<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Puls Raszyna &#187; Historia</title>
	<atom:link href="http://www.pulsraszyna.waw.pl/category/historia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl</link>
	<description>dwutygodnik niezależny</description>
	<lastBuildDate>Tue, 09 Feb 2010 15:07:54 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.4</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Wielka polityka w małej wsi</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2009/wielka-polityka-w-malej-wsi/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2009/wielka-polityka-w-malej-wsi/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Feb 2009 00:39:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/2009/wielka-polityka-w-malej-wsi/</guid>
		<description><![CDATA[W całym kraju trwają obchody dwudziestej rocznicy obrad Okrągłego Stołu i odzyskania przez Polskę niezależności. Tymczasem nie byłoby pokojowej zmiany systemu bez potajemnych rozmów władzy, opozycji i kościoła w willi w Magdalence, tuż za granicą naszej gminy. 
O rozmowach w Magdalence napisano już wiele. Podczas nieformalnych konsultacji trwających między wrześniem 1988 roku a kwietniem 1989 [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W całym kraju trwają obchody dwudziestej rocznicy obrad Okrągłego Stołu i odzyskania przez Polskę niezależności. Tymczasem nie byłoby pokojowej zmiany systemu bez potajemnych rozmów władzy, opozycji i kościoła w willi w Magdalence, tuż za granicą naszej gminy. <span id="more-1145"></span><img class="alignright" src="http://pulsraszyna.waw.pl/foto/022709_0058_Wielkapolit1.jpg" alt="" width="291" height="430" align="left" /></p>
<p>O rozmowach w Magdalence napisano już wiele. Podczas nieformalnych konsultacji trwających między wrześniem 1988 roku a kwietniem 1989 strona rządowa i przedstawiciele Solidarności porozumieli się m.in. w sprawie reform ustrojowych i zakreślili kształt kompromisu, który następnie wypracowano przy Okrągłym Stole. Obu stronom udawało się też przezwyciężać trudności, jakie napotykano podczas rozmów w Pałacu Namiestnikowskim. Stronie PZPR przewodniczyli gen. Czesław Kiszczak i Stanisław Ciosek, natomiast po stronie &#8220;społecznej&#8221; występowali m.in. Lech Wałęsa, Władysław Frasyniuk, Tadeusz Mazowiecki, Lech Kaczyński i wielu innych polityków, którzy w następnych latach decydowali o kształcie naszego państwa.</p>
<p>Jak wszystkie kompromisy, ten osiągnięty w Magdalence nie zadowalał w pełni żadnej ze stron. Dlatego po dziś dzień rodzi wiele kontrowersji i teorii spiskowych. Jak zapewnia historyk Andrzej Friszke teorie spiskowe dotyczące Magdalenki można włożyć między bajki, bowiem zachowały się kompletne stenogramy rozmów. Natomiast sam ośrodek MSW, w którym toczyły się rozmowy owiany jest tajemnicą.</p>
<p>Mówi się, że po wojnie w willi mieszkał Hilary Chełchowski, minister w rządach Bieruta i Cyrankiewicza i wysoki rangą członek KC PZPR, po 1956 odsunięty na boczny tor. Okoliczni mieszkańcy opowiadają, że to za jego czasów wokół posiadłości usypano wał ziemny, który miał ją chronić zarówno przed wzrokiem osób postronnych, jak i przed… falą uderzeniową amerykańskich bomb atomowych. Po nim budynek miało przejąć MSW, od którego wynajmowały go m.in. służby dyplomatyczne obcych państw, miał tam też działać ośrodek wypoczynkowy dla generałów Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych.</p>
<p>O willi w Magdalence od dawna krążyły legendy, mówiło się m.in. o niewiarygodnym luksusie, w jaki mieli opływać jej mieszkańcy. Z zachowanych zdjęć wynika jednak, że był to luksus na miarę schyłkowego PRL: toporne meble z Cepelii i boazeria, jak w co trzecim ówczesnym domu. Jak wynika ze stenogramów rozmów raczono się przede wszystkim hektolitrami kawy, a popielniczki wypełniano kilogramami niedopałków.</p>
<p>Co ciekawe, termin &#8220;spotkanie w Magdalence&#8221; jest dość nieprecyzyjny, bowiem często określa się nim wszystkie mniej lub bardziej tajne spotkania między przywódcami Solidarności, PZPR i kościoła katolickiego, jakie ostatecznie doprowadziły do Okrągłego Stołu. Tymczasem po początkowym fiasku rozmów w lasach Magdalenki kolejne spotkanie odbyło się w listopadzie 1988 roku na terenie budowanej wtedy plebanii w Wilanowie. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski wspomina, że sceneria spotkania, w którym uczestniczyli m.in. Lech Wałęsa i gen. Czesław Kiszczak była iście konspiracyjna: wokół gołe ściany, a w oknach szare prześcieradła zamiast szyb.</p>
<p>Kolejne takie spotkanie miało miejsce w rządowej rezydencji przy ul. Zawrat w Warszawie. Dopiero po tych przygotowaniach przywódcy trzech stron powrócili do Magdalenki. Rozmowy toczyły się ze zmiennym szczęściem do końca obrad Okrągłego Stołu. Dzięki nim prace posuwały się naprzód. To w niepozornym ośrodku w gminie Lesznowola toczyła się wielka historia, i to tam ukształtowano to, czym stała się Polska po 1989 roku. Na dobre i na złe.<br />
– Krzysztof Machocki</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2009/wielka-polityka-w-malej-wsi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tu mówi Raszyn</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/tu-mowi-raszyn-maszt-radiowy-lazy/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/tu-mowi-raszyn-maszt-radiowy-lazy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 13:12:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=742</guid>
		<description><![CDATA[W zeszłym tygodniu nasza gmina stała się oknem na świat dla sporej części Mazowsza. Sygnał telewizyjny, dotychczas nadawany z Pałacu Kultury i Nauki, od 22 lipca trafia do odbiorców za pośrednictwem wiekowego masztu w Łazach – zwanego powszechnie radiostacją w Raszynie. 
O przenosinach miejsca nadawania kanałów Telewizji Polskiej, Polsatu, TVN czy TV4 mówiło się od [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W zeszłym tygodniu nasza gmina stała się oknem na świat dla sporej części Mazowsza. Sygnał telewizyjny, dotychczas nadawany z Pałacu Kultury i Nauki, od 22 lipca trafia do odbiorców za pośrednictwem wiekowego masztu w Łazach – zwanego powszechnie radiostacją w Raszynie. <span id="more-742"></span></p>
<p>O przenosinach miejsca nadawania kanałów Telewizji Polskiej, Polsatu, TVN czy TV4 mówiło się od dawna. Nadajniki umieszczone na iglicy warszawskiego Pałacu Kultury przestały wystarczać, a to za sprawą coraz gęściej zabudowanego śródmieścia stolicy.</p>
<p>Kolejne wysokościowce skutecznie ograniczały zasięg sygnału radiowo-telewizyjnego, a w najbliższych latach w ścisłym centrum może ich powstać nawet kilkadziesiąt. Co więcej, wyśrubowane normy emisji sygnału w sąsiedztwie zabudowań uniemożliwiały dotąd nadawanie na pełnej mocy.<br />
<strong>Przeprowadzka w minutę</strong><br />
Dlatego też zdecydowano się na zamontowanie nowych nadajników telewizyjnych na wysłużonym maszcie w Łazach. Choć jest szóstą pod względem wysokości konstrukcją w Polsce (mierzy 330 metry), do niedawna był przestarzały. Dotychczas korzystały z niego jedynie radiowe Jedynka, Trójka i Polskie Radio dla Zagranicy, oraz Polsat. Przygotowania do przenosin trwały wiele miesięcy, jednak sama operacja przebiegła błyskawicznie.</p>
<p>Do godz. 3:54 sygnał telewizyjny nadawano z PKiN, minutę później włączono nowe nadajniki.<br />
Dla posiadaczy anten satelitarnych i abonentów kablówek przesiadka przebiegła bezproblemowo. Właściciele odbiorników ze zwykłymi antenami dachowymi musieli nakierować je na nowe źródło sygnału i przeprogramować odbiorniki. Łatwo jednak zauważyć zmianę na lepsze: jakość sygnału jest o wiele większa, co widać szczególnie wyraźnie w przypadku TV Puls. Telewizję z masztu w Łazach można też odbierać z dużej odległości.<br />
<strong> 12500 pensji<br />
</strong>Budowę masztu w Raszynie rozpoczęto w marcu 1930 roku. Pieniądze – blisko 2,5 mln ówczesnych złotych – pochodziły z obligacji. Była to niebagatelna kwota zważywszy na to, że pensja urzędnika państwowego wynosiła w latach 30-tych ok. 200 zł. Dwa dwustumetrowe maszty wraz z infrastrukturą firmy Marconi rozpoczęły nadawanie już w styczniu następnego roku. W owym czasie raszyńska radiostacja o mocy 120 kW była najsilniejsza w Europie. Dzięki temu program Polskiego Radia można było odbierać bez zakłóceń w najdalszych zakątkach Polski.<br />
W sierpniu 1938 roku rozpoczęto prace nad dalszym zwiększeniem mocy nadajników do 600 kW. W ostatnich dniach przed rozpoczęciem wojny inżynierowie oddali do użytku nowe budynki stacyjne, przebudowę samego nadajnika przerwała okupacja i wysadzenie jednej z anten przez polskich saperów. Po wojnie nadajnik odbudowano już w 1949 roku. Aż do połowy lat 70-tych służył jako główna radiostacja w Polsce. Dopiero w 1974 jego miejsce zajął maszt w Konstantynowie koło Gąbina, naonczas będący najwyższą konstrukcją na Ziemi.<br />
A właściwie czemu maszt w Łazach zwykło się nazywać masztem raszyńskim, choć leży w gminie Lesznowola, w powiecie piaseczyńskim? – To proste, gdy go stawiano, pobliskie Łazy miały ledwie kilku mieszkańców – tłumaczy jeden z prowadzących portal internetowy radiopolska.pl. Tymczasem Raszyn miał swoje miejsce na mapie administracyjnej okolic Warszawy już od 1867, kiedy to powstała gmina Falenty z siedzibą w Raszynie, obejmująca kilkadziesiąt wsi i osad z naszego rejonu. Nazwa się przyjęła, i do dziś zdarza się, że przyjezdni rozglądają się za masztem w samym Raszynie.<br />
– Krzysztof Machocki</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/tu-mowi-raszyn-maszt-radiowy-lazy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowieści o starym Raszynie: To, co pozostało</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/strzelczyk-opowiesci-o-starym-raszynie-to-co-pozostalo/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/strzelczyk-opowiesci-o-starym-raszynie-to-co-pozostalo/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 13:11:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tadeusz Strzelczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=739</guid>
		<description><![CDATA[W czasach realnego socjalizmu, w ramach wychodzenia oświaty do mas pracujących miast i wsi, władze gminy postanowiły w czynie społecznym mieszkańców wybudować dom kultury. 
Podjęto stosowną uchwałę nakazującą mieszkańcom uiszczać dobrowolną wpłatę określonej przez władze kwoty pieniędzy na ten szczytny cel społeczny przy okazji załatwiania jakiejkolwiek sprawy w Urzędzie Gminy. Wyznaczono lokalizację i z mozołem [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W czasach realnego socjalizmu, w ramach wychodzenia oświaty do mas pracujących miast i wsi, władze gminy postanowiły w czynie społecznym mieszkańców wybudować dom kultury. <span id="more-739"></span></p>
<p>Podjęto stosowną uchwałę nakazującą mieszkańcom uiszczać dobrowolną wpłatę określonej przez władze kwoty pieniędzy na ten szczytny cel społeczny przy okazji załatwiania jakiejkolwiek sprawy w Urzędzie Gminy. Wyznaczono lokalizację i z mozołem zaczęto gromadzić niezbędne materiały. Było to tym trudniejsze, że rozdziału deficytowych materiałów budowlanych dla potrzebujących obywateli dokonywała „społeczna” komisja gminna. Kultura miała jednak poparcie polityczne, więc komisja dzieliła sprawiedliwie: pryncypialnie i zgodnie z wytycznymi.</p>
<p>Na wyznaczonym placu przybywało więc cegieł i innych materiałów. Wydrukowano nawet papierowe cegiełki o określonym nominale, które sprzedawano przy różnych okazjach. Wreszcie rozpoczęto budowę. Ciekawi mieszkańcy komentowali tempo i rozmach wznoszonego budynku, które jak na owe czasy były interesujące. Rosły mury i kultura szła do góry. Jednak zanim osiągnęła szczyty, wraz z upływem kadencji rady gminy czas przychylności władzy dla tego pomysłu minął. Następcy siłą rozpędu coś dla tej budowli robili, jednak rozpęd, zgodnie z prawami fizyki, traci impet i budowa zamarła.</p>
<p>Niewykorzystane materiały zasiliły inwestycje ludzi z dojściami, a o tym, co widać obecnie, na długi czas zapomniano. To było, ale jakoby tego nie było! Pokaźne „społecznie uzbierane” pieniądze zasiliły inne, priorytetowe i popierane politycznie, inwestycje. No i tak przez wiele kadencji mieliśmy w gminie Raszyn bezdomną kulturę.</p>
<p>Wreszcie pojawiła się iskierka nadziei. Opracowano plany zagospodarowania tego, co pozostało, ale niestety kadencja dobiegła końca. W okresie kampanii wyborczej „to co pozostało” piękniało, błyszczało, tętniło muzyką, śmiechem dzieci z kół zainteresowań, wyświetlało filmy i było domem pracy twórczej. Ogłoszono wyniki wyborów do Rady Gminy i „to co pozostało” zostało tak, jak stało. Ostatnio zostało sprzedane i chyba będzie  rozebrane, aby miejsce wyglądało jak się należy, a ludzie żyli w spokoju. Spytacie gdzie pieniądze obywateli zebrane w „dobrowolnym czynie społecznym”. Więc odpowiem jak mnie za młodu uczono: władza ma zawsze rację, nawet wtedy, kiedy jej nie ma. No i tak właściwie &#8211; czy coś się zmieniło?<br />
– Tadeusz Strzelczyk</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/strzelczyk-opowiesci-o-starym-raszynie-to-co-pozostalo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowieści o starym Raszynie: Gołębniki</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/opowiesci-o-starym-raszynie-golebniki/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/opowiesci-o-starym-raszynie-golebniki/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jun 2008 09:08:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tadeusz Strzelczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=706</guid>
		<description><![CDATA[W początkach lat 50-tych tylko Aleję Krakowską i ulicę Słoneczną ocieniały rozłożyste korony drzew, pod którymi całymi dniami trwały zabawy okolicznej dzieciarni. Przylegający do ulic ogród pana Banaszka był idealnym miejscem do zabawy w berka, podchody, lub chowanego. 
Ulica Słoneczna &#8211; a raczej droga &#8211; była gładka i dobrze ubita, często pełniła rolę boiska na [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W początkach lat 50-tych tylko Aleję Krakowską i ulicę Słoneczną ocieniały rozłożyste korony drzew, pod którymi całymi dniami trwały zabawy okolicznej dzieciarni. Przylegający do ulic ogród pana Banaszka był idealnym miejscem do zabawy w berka, podchody, lub chowanego. <span id="more-706"></span></p>
<p>Ulica Słoneczna &#8211; a raczej droga &#8211; była gładka i dobrze ubita, często pełniła rolę boiska na którym graliśmy w szczypiorniaka, lub w dwa ognie. Czasami zabawę zakłócał przejazd wozów wypełnionych pod niebo węglem, a ciągnionych przez olbrzymie konie o długich grzywach i obrośniętych, wielkich kopytach. Patrzyliśmy z zachwytem na te potężne zwierzęta, które, sapiąc jak lokomotywy, wolno i uparcie ciągnęły swoje brzemię.</p>
<p>Przed wieczorem dzieciarnia biegała nad rzeczkę do wcześniej zbudowanej trawiastej tamy spiętrzającej wodę i zażywała kąpieli, aby choć trochę zmyć z siebie trudy całego dnia i nie narażać się na gniew matki. W okresie wakacji zabawy często przeciągały się do nocy i kończyły je dopiero nawoływania zatroskanych rodziców. Rozbawieni i zmęczeni wracaliśmy do domów delektując się feerią gwiazd i pełnią księżyca, przy której drzewa nabierały tajemniczych kształtów, a błogą ciszę podkreślało dochodzące z łąki kumkanie.</p>
<p>Przedwojenne domy przy Nadrzecznej 5, 9, 22 i 28, Słonecznej 2, 4, 8, 15, 17 i 21, Sportowej 10b, 14, al. Krakowskej 14, 20, 24, Bocznej 3 i budynek przy Bema 22 &#8211; stojący w znacznym oddaleniu od innych domów, „na Syberii” &#8211; były jedynymi w tej okolicy Raszyna i wyznaczały obszar nazywany Probostwem. Odznaczały się solidną konstrukcją i dachami krytymi czerwoną dachówką. Miały wejście oficjalne i wejście kuchenne, taras i obszerny kawałek ziemi. Powojenni lokatorzy zajmowali wszystkie pomieszczenia, od piwnic do poddaszy.</p>
<p>Następne budynki usytuowane były od Szkolnej do Na Skraju, po obu stronach al. Krakowskiej, okrytej baldachimem dorodnych drzew. Na innych obszarach, tak gęsto obecnie zabudowanych, były pola uprawne, dostarczające dzieciarni warzyw tak niezbędnych do prawidłowego wzrostu. Smak rzodkiewki, marchewki, czy ogórków zbieranych wieczorami prosto z pola pamiętam do dziś.</p>
<p>Czasy jedynie słusznych racji ideologicznych i pryncypialnego likwidowania indywidualnego rolnictwa, nazywanego pogardliwie „kułactwem”, powodowały ogromne braki żywności. Ideologia – owszem, jest potrzebna, ale jeść trzeba! Zaradni obywatele obstawiali swoje domostwa szopami, komórkami, chlewikami, kurnikami i inną zabudową, w której hodowano wszystkie stworzenie nadające się do jedzenia. Rano piały koguty, chrząkały prosięta i gulgotały indyki, a wieczorami słychać było rozmowy właścicieli gołębi trzymanych w okazałych gołębnikach. A były to nie byle jakie budowle! Smukłe niby wieże gotyckich kościołów, pyszniły się obszernymi, płaskimi dachami, z zamontowanymi przemyślnymi konstrukcjami krat, siatek, rawek, oraz innego przemyślnego sprzętu do chwytania obcych gołębi.</p>
<p>W pogodne popołudnia odbywały się najciekawsze spektakle. Stada krążyły nad Probostwem i na tle czystego nieba wykonywały majestatyczne zwroty i przetasowania. Hodowcy donośnie gwizdali, bili w blachy i wymachiwali szmatami osadzonymi na długich tykach, zmuszając gołębie do wykonywania wysokich lotów. Cały ten rwetes robiony był celowo. Chodziło o to, aby „moje stado rozproszyło jego stado, a jego gołąb dołączył do mojego stada i wylądował na moim gołębniku”. Jeśli to się udało, należało obcego zwabić pod siatkę i zamknąć. To był honor i tryumf. Pozostali pasjonaci zbierali się przy gołębniku szczęśliwca, omawiali zdarzenie i ustalali cenę wykupu. Dyskusje często bywały żarliwe i ostre, ale mały poczęstunek serwowany przez gospodarza i odrobina czegoś do popicia, rozładowywał napięcia przeciągając wesołą już imprezę do ciemnej nocy.</p>
<p>Nastały jednak czasy, w których gołębie zaczęły przeszkadzać. Gwizdy i pokrzykiwania ludzi zastąpił huk silników, a na niebie miejsce cichych białych gołębi zastąpiły samoloty. Zmieniono nazwę mojej Słonecznej &#8211; jej patronem został Konstanty Rokossowski, zaś Aleję Krakowską nazwano Aleją Wissarionowicza Stalina i łączyć zaczęła Warszawę ze Stalinogrodem. Jedynie żaby na pobliskich łąkach pozostały takie same i, nic sobie nie robiąc z ideologicznych pryncypiów, rechotały po swojemu, tylko jakby trochę głośniej. Po kilku latach „ojciec narodów” okazał się mordercą, a Konstantego usunięto z portretów.</p>
<p>Po czasie gniewu narodów końca lat pięćdziesiątych, Probostwo powoli zaczęło zmieniać wygląd. W miejscach, gdzie rosła rzodkiewka, zaczęły powstawać nowe domy, a na fali „odwilży” i budowania ustroju „z ludzką twarzą”, przywrócono słońce mojej ulicy. Warszawę i Katowice ponownie połączyła Aleja Krakowska i zaczęto intensywnie budować, rozwijać i umacniać sojusz robotniczo chłopski. Sztandarowe budowy w kraju i sama Warszawa wchłonęły wielu mieszkańców Probostwa. Znikały gołębniki, zmieniały się obejścia, a z przedwojennych budynków powoli zaczęły odpadać tynki.</p>
<p>Ostatnio jednak nastał okres renesansu i dzięki zapobiegliwości nowych właścicieli odzyskują zabytkowy urok. Do takich należy mój rodzinny dom na ul. Słonecznej 4, który pan Ściuba, obecny właściciel, pieczołowicie odnawia i przywraca dawny przepych budowli. Na ulicę nie dochodzi głos radia i orkiestry Wesołowskiego, ani mandolin Ciukszy. Nie słychać akordeonów pana Litke, a wiosną nie widać w oknach tataraku ani młodych brzozowych gałązek. Przeżyte lata nie pozwalają już zwołać dzieciarni i bawić się „w chowanego”…<br />
– Tadeusz Strzelczyk</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/opowiesci-o-starym-raszynie-golebniki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowieści o starym Raszynie: Poniatówka</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/opowiesci-o-starym-raszynie-poniatowka/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/opowiesci-o-starym-raszynie-poniatowka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 May 2008 04:15:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tadeusz Strzelczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=685</guid>
		<description><![CDATA[W czasach, kiedy inwestowanie własnych pieniędzy nie było uznawane za ideologiczne przestępstwo, mieszkaniec Raszyna nabył budynek i postanowił urządzić w nim restaurację.
Miejsce dobrane było tradycyjnie przy rynku, w pobliżu policji i kościoła. Wnętrze &#8211; jak głoszą ustne przekazy ówczesnych bywalców &#8211; urządzone było z przepychem, a kunsztownie obudowany bar stanowił znakomitą ozdobę całości. Lokal był [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W czasach, kiedy inwestowanie własnych pieniędzy nie było uznawane za ideologiczne przestępstwo, mieszkaniec Raszyna nabył budynek i postanowił urządzić w nim restaurację.<span id="more-685"></span></p>
<p>Miejsce dobrane było tradycyjnie przy rynku, w pobliżu policji i kościoła. Wnętrze &#8211; jak głoszą ustne przekazy ówczesnych bywalców &#8211; urządzone było z przepychem, a kunsztownie obudowany bar stanowił znakomitą ozdobę całości. Lokal był dobrym punktem zbornym robotników budujących drogę, czyli dzisiejszą Aleję Krakowską. Mogli tu odpocząć i zjeść obiad. Wieczorami i w dni świąteczne lokal był miejscem spotkań lokalnej socjety. Zapobiegliwy i patriotycznie nastawiony właściciel nadał przybytkowi nazwę „Poniatówka&#8221;, upamiętniającą dowódcę wojsk Polskich w bitwie pod Raszynem w 1809.</p>
<p>Po zakończeniu II wojny światowej lokal &#8211; jako przejaw czasów burżuazji i wyzysku ludu pracującego &#8211; stał się własnością społeczną pod zarządem Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska&#8221;.  Nazwę, na szczęście, pozostawiono w spokoju. „Poniatówka&#8221; &#8211; to słowo znane było daleko poza Raszynem. Można je było usłyszeć w rozmowach pasażerów warszawskich tramwajów, autobusów i taksówek. Często bywało wymieniane podczas podróży koleją. Głośniejsze wypowiedzenie tej nazwy w otoczeniu przypadkowych osób mogło spowodować, że stawałeś się kolegą wszystkich, lub większości obecnych. To był klucz do nawiązywania znajomości i wspólnych spotkań w miejscu, którego wizytówką była ta nazwa.</p>
<p>Lokal mieścił się przy Alei Krakowskiej &#8211; na końcu ryneczku, gdzie budynki niebezpiecznie zbliżają się do jezdni. W latach 60-tych miał wiele obiegowych określeń: restauracja, knajpa, jadłodajnia, lub mordownia, a każdy bywalec tytułował po swojemu. Wielokrotnie zmieniano wystrój wnętrza, zależnie od mody i nakazów realnego socjalizmu. Prosto z ulicy wchodziło się do baru i jednocześnie sali konsumpcyjnej. Na zapleczu urządzono pokój dla bardziej okazjonalnych spotkań w ścisłych gronach i tam obsługiwali kelnerzy. W pewnym okresie były również dancingi. Ta forma rozrywki kulturalnej nie została jednak zaakceptowana przez bywalców. Jedno było stałe i niezmienne. Było to coś, co nadawało rozgłos i powodzenie „Poniatówki&#8221;. Był to mianowicie swojski zapach kuchni, smak podawanych zakąsek i dań głównych, oraz miła &#8211; acz stanowcza obsługa. No i rzecz najważniejsza -przystępne ceny.</p>
<p>Zakąski bywały różne, zależne od możliwości rynkowych czasu realnego i siermiężnego socjalizmu na dorobku. Jak pamiętam, schabowy z kapustą i śledzie prawie zawsze były dostępne. Śledzika w oleju z cebulką jako przekąskę do małej wódeczki wspominam czule do teraz. Przybytek wyrafinowanego smaku i niepowtarzalnej atmosfery, usytuowany w dyskretnym i dogodnym miejscu z dobrym dojazdem stanowił wymarzone miejsce spotkań w interesach, towarzyskich i rozrywkowych. W porze obiadowej o zapełnieniu lokalu świadczył długi rząd zaparkowanych rowerów, furmanek, motocykli i samochodów. Wieczorami spotykali się tam przedstawiciele towarzystwa lokalnego i praktycznie wszyscy byli ze sobą „na ty&#8221;. Jeśli zdarzały się wyjątki, to pierwsze wspólne podniesienie takowe likwidowało.</p>
<p>W czasach pryncypialnie i politycznie przestrzeganej porannej prohibicji, czyli zakazu sprzedaży alkoholu przed godziną trzynastą, bar stawał się oazą, w której pozwalano uśmierzyć bolesne skutki dnia wczorajszego. Oczywiście nielegalne działania personelu należy z perspektywy czasu uznać za słuszne i nacechowane współczuciem bliźniego, oraz logiczną zasadą, zgodnie z którą człowiek chory powinien się leczyć, a nie pracować. Trzeba przyznać, że rozgłos, jaki ten lokal osiągnął, był ze wszech miar uzasadniony. Po jakimś czasie władze uznały, że ta zasłużona dla wielu pokoleń obywateli placówka znajduje się w niewłaściwym i niebezpiecznym miejscu. Zaś wygląd zewnętrzny nie przystoi do czasów sukcesu lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku i odnowionej trasy przejazdu szacownego pierwszego sekretarza. Wybudowano inną placówkę, w niej nowoczesne wnętrza, błyszczący parkiet, kącik dla orkiestry, boksy dla specjalnych gości i migającą okrągłą kulę. Oddzielne pomieszczenie z barem i kilkoma stolikami było dostępne dla weteranów.</p>
<p>Niestety, w nowe miejsce poza nazwą, nie udało się przenieść urokliwej atmosfery starego lokalu. Czas płynie nieubłaganie i zmieniają się realia. Weterani odchodzą do innego, podobno lepszego świata. Młodzi adepci sztuki upartego trwania w pionie i nierównej walki pomiędzy charakterem a pragnieniem wolą degustować „pod chmurką&#8221;, w pubach, pizzeriach, snack-barach i innych lokalach z obcymi nazwami. No i ceny! Porządny lokal to nie jest rozrywka na dzisiejszą proletariacką kieszeń. „Poniatówka&#8221; przestała istnieć. Czasami tylko w cichych Polaków rozmowach snują się wspomnienia smaku zakąsek i uroków tamtych lat.<br />
- Tadeusz Strzelczyk</p>
<p><strong> </strong></p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/opowiesci-o-starym-raszynie-poniatowka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dechy</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/dechy/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/dechy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 May 2008 11:44:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tadeusz Strzelczyk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=673</guid>
		<description><![CDATA[Stopniały śniegi a wiatr wysuszył brudne kałuże. Ciepłe promienie poranków przywracały do życia ukryte w pąkach listki, trawy i kwiaty. Rozległe łąki po obu stronach al. Krakowskiej pyszniły się zielonymi i żółtymi barwami kwitnących kaczeńców. Nad tym zielonożółtym dywanem unosiły się wielobarwne motyle, a poranna mgiełka powoli odsłaniała oddalone części łąki.
Nad aleją drzewa rozpinały swój [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Stopniały śniegi a wiatr wysuszył brudne kałuże. Ciepłe promienie poranków przywracały do życia ukryte w pąkach listki, trawy i kwiaty. Rozległe łąki po obu stronach al. Krakowskiej pyszniły się zielonymi i żółtymi barwami kwitnących kaczeńców. Nad tym zielonożółtym dywanem unosiły się wielobarwne motyle, a poranna mgiełka powoli odsłaniała oddalone części łąki.</p>
<p>Nad aleją drzewa rozpinały swój ocieniający baldachim. Był maj. W połowie lat 50-tych uruchomiono połączenie autobusowe Raszyna z Warszawą, była wielka radość i nie było potrzeby chodzenia do Okęcia, gdzie w miejscu biurowca PZL-Okęcie, rozpoczynała swoją jednotorową trasę linia tramwajowa nr.7.</p>
<p>Autobus linii 130 kursował z rynku przy kościele. Na przystankach ustawiały się kolejki i nie było mowy o tłumie wciskającym się jak leci. Autobusy mały dwoje drzwi. Przy tylnych było podwyższone miejsce dla konduktora sprzedającego bilety i ciągle upominającego pasażerów słowami „proszę przesuwać się do przodu”, jako że, przepisowo wysiadało się tylko przednimi drzwiami.</p>
<p>Za przyczyną tak dogodnej komunikacji stawy raszyńskie stały się miejscem wypoczynku warszawiaków. Z nadejściem lata, w każdą niedzielę autobusy przywoziły całe rodziny letników objuczonych koszami z jadłem i popitką. Rozkładano się w upatrzonych cienistych miejscach i szybko nawiązywano znajomości. Dzieciaki zjadały śniadanie i można było pławić się w słońcu, kąpać, lub pogrążyć w błogim lenistwie. Czysta woda zachęcała do pływania, a więc powstawały lokalne kąpieliska, zaopatrzone w szybko konstruowane skocznie i trampoliny. Najbardziej obleganym był staw „na wałach”, usytuowany zaraz za mostkiem i trochę wyżej od innych zbiorników.</p>
<p>Wczesną wiosną strażacy budowali miejsce do zabawy, potocznie nazywane dechami. Był to obszerny drewniany pomost otoczony balustradą z oliwnymi latarniami oświetlającymi tańczących. Na jednym boku usytuowane było zadaszone podwyższenie dla orkiestry, a z tyłu mieścił się obwicie &#8211; jak na owe czasy &#8211; zaopatrzony bufet, w którym piwa i wina („patykiem pisane”) nie brakowało nigdy. Przy stoliku sprzedawano bilety, a wejścia obstawiali strażacy kontrolujący przepływ tańczących. Jeden bilecik upoważniał parę do tańca trzech granych kawałków.</p>
<p>Orkiestra – mała perkusja, skrzypce, akordeon i czasami saksofon &#8211; grała ochoczo do ciemnej nocy. Ostatni autobus odchodził o 23., ale zabawy trwały często o wiele dłużej. W czasie imprez dochodziło czasami do nieporozumień wśród męskiej części rozbawionych gości, ale zasadniczo rozwiązywano je we własnym gronie. Czasami tylko niezbędna była interwencja miejscowej milicji lub patrolu wojskowego. Władzę reprezentowało dwóch funkcjonariuszy w pobliskim komisariacie. Mimo drobnych incydentów wszyscy bawili się doskonale.</p>
<p>Początkowo dechy ustawiano w pobliżu drogi na cmentarz. W późniejszym okresie na końcu głównej grobli, a ostatnio budowano je na rozległej łące przy mostku, gdzie dziś mieści się warsztat samochodowy, stolarnia i sklepy. W tym miejscu dechy miały już oświetlenie elektryczne. Czasy się zmieniały. Łąki powoli zabudowano. Strumyk stawał się coraz dziwniejszy i dużo mniej wiosną rozkwitało kaczeńców. Stopa życiowa rosła w górę, a warszawiacy zaczęli kupować motocykle, samochody i działki pod lasem. Kąpielowe wycieczki i zabawy na dechach przestały być modne, a woda w stawach zrobiła się niezdrowa. Jeszcze przez jakiś czas niosło z łąk kumkanie, a z ulicy Słonecznej tęskny głos akordeonu, ale… nastały nowe czasy.<br />
– Tadeusz Strzelczyk</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/dechy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bitwy raszyńskie</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/bitwy-raszynskie/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/bitwy-raszynskie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 11:19:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=649</guid>
		<description><![CDATA[Na pytanie o datę bitwy pod Raszynem większość odpowie &#8211; 19 kwietnia 1809 roku. Jednak walki na terenie naszej gminy toczyły się też w latach 1914-1915, z nasileniem w pierwszej połowie października 1914. Mniej znany jest udział Raszyna w walkach podczas Insurekcji Kościuszkowskiej 10 lipca 1794. 
Przedpole Warszawy w XVIII wieku
Na południe i zach&#243;d od [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na pytanie o datę bitwy pod Raszynem większość odpowie &#8211; <b>19 kwietnia 1809</b> roku. Jednak walki na terenie naszej gminy toczyły się też w latach 1914-1915, z nasileniem w pierwszej połowie października 1914. Mniej znany jest udział Raszyna w walkach podczas Insurekcji Kościuszkowskiej <b>10 lipca 1794</b>. </p>
<p><b>Przedpole Warszawy w XVIII wieku</b></p>
<p>Na południe i zach&#243;d od Warszawy rozciąga się lekko pofalowana r&#243;wnina, wznoszącą się do 100 m względem poziomu miasta w okolicach Mszczonowa. W XVIII wieku ze stolicy prowadziły trzy gł&#243;wne trakty: poznański, wrocławski i krakowski, kt&#243;re zaczęto utwardzać dopiero po roku 1820. Do tego czasu wszelkie drogi wyglądały tak, jak ta na grobli do pałacu w Falentach. Ruch jednostek artylerii i zaopatrzenia musiał odbywać się po traktach. Na innych drogach był mocno ograniczony. </p>
<p>Trakt poznański przez Błonie na Sochaczew biegnie środkiem pasa uprawnego czarnoziemu, poprzecinanego siecią row&#243;w i dopływ&#243;w Urowy (Utraty). Od p&#243;łnocy pas ten ograniczały lasy porastające piaszczyste wydmy przedzielone mokradłami, a od południa lasy ciągnące się od G&#243;ry Kalwarii po Bolim&#243;w (80 km). Pod koniec XVIII wieku lasy były bardziej podobne do tych, kt&#243;re można spotkać jeszcze w Puszczy Białowieskiej niż w obecnej Puszczy Kampinoskiej. </p>
<p>Trakty wrocławski i krakowski od Warszawy do Raszyna biegną jedną drogą, a po przekroczeniu Mrowy (Raszynki) rozdzielał, wchodząc w pas las&#243;w między G&#243;rą Kalwarią a Bolimowem. Trakt krakowski prowadził środkiem działu wodnego między Jeziorką i Utratą przez Gołk&#243;w na Tarczyn. Z tego powodu najbardziej dostępna droga do Warszawy prowadziła od południa, przez bramę szerokości 10 km pomiędzy Raszynem i Gołkowem.</p>
<p><b>Bitwa na przedpolu 7-10 lipca 1794</b></p>
<p>Po drugim rozbiorze zachodnia granica Rzeczypospolitej (z Prusami) biegła wzdłuż Bzury. Po przegranej przez Kościuszkę bitwie pod Szczekocinami (6 czerwca 1794; ok 60 km na p&#243;łnoc od Krakowa) ze sprzymierzonymi siłami prusko-rosyjskimi, gł&#243;wne walki przenosiły się z Małopolski na Mazowsze ku Warszawie. Wojska Insurekcji Kościuszkowskiej, prowadząc działania op&#243;źniające, nie mogły jednak oprzeć obrony na dolinie Pilicy, gdyż mosty na niej zajęły już siły pruskie i rosyjskie. Jednocześnie trwały walki na Lubelszczyźnie, Litwie i nad Narwią.</p>
<p>Drogę na Warszawę można było zamknąć dopiero na łuku doliny Jeziorki oraz Utraty z Raszynką. Najważniejszy dla obrony był odcinek Błonie &#8211; Raszyn &#8211; Gołk&#243;w o długości 30 km. W efekcie w dniach 7-10 lipca rozegrały się tam trzy powiązane ze sobą bitwy z udziałem piechoty, kawalerii i artylerii. </p>
<p>Na kierunku poznańskim (Błonie) działania toczyły się już wcześniej. Do ostatecznego boju gen. Stanisław Mokronowski dysponował 5 tys. żołnierzy. Na kierunku wrocławskim (Raszyn) 8 lipca zajął pozycję Tadeusz Kościuszko dysponujący 10 tys. żołnierzy. Z kolei na kierunku krakowskim 7 lipca gen. J&#243;zef Zajączek z 5 tys. ludzi wykonał marsz z Warki do Piaseczna (40 km), a następnego dnia stanął pod Gołkowem. Siły polskie zostały rozmieszczone tak, by mogły samodzielnie zatrzymać przez jeden dzień marsz kolumn prusko-rosyjskich. </p>
<p>Na trakcie poznańskim działał Korpus Pruskiego Następcy Tronu w sile 10 tys. żołnierzy. Wydzielona z niego grupa gen. Elsnera usiłowała zająć Błonie. Traktem krakowskim szły gł&#243;wne siły prusko-rosyjskie liczące 30 tys. żołnierzy. Grupa gen. Iwana Fersena zmierzała na Gołk&#243;w. Siły kr&#243;la pruskiego Fryderyka Wilhelma II dotarły do Tarczyna 8 lipca, a następnego dnia weszły na trakt wrocławski w Nadarzynie.</p>
<p><b>Walki o Raszyn i Gołk&#243;w</b></p>
<p>Najważniejszy dla walk na przedpolu Warszawy był dzień 10 lipca. O świcie (ok. godz. 3.50) rozpoczęły się trzy bitwy, kt&#243;re rozstrzygnęły się w ciągu kilku godzin. Pruskie natarcie na przeprawę przez Raszynkę (3 bataliony z działami, 8 szwadron&#243;w jazdy, za nimi pułk kozak&#243;w i dwa bataliony rosyjskie) było gł&#243;wnie bojem artyleryjskim i trwało prawie 3 godziny. Napastnicy wycofali się tracąc 15 zabitych. W tym czasie pod Błoniem odrzucono pruskiego gen. Elsnera. </p>
<p>Najważniejsze dla los&#243;w bitwy były walki Gołkowem (9-10 lipca). W ich trakcie napływały kolejne grupy nieprzyjaciela, co wynikało z naturalnego rozciągnięcia kolumn w marszu oraz wsparcia sił gł&#243;wnych. W końcowym etapie walczyło tu ponad 7 tys. wojsk Insurekcji przeciw 15 tys. żołnierzy rosyjskich. Gen. Zajączek, widząc zagrożenie okrążeniem, nakazał odwr&#243;t na Warszawę o godz. 7.30 drugiego dnia walk. </p>
<p>Sytuacja pod Gołkowem nie pozwoliła na pościg za wycofującym się nieprzyjacielem pod Błoniem i Raszynem. Wymusiła przerwanie całej bitwy na przedpolu Warszawy i wycofanie wszystkich sił pod osłonę jej szańc&#243;w. Kościuszko zniszczył most na Raszynce. W trakcie walk o Warszawę (12.07&#8211;6.09) w Raszynie urządzono pruski magazyn i lazaret.</p>
<p><b>Ani triumf, ani klęska</b></p>
<p>Wojska Insurekcji wykonały założenia minimalne: zmusiły przeciwnika do rozwinięcia kolumn marszowych i wykonania manewr&#243;w. Przez jeden dzień Korpus Pruskiego Następcy Tronu pozostawał nieosłonięty, ale był to czas zbyt kr&#243;tki na zadanie ciosu. Straty sprzymierzonych w tych dniach wyniosły 600 ludzi, a Insurekcji &#8211; 400. W trakcie walki wzrosło morale wojsk Insurekcji, świeżo wcieleni rekruci (stanowiący znaczną część wojsk) wdrożyli się do służby, prawie ukończono też wznoszenie umocnień Warszawy.</p>
<p>Nie był to triumf w znaczeniu rzymskim: walki nie doprowadziły do poszerzenia granic, w pojedynczej bitwie nie poległo więcej niż 5 tys. przeciwnik&#243;w. Była to jednak znacząca operacja Naczelnika: dowodzenie w jednej bitwie, koordynacja dw&#243;ch innych, przygotowanie Warszawy do obrony, dozorowanie sytuacji nad Narwią. Decyzja o wycofaniu całości sił wynikała z zasady, że tyle warta jest całość, ile jej najsłabszy element. To stwierdzenie jest prawdziwe nie tylko w odniesieniu do sztuki wojennej.</p>
<p>Uznajemy bitwę z 1809 roku za element dziedzictwa kulturowego w regionie. Dow&#243;dcy biorący udział w wojnie 1792, Insurekcji 1794, Wojnach Napoleońskich to w większości ci sami ludzie. Czy pamięć o bitwie pod Raszynem 10 lipca 1794 może nam w czymś pom&#243;c?</p>
<p>&#8211;Konrad Zubko</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2008/bitwy-raszynskie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzień kobiet</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/dzien-kobiet/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/dzien-kobiet/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Mar 2007 23:01:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=227</guid>
		<description><![CDATA[Ósmy marca to dziwne święto. Jedni je obchodzą, inni bojkotują, jednak chyba próżno by szukać Polaków, którzy tej daty nie znają. Dla jednych Dzień kobiet jest pozostałością po PRL i kojarzy się z czerwonymi goździkami i parą rajstop, wręczanymi uroczyście przez szefów. Dla innych jest to kolejna okazja, by paniom okazać należne im cześć i [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ósmy marca to dziwne święto. Jedni je obchodzą, inni bojkotują, jednak chyba próżno by szukać Polaków, którzy tej daty nie znają. Dla jednych Dzień kobiet jest pozostałością po PRL i kojarzy się z czerwonymi goździkami i parą rajstop, wręczanymi uroczyście przez szefów. Dla innych jest to kolejna okazja, by paniom okazać należne im cześć i uwielbienie. Mało kto jednak pamięta skąd wziął się zwyczaj, by właśnie w początkach marca czcić kobiety. <span id="more-227"></span><br />
Choć wielu wiąże Dzień kobiet z latami PRL, już antyczni Rzymianie obchodzili podobne święto. Matronalia, czyli święto mężatek, obchodzono 1 marca każdego roku ku czci Junony, matki Marsa i żony Jowisza, najważniejszego z rzymskich bogów. Tego dnia mężczyźni obdarowywali wybranki swych serc upominkami i zobowiązani byli do modlenia się za ich pomyślność i spełniania ich życzeń. Natomiast kobiety wznosiły modły w świątyniach i gotowały uroczystą kolację dla wszystkich domowników, także dla niewolników, którzy tego dnia mieli wolne.</p>
<p>Zgodnie z tradycją był to jedyny dzień w którym kobietom wypadało chodzić z rozpuszczonymi włosami, przez resztę roku wypadało, by nakrywały je lub upinały w koki. Co ciekawe, aż do czasów reformy kalendarza, wprowadzonej przez Juliusza Cezara, Matronalia były zarazem pierwszym dniem roku. Stąd właśnie do dziś w językach spokrewnionych z łaciną nazwy miesięcy nie zgadzają się z ich znaczeniem: angielski September to wrzesień, choć dosłownie znaczy&#8230; siódmy.</p>
<p><strong>Zbiry, anarchiści i 150 szwaczek<br />
</strong>Upadek Rzymu i upowszechnienie się chrześcijaństwa przyniosły kres świętom kobiet, kojarzonym od tego czasu przede wszystkim z pogańskim kultem płodności. Dopiero w XIX wieku, wraz z rozpoczęciem walki o prawa pracowników, także i kobiety rozpoczęły walkę o swoje prawa. Ósmego marca 1857 nowojorskie szwaczki wyszły na ulice w proteście przeciwko fatalnym warunkom pracy. W owych czasach normą było, że kobiety (często w wieku nawet 12 czy 13 lat) pracowały w szwalniach po 10 lub 12 godzin dziennie, za półtora dolara na tydzień. Jako że jakikolwiek protest przeciwko ustalonemu porządkowi rzeczy traktowany był jako przejaw niebezpiecznego anarchizmu, także i tę demonstrację rozpędzono za pomocą sił policyjnych. Jednak brutalna reakcja władz doprowadziła do powstania pierwszego w Stanach związku zawodowego kobiet.</p>
<p>W rocznice protestów z 1857 roku amerykańskie sufrażystki, walczące o przyznanie kobietom praw wyborczych, regularnie wychodziły na ulice, często ścierając się z policją. Manifestacja z 1908 roku przyciągnęła blisko 15 tysięcy protestujących. W kolejnym roku strajk przeciągnął się do czternastu tygodni i odbił się szerokim echem w świecie, głównie ze względu na reakcję pracodawców, którzy próbowali zakończyć protesty nasyłając na protestujące kobiety lokalnych zbirów. Pragnąc wykorzystać masowe poparcie, amerykańska partia socjalistyczna ogłosiła 28 lutego Dniem Kobiet. Jednak data się nie przyjęła i – wbrew apelom socjalistów – Amerykanki pozostały przywiązane do daty 8 marca.</p>
<p>Święto zostało przyjęte oficjalnie przez międzynarodową konferencję kobiet, zorganizowaną w 1910 w Kopenhadze. Wtedy też ustanowiono Międzynarodowy Dzień Kobiet, który miał być przypomnieniem zarówno o amerykańskich strajkach, jak i o pożarze w nowojorskiej szwalni Triangle, gdzie blisko 150 kobiet zginęło wyłącznie dlatego, że szefostwo fabryki zamknęło je w budynku by nie dopuścić do nich działaczy związkowych.</p>
<p><strong>Goździk i Nivea<br />
</strong>Choć Międzynarodowy Dzień Kobiet powstał jako narzędzie w walce o prawa socjalne, z czasem do postulatów demonstrantek dołączały nowe hasła. W przededniu I wojny światowej miliony kobiet w Niemczech, Austro-Węgrzech i we Francji wyszły na ulicę 8 marca 1913 by zaprotestować przeciw zbliżającej się wojnie. Również 8 marca (według obowiązującego wówczas w Rosji kalendarza) 1917 rozpoczęły się protesty kobiet w Petersburgu. Do kobiet domagających się przydziałów chleba w zniszczonej wojną Rosji wkrótce dołączyli mężczyźni, a pokojowe protesty dały początek Rewolucji Lutowej, która obaliła cara i wprowadziła republikę.</p>
<p>Tymczasem na zachodzie o Dniu Kobiet zapomniano. Dopiero w latach sześćdziesiątych przypomniały sobie o nim feministki. Także w Związku Radzieckim w owym czasie odkurzono stare święto i w 1965 roku ogłoszono je dniem wolnym od pracy. Stamtąd moda przywędrowała do nas i do innych krajów bloku sowieckiego. Zazwyczaj 8 marca nie miał nic wspólnego ze świętowaniem i ograniczał się do wręczenia pracownicom nieśmiertelnego goździka lub – jeśli szef był nieco bardziej rozgarnięty – pary rajstop lub pudełka kremu Nivea. W 1975 święto zostało oficjalnie uznane przez ONZ.</p>
<p>Po 1989 roku w wielu krajach – także i w Polsce – o 8 marca znów zapomniano. Instytucjonalne hołubienie kobiet ustąpiło jednak miejsca zwykłej, ludzkiej życzliwości i tradycja przetrwała wśród ludzi. Wielu panów wymawia się od obdarowywania kobiet upominkami lub choćby ciepłym słowem argumentując, że święto ma komunistyczny rodowód. To, jak widać, nie do końca prawda, ale nawet jeśliby tak było, to czemu by nie podtrzymać tej tradycji? Mały kwiatek czy pudełko czekoladek to miły prezent niezależnie od daty.</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2007/dzien-kobiet/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Malowany żołnierzyk</title>
		<link>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2006/malowany-zolnierzyk/</link>
		<comments>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2006/malowany-zolnierzyk/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Oct 2006 11:51:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>hal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.pulsraszyna.waw.pl/?p=4</guid>
		<description><![CDATA[Księcia Józefa Poniatowskiego, znają wszyscy. W całej Polsce imieniem zwycięzcy spod Raszyna nazywa się szkoły, place i ulice. Tymczasem wielki przegrany w tej bitwie, Arcyksiążę Karol Habsburg-Este, jest postacią zupełnie zapomnianą, nawet we własnym kraju. A szkoda, bo był człowiekiem nietuzinkowym.



Ferdinand Karl von Österreich-Este
w trzydzieści lat po bitwie pod Raszynem.
Choć ze swego portretu patrzy dumnie,
jego [...]


No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Księcia Józefa Poniatowskiego, znają wszyscy. W całej Polsce imieniem zwycięzcy spod Raszyna nazywa się szkoły, place i ulice. Tymczasem wielki przegrany w tej bitwie, Arcyksiążę Karol Habsburg-Este, jest postacią zupełnie zapomnianą, nawet we własnym kraju. A szkoda, bo był człowiekiem nietuzinkowym.</p>
<table cellspacing="0" cellpadding="5" align="right">
<tr>
<td align="center"><a rel="lightbox" href="/wp-content/uploads/2006/12/historia-malowany-zolnierzyk.jpg" rel="lightbox[4]"><img align="bottom" title="Arcyksiaze" alt="Arcyksiaze" src="/wp-content/uploads/2006/12/historia-malowany-zolnierzyk.miniatura.jpg" /></a><br />
<small>Ferdinand Karl von Österreich-Este<br />
w trzydzieści lat po bitwie pod Raszynem.<br />
Choć ze swego portretu patrzy dumnie,<br />
jego błyskotliwa kariera zakończyła się<br />
pod Raszynem.</small></td>
</tr>
</table>
<p><span id="more-4"></span><strong>Syn czternastego syna<br />
</strong>Arcyksiążę Ferdynand Karol Józef Habsburg Este w chwili dotarcia nad stawy raszyńskie miał 38 lat, był więc zupełnym młokosem wśród generałów cokolwiek skostniałej armii austriackiej. Jako wnuk Marii Teresy i cesarza Franciszka I należał do jednej z najznamienitszych dynastii panujących w Europie końca XVIII wieku. Jego ojciec był jednak czternastym dzieckiem z kolei i po rodzicach odziedziczył jedynie niewielkie księstwo Modeny w północnych Włoszech, gdzie też w 1781 roku przyszedł na świat przyszły generał.</p>
<p>Jak przystało na krewnego rodziny panującej, w 1799 młody Ferdynand wstąpił do akademii wojskowej w Wiener Neustadt. Dzięki swym koneksjom już po roku został promowany na dowódcę dywizji. Również dzięki nazwisku awansował, a podczas wojny 1805 roku został mianowany głównodowodzącym austriackiego 3. Korpusu walczącego przeciw wojskom napoleońskim w południowych Niemczech.</p>
<p>Niedoświadczonemu oficerowi przydzielono do pomocy gen. Karla Macka von Leiberich, weterana habsburskich wojen od Niderlandów po Belgrad. Arcyksiążę był więc figurantem, bez wpływu na wojska teoretycznie mu podległe. Malowany generał przemienił się jednak w prawdziwego wodza po trzydniowej bitwie pod Ulm (1805), w której Mack poddał cały swój korpus Francuzom. Ferdynand Karol nie zgodził się z tym posunięciem, zebrał około 2 tys. niedobitków i przedarł się przez pierścień okrążenia. Wypada dodać, że podczas tej heroicznej eskapady dowódcą kawalerii Ferdynanda był pułkownik Karol Filip Schwarzenberg, ten sam, któremu książe Józef miał uratować życie podczas wojny z Turcją w 1788, i ten sam, który w kilka lat później pokonał go w tragicznej Bitwie Narodów pod Lipskiem.</p>
<p><strong>Czekanie na powstanie<br />
</strong>Wróćmy jednak do Arcyksięcia Ferdynanda, który z malowanego żołnierzyka przeistoczył się w prawdziwego syna Marsa, jak określały go współczesne pamiętniki. Po bitwie pod Ulm przedarł się do Czech, sformował tam własny korpus i do końca wojny umiejętnie szachował wojska bawarskie wokół Igławy. Tym samym dowiódł, że jest urodzonym strategiem. Gdy wybuchła kolejna wojna przeciwko Francji, zwana w polskiej historiografii wojną z piątą koalicją, Ferdynand wydawał się najlepszym kandydatem na głównodowodzącego wojskami Austrii.</p>
<p>O ile jednak w dowodzeniu korpusem liczącym przeszło 36 tys. ludzi arcyksiążę radził sobie świetnie, o tyle wyczucia politycznego nie miał wcale. Podobnie jak jego rodzina, wierzył że kampania przeciwko Księstwu Warszawskiemu będzie łatwym zwycięstwem. Jego wojska miały jedynie maszerować polskimi drogami, a Księstwo miało upaść powalone powstaniem przeciwko „korsykańskiemu uzurpatorowi”, jak zwano Napoleona. Jego rachuby się nie ziściły, choć najwyraźniej nie rozumiał dlaczego. Triumfalnie wkraczał do kolejnych miast i miasteczek, gdzie witała go głucha cisza. Na swej drodze ku Warszawie nie napotkał żadnego oporu – aż do Raszyna.</p>
<p><strong>Przed i po Raszynie<br />
</strong>Choć bitwa pod Raszynem tak naprawdę nie przyniosła rozstrzygnięcia, a po kilku dniach wojska austriackie i tak wkroczyły do Warszawy, dzień 19 kwietnia 1809 zakończył błyskotliwą karierę wojskową Karola Ferdynanda. Przez kilka tygodni siedział wraz z większą częścią swych wojsk w stolicy czekając na wybuch powstania przeciwko Napoleonowi. W tym samym czasie Dąbrowski oczyszczał Wielkopolskę z niedobitków wojsk austriackich, a książę Józef Poniatowski w spokoju zajmował Kraków, Zamość i maszerował na Lwów. Powstanie nie wybuchło.</p>
<p>Traktat z Schönbrunn kończący wojnę między Księstwem a Austrią zamknął pewien etap w życiu Ferdynanda Karola Habsburga-Este. Choć podczas „Stu dni Napoleona” dowodził jeszcze przez kilka tygodni dwiema dywizjami rezerwy, nigdy więcej nie wrócił już na front. Przez kilkanaście następnych lat dowodził garnizonami na terenie Węgier, gdzie, zgorzkniały i samotny, podpisywał raporty o ilości siodeł i stanie koszar. W 1830 został mianowany gubernatorem Galicji, jednak i tam nie miał możliwości wykazać się swymi zdolnościami. Po Wiośnie Ludów, której nie umiał przewidzieć ani zapobiec, wycofał się do swej posiadłości w północnych Włoszech, a w dwa lata później zmarł w dość szkaradnym pałacu w Ebenzweier. Nigdy się nie ożenił.</p>


<p>No related posts.</p>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.pulsraszyna.waw.pl/2006/malowany-zolnierzyk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
