliwość na dźwięki i harmonię. Jako pisarz i historyk mam też podwyższone wyczulenie na słowa. Bywa, że to co ludzie plotą i grają przyprawia mnie o mdłości. Jako młodzian trochę żałowałem, że nie zostałem muzykiem rockowym pełną gębą i zrezygnowałem z rozmaitych propozycji i zachęt, m.in. Zbigniewa Hołdysa, obecnie mieszkańca gminy Raszyn.<span id="more-439"></span></p>
<p>Teraz wiem, że stało się tak na moje szczęście, bo dziś bredziłbym może i pouczał przed kamerą, zamiast pisać i grać. Ale wówczas swój znikomy kontakt z ogrywaniem rockandrollowym tłumaczyłem sobie bardzo prosto: w gamie jest 12 dźwięków, a w alfabecie 24 litery.</p>
<p>Już rachunek prawdopodobieństwa wskazywał zatem, że wypowiem się lepiej przez słowa niż dźwięki. Ale co ma powiedzieć malarz, który twierdzi, że liczba barw jest nieskończona?<br />
Dziś wiem, że takie podejście do muzyki, pisarstwa, malowania, rzeźbienia itd. jest jednak idiotyczne, gdyż sztuka to nie sport i wynik. Prawdziwa twórczość i odbiór sztuki jest czymś uduchowionym, zmysłowym, czasem transcendentalnym, czyli poza zmysłami. Niektórzy dotykają w ten sposób Absolutu. Najgorzej zdają się mieć nieczuli na słowo, dźwięk, obraz – naprawdę im współczuję, bo przypominają stalowe roboty, a ich życie jest przeraźliwie nudne.</p>
<p>Więc cieszę się nawet, gdy ktoś słucha i przeżywa disco-polo. To nieważne, że te wysokie dźwięki wygrywane w C-dur-a-mol, albo w bardziej wyrafinowanej i subtelnej triadzie C-F-G, albo jeszcze bardziej porażającym chorusie a-d-G-E &#8211; wywołują u mnie dość niekontrolowane odruchy. Ale przecież tu nie chodzi o przeżycia estetyczne. Świat disco-polowy mi się podoba, bo jest tak prosty i kolorowy, jak bajka: on pokocha ją, bo ona jest jedna, jedyna na świecie, a ona da mu całusa (rymuje się z psikusa) i na całe życie będą razem aż po życia kres, co się rymuje z czy ty o tym wiesz.</p>
<p>I taka to jest disco-polowa recepta na życie, w którą i ja staram się uwierzyć. Gorzej, że nie mogę pojąć bez wódki, a z tą trucizną rozstałem się dekadę temu. Tymczasem eksperci spodziewają się powrotu wysokiej fali, nawrotu disco-polo w IV RP: grunt przygotowuje Katarzyna Kanclerz, słynny hodowca talentów Wiśniewskiego i Mandaryny, co dla socjologów wiąże się dziwnie z wyborami różnych panów Bigdów i Dyzmów na przedstawicieli ludu pracującego miast i wsi.</p>
<p>Bodaj to Bolesław Prus powiedział po przeczytaniu Potopu, że tak naprawdę powieść Henryka Sienkiewicza powinna się zaczynać od chwili, gdy słynny zawadiaka Kmicic i piękna Oleńka zaczynają życie razem jako małżonkowie. Ale akurat w tym momencie kończy się wiele romansów. A tak naprawdę dopiero po ożenku kończy się bajka, a zaczyna naga prawda codzienności, przy której bledną wyczyny szablą i prochem Pierwszego Warchoła, a potem Pierwszego Patrioty w Pierwszej Rzeczypospolitej.</p>
<p>Muzyka również zawsze miała dwoisty charakter. Po pierwsze &#8211; ludyczny czyli zabawowy, plebejski, po drugie &#8211; sakralny, czyli kościelny, na chwałę Boga, pisany pod opieką mecenasa – Kościoła lub dworu, bo inaczej artysta by nie przeżył. Disco-polo wychodzi naprzeciw tej potrzebie ludowej zabawy i podobno oddaje polski charakter narodowy. Jeden z koryfeuszy disco-polowych oznajmił nawet publicznie, że on słyszy w tej muzyce świst husarskich skrzydeł, brzęk ostróg i dlatego ją gra. Przewiduję, że sztandarowym zespołem tego nowofalowego nurtu disco-polowego, który nada impuls nowym dźwiękom stanie się (o ile już się nie stał) zespół Kombi.</p>
<p>Na wszelki wypadek, gdy staną przed kamerą, chcę ich poinformować, że husaria świszcząca w disco-polo do szarży odpinała na ogół skrzydła, które głównie służyły paradom i popisom. A ostrogi raniły i kaleczyły biedne konie, więc wiele ludów w ogóle ich nie używało. Ale mimo to kocham disco-polo. Z tej prostej przyczyny, że grając jazz, czasem z takimi gigantami jak Krzyś Ścierański, znajduję dla siebie odskocznię. To tak jakbym z filozofii Jurgena Habermasa przeskoczył do bajek Christiana Andersena. Próba zrozumienia fenomenu życia i jego form, w tym ludycznych, nagle zmienia się w plastikową, pastelową baśń bez problemów. Niech żyje więc disco!</p>
<p>Postanowiłem też przekonać się do tej formy wyrazu tanecznego bezpośrednio. Przez kilka godzin wsłuchiwałem się w ostre tony na dyskotece w Dekadzie przy Grójeckiej. Proszę docenić me bohaterstwo, uczyniłem tak bez napojów znieczulających. Jednakże jako wysoce podejrzany z wyglądu, nie zyskałem przychylności nikogo spod Grójca. Rozczarowany wróciłem do Raszyna, który przywitał mnie swojsko dożynkami. Jak ja kocham ten kraj!<br />
Szukałem jednak dalej, co mnie tak kręci w disco-polo. I znalazłem. Powodem mej nagłej miłości do disco-polo są dziewczyny, które tańczą. Mają tak skąpe stroje, jak muzyka, którą obtańcowują &#8211; i tak ładne buźki i ciałka, jak plastikowy świat wokół. I pewnie w równie nieskomplikowany sposób marzą o takiej miłości, o jakiej śpiewa kolejna gwiazda disco-polowa.</p>
<p>I jak ma się temu oprzeć pan w średnim wieku?  Urzeczony prostotą disco-polową, ja, czytelnik Platona i Toynbee, grywający jazz własny i cudzy, głoszę więc chwałę disco.<br />
W nadziei, że nikt mnie nie zrozumie i zostanę sam. Wtedy wrócę do jazzu, Bacha, Góreckiego i Ścierańskiego.<br />
– Jerzy Besala</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/jerzy-besala-za-co-kocham-disco-polo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

